Michał Kot Michał Kot
1438
BLOG

Urzędnik potęgą jest i basta!

Michał Kot Michał Kot Polityka Obserwuj notkę 3

 

Interesującą informację podały dziś niektóre portale, w właściwie spodziewaną. Od stycznia do września 2010 r. przybyło w Polsce bowiem aż 40 tys. urzędników. Zaledwie w ciągu 9 miesięcy ubiegłego roku przyrosło średniej wielkości miasteczko urzędników. To taki podwarszawski Wołomin.

Wzrost liczby urzędników nastąpił już po zapowiedzi premiera dotyczącej redukcji zatrudnienia w sektorze publicznym. Ograniczanie etatów miało być jednym z działań oszczędnościowych wspierających walkę z deficytem budżetowym. Tymczasem zamiast ograniczenia liczby urzędników nastąpił wyraźny wzrost ich liczby.

Podstawą do zapowiadanego przez premiera zwolnienia 10 proc. pracowników miał być średni stan zatrudnienia z 30 czerwca 2010 r. i 1 lutego br. Tymczasem według aktualnych danych GUS (raport z 14 stycznia 2011 r.) zatrudnienie w administracji publicznej, ZUS i obronie narodowej w ciągu pierwszych trzech kwartałów 2010 r. wzrosło o 40 tys.

Jaki są koszty dla budżetu państwa z tyt. przyrostu 40 tys. urzędników. Eksperci BCC, opierając się na danych GUS, policzyli koszt rozrostu biurokracji, licząc wyłącznie koszty wynagrodzeń. Przyjmując jako przeciętne wynagrodzenie brutto w 2010 r. kwotę 3400 zł, oznacza to, że miesięcznie wydajemy ok. 136 mln zł więcej (40 000 etatów x 3400 zł). W skali roku daje to ponad 1,6 mld zł dodatkowych wydatków. Do tego dochodzą jeszcze trzynaste pensje, premie, nagrody itp. Jak przyznaje Staniewicz z BCC, ciężko oszacować wszystkie koszty zatrudnienia takiej liczby urzędników. - "Kilka lat temu dotarłam do danych, z których wynikało, że pensje to ok. 80 proc. kosztów związanych z pracą urzędnika. W tej sytuacji oznacza to, że wszystkie koszty dodatkowych etatów mogą wynosić nawet 2 mld zł".

 

Pamiętam, kiedy wrześniu 2010 rząd zapowiadał ograniczenie przyrostu administracji. Zwolnienia miały mieć miejsce w administracji państwowej, czyli w ministerstwach, agencjach rządowych, urzędach wojewódzkich, skarbówce, ZUS, NFZ, NFOŚ, PRFON. Odzapowiedzi do realizacji jednak daleka droga. Z przyrostem urzędników jest jak z rakiem, wytniesz w jednym miejscu, pojawia się w innym, jeszcze większy. Trzeba przy tym uczciwie przyznać, ze sposób oczywisty administracja tak rządowa, jak i samorządowa rozrosły się po przystąpieniu do Unii Europejskiej. Rozrosła się, bowiem stanowienie prawa wymaga tworzenia nowych stanowisk i To jest proces, któryM rząd powinien jak najszybciej uporządkować. Ale wraz z rozrostem administracji i urzędników powinna iść w górę jakość świadczonych przez urzędników usług, a z tym jak wiemy, że nie jest za dobrze. Brak wartościowania stanowisk pracy, brak jasnych kryteriów motywowania urzędników, coraz większa biurokracja, brak oceny wydajności poszczególnych urzędów czy fikcyjne w rzeczywistości konkursy na urzędnicze stanowiska, zajmowane po znajomości to szara urzędnicza rzeczywistość.

Trzeba jednak powiedzieć jasno, że rząd na rozroście nie oszczędza. Jak się okazuje sytuacja budżetowa w Polsce, dotycząca ograniczenia finansów publicznych zmusiła rząd do kreatywnej księgowości i przycięcia składek do OFE na rzecz ZUS-u. Jak widać przyrost urzędników, których jest w Polsce już blisko 500 tys. nie może skutecznie zmusić rządu do ograniczenia hydry urzędniczej. Kolejna ekipa rządząca poległa z urzędniczym państwem.

Przyrost urzędników w Polsce za Donalda Tuska jest niewątpliwie „sukcesem” tej ekipy, szkoda, że tak kosztowym dla państwa.Jeśli rząd poważnie myśli o walce z biurokracją i obniżaniu kosztów działalności państwa, to musi zamrozić nie tylko płace, ale także zrestrukturyzować zatrudnienie, chyba, że w taki sposób Donald Tusk walczy z bezrobociem…

Michał Kot
O mnie Michał Kot

Kto to wie?!!;-) Już nie młody, ale jeszcze nie stary...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka