Wczoraj w wieczornym wydaniu „Faktów” TVN został poruszony, a ostatnio niezauważony problem Polaków żyjących za zachodnią granicą. W programie naszkicowano kwestię mniejszości polskiej, która – wg reportera- wcale nie domaga się uznaniu za mniejszość narodową. Więcej, ponoć polski rząd już w styczniu zgodził się zrezygnować z określenia "mniejszość polska" w negocjacjach z niemieckim rządem na temat sytuacji Polaków żyjących w Niemczech! Politycy Platformy tłumaczą zmianę stanowiska tym, że sami Polacy w Niemczech nie chcą być mniejszością, a Niemcy i tak się na to nie zgodzą. – „Nie ma takiego postulatu, bo ustawowo ten status dotyczy Fryzyjczyków, Duńczyków i Serbołużyczan” – wyjaśniał szef sejmowej komisji spraw zagranicznych Andrzej Halicki (PO). Przegrana rządu bez podjęcia walki.
Warto przypomnieć parę zapomnianych chyba politykom PO faktów. W Niemczech nadal skutkuje prawo uchwalone w 1940 r. przez hitlerowską III Rzeszę, które nie uznaje polskiej mniejszości narodowej. Rozporządzenie niemieckiej Rady Ministrów z 27 lutego 1940 r. na rzecz Obrony III Rzeszy, które nakazywało rozwiązanie wszelkich organizacji polskiej mniejszości narodowej w Rzeszy oraz konfiskatę ich mienia . Mimo, że minęło już ponad 70 lat od tego rozporządzenia, jego skutki wydanego przez marszałka III Rzeszy Hermanna Goeringa, są odczuwane do dziś mimo apeli kierowanych do najwyższych władz Niemiec.
Śp. Maciej Płażyński jako prezes Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” wielokrotnie zwracał uwagę na uwagę na ogromną różnicę w traktowaniu mniejszości niemieckiej w Polsce w porównaniu do traktowania mniejszości polskiej w Niemczech. – „To widać np. w nakładach na oświatę: 15 mln euro rocznie ze strony polskiej na oświatę niemiecką i 1,5 mln euro na oświatę polską w Niemczech Tylko 3 proc. młodych Polaków może korzystać w Niemczech z nauki języka polskiego jako języka ojczystego, podczas gdy na Opolszczyźnie z nauki języka niemieckiego w polskich szkołach korzysta aż 80 proc. niemieckich uczniów” (za www.wspolnota-polska.org.pl/).
Według szacunków w Niemczech żyje do 2 milionów osób polskiego pochodzenia.Zgodnie z niemieckim prawem status taki mają jedynie społeczności: duńska, fryzyjska, serbołużycka, Sinti (grupa etniczna pokrewna Romom) i Romów. Niemieckie prawo nakłada na władze obowiązek ochrony mniejszości i dofinansowania ich struktur i działalności z budżetu państwa. Polacy takiego statusu nie mają. W polsko-niemieckim traktacie dobrosąsiedzkim z 1991 r. zamiast "mniejszość polska" został użyty termin "osoby w RFN, posiadające niemieckie obywatelstwo, które są polskiego pochodzenia". Z tego powodu wsparcie finansowe władz dla organizacji polskich ma charakter dobrowolny i nie jest określone prawem. Skutki takiego podejścia mamy widoczne po dzień dzisiejszy.
Sekretarz stanu w ministerstwie spraw wewnętrznych Niemiec Christoph Bergner, będący pełnomocnikiem niemieckiego rządu ds. mniejszości narodowych i przesiedleńców na niedawnej konferencji podsumowującej prace polsko-niemieckiego okrągłego stołu, poświęconego podsumowaniu realizacji Traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy z 1991 r., pytany o postulaty części polskich organizacji w Niemczech w sprawie przywrócenia statusu polskiej mniejszości wyjaśnił, że Niemcy zaliczają do mniejszości narodowych te grupy narodowościowe, które długotrwale zamieszkują część terytorium Niemiec. Zauważył, że także polskie prawo uznaje za mniejszość narodową grupy zasiedziałe na danym obszarze od co najmniej 100 lat :"Dla RFN niezwykle ważne jest kryterium rdzenności. W ostatnich dziesięcioleciach przeżywaliśmy duży napływ obywateli z innych krajów, np. z Turcji. Ponieważ nie możemy i nie chcemy nazywać tych grup mniejszością narodową, musimy stosować kryterium rdzenności, odnoszące się także do Polonii. Apeluję też do polskiej opinii publicznej, by dostrzegła tę szczególną sytuację”.

Artykuły 20, 21 i 22 Traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy z 1991 r., które mówią m.in. że członkowie mniejszości niemieckiej w RP, to znaczy osoby posiadające polskie obywatelstwo, które są niemieckiego pochodzenia albo przyznają się do języka, kultury lub tradycji niemieckiej, a także osoby w RFN, posiadające niemieckie obywatelstwo, a które są polskiego pochodzenia, albo przyznają się do języka, kultury lub tradycji polskiej, mają prawo - indywidualnie lub wespół z innymi członkami swojej grupy do swobodnego wyrażania, zachowywania i rozwijania swej tożsamości etycznej, kulturalnej i religijnej.. Tyle zapisy traktowane, praktyka jednak często pokazuje zupełnie co innego. Czy warto jednak pomimo takich zapisów w traktacie domagać uznania się istnienia w Niemczech polskiej mniejszości? Warto, i to powinna być w naszym interesie, którego nie dostrzega rząd, rezygnując z tak ważnego postulatu.
Choć grupa polska w RFN nie jest określona jako mniejszość, to jednak zakres jej ochrony jest identyczny jak w przypadku mniejszości niemieckiej w Polsce. Nie ma zatem żadnego powodu sądzić, by różnica użytych w Traktacie terminów miała zasadnicze znaczenie dla ochrony członków grupy polskiej w Niemczech. Warto także domagać się od władz niemieckich pełnego zagwarantowania praw przysługujących Polakom, z którymi nie jest najlepiej min. do zagwarantowania: odpowiednich warunków nauki języka polskiego zarówno w niemieckim systemie szkolnym jak i pozaszkolnym; warunków do utrzymania tradycji i kultury polskiej poprzez środki wspierające - takie jak rozwój prasy, dostępu do radia i telewizji czy powołania fundacji wspierającej przez państwo niemieckie finansowania oświaty i działalności kulturalnej Polaków w RFN.
Nie tylko warto ale i trzeba domagać uznania przez władze Polaków żyjących w Niemczech jako mniejszość. Kapitulacja rządu Donalda Tuska jest szkodliwa dla Polaków za Odrą. Problem statusu i praw mniejszości polskiej w Niemczech negatywnie rzutuje bowiem na stan stosunków polsko-niemieckich, czyniąc stronę polską jako poszkodowaną w tych kwestiach, czego nie dostrzega olski rząd. Natychmiast wymagają przecież uregulowaniu następujące kwestie: realizacja przez rząd niemiecki zapisów traktatu polsko-niemieckiegobezpośrednio (art. art. 20, 21) i pośrednio (art. 25) dotyczących Polaków w Niemczech, zadośćuczynienia (zwrot lub odszkodowanie) za skonfiskowany w 1940 roku majątek organizacji mniejszości polskiej w Niemczech, odszkodowania dla poszkodowanych przez III Rzeszę przedstawicieli przedwojennej Polonii i w końcu przywrócenie statusu mniejszości polskiej. Wszystkie te problemy kładą się cieniem na relacja polsko-niemieckie.
Niestety zachowanie rządu jest poddaniem sprawy bez walki, a przecież dążąc do zmiany prawnego status quo i uzyskania przez mniejszość polską w Niemczech formalnego statusu mamy dość mocne argumenty. Można bowiem powołując się na prawo międzynarodowe, że w doktrynie zaczyna dominować wyraźna tendencja rozszerzania zakresu pojęcia mniejszości (ONZ dopuszcza nawet, by za członków mniejszości brać osoby, które nie są obywatelami danego kraju i ich pobyt ma charakter czasowy).Istnieją również powody czysto polityczne. Polsce eksperci wskazują, że w przypadku tak dużej grupy ludzi działania integracyjne lub nawet asymilacyjne przyniosą skutek odwrotny od oczekiwanego doprowadzając do niezadowolenia dużej grupy obywateli oraz alienacji wobec niemieckiego państwa. W końcu pozostaje argument historyczny. Polska mniejszość w Niemczech była brutalnie prześladowana przez niemieckie państwo, a więc należy się jej zadośćuczynienie właśnie ze strony tego państwa. Formą pewnego zadośćuczynienia byłoby nadanie Polakom statusu mniejszości.. Tym bardziej dziwna i niezrozumiała jest decyzja rządu o odpuszczeniu walki o uznanie Polaków jako mniejszość, a przecież nie chodzi o jej tworzenie, a przywrócenie bowiem to naziści 70 lat temu mniejszość polską zdelegalizowali.


Komentarze
Pokaż komentarze (177)