Jest taki jeden kraj w Unii Europejskiej, która zdobywa coraz bardziej mój szacunek i podziw. To Węgry, które po raz kolejny odważyły się iść pod prąd zachodnim trendom i nakazom z Brukseli Parlament w Budapeszcie bowiem przegłosował nową konstytucję, która zmienia nazwę państwa, osłabia Trybunał Konstytucyjny, odwołuje się w preambule do Boga i określa małżeństwo jako związek kobiety z mężczyzną. Nową konstytucję musi jeszcze podpisać prezydent Pal Schmitt, ale będzie to formalność, bo głowa państwa jest związana z rządzącym Fideszem. Konstytucja zacznie obowiązywać od 1 stycznia 2012 r. Węgry były do tej pory jedynym krajem pośród krajów postkomunistycznych, które nie zmieniły konstytucji po upadku komunizmu.
Zmiana konstytucji była jedną ze sztandarowych obietnic wyborczych Orbana. Zmienia ona nazwę państwa z Republiki Węgierskiej na Węgry. W tekście są odwołania do "Korony Węgierskiej", za którą kryje się historyczna koncepcja wielkich Węgier - państwa sprzed traktatu z Trianon z 1920 r., który sprawił, że Węgry straciły ponad dwie trzecie powierzchni, a poza nowymi granicami znalazło się 3,5 mln Węgrów. Zakłada się w niej m.in. ograniczenie prerogatyw Trybunału Konstytucyjnego i rozszerzenie uprawnień prezydenta do rozwiązania parlamentu, o ile nie będzie przyjęty do kwietnia każdego roku.
Nowa konstytucja rozszerza zakres spraw wymagających zgody dwóch trzecich członków parlamentu w takich dziedzinach jak emerytury, podatki i ustawa dotycząca banku centralnego. Narodową walutą pozostaje forint; zmiana waluty wymaga także zgody dwóch trzecich składu parlamentu. W preambule konstytucji znalazło się odwołanie do chrześcijańskich korzeni - za sprawą umieszczenia tam pierwszej strofy państwowego hymnu "Boże, zbaw Węgrów". To nie wszystko. Jeden z artykułów mówi o chronieniu przez państwo instytucji małżeństwa definiowanego jako związek kobiety z mężczyzną. Mówi też o rodzinie jako "podstawie przetrwania narodu". Podziwiam Węgrów za odwagę i determinację w przeprowadzaniu zmian, na które wiele państw europejskich nie tylko nie było by w stanie przegłosować, ale i tylko o nich pomyśleć. Najpierw reforma systemu emerytalnego ( w zasadzie demontaż) przy sprzeciwie rynków finansowych, teraz bardzo widoczny skręt w prawo, dotyczących obyczajowości w konstytucji. Zastanawiam się czy polscy posłowie byliby w stanie przeprowadzić podobne zmiany w konstytucji. Przy obecnym składzie parlamentu wydaje się to niemożliwie.
Zmiana konstytucji jako można się było spodziewać została ostro skrytykowana przez Niemców, którtym Węgrzy odpowiadając na krytykę zarzucili ingerencję w sprawy wewnętrzne. Rzecznik węgierskiego premiera Viktora Orbana, Peter Szijjarto, oświadczył we wtorek, że niedopuszczalna była wypowiedź sekretarza stanu w niemieckim MSZ Wernera Hoyera, który wyrażał wątpliwości, czy nowa konstytucja Węgier jest możliwa do pogodzenia z zasadami Unii Europejskiej. Tego rodzaju "próba ingerencji" jest sprzeczna z sojuszniczymi stosunkami między Niemcami a Węgrami oraz ze "zwyczajowymi formami zachowania między państwami" - powiedział Szijjarto. Rzecznik dodał, że Węgry przez całe dziesięciolecia musiały znosić to, że "z innych stolic chciano nam mówić, co powinniśmy, lub co wolno nam zrobić, albo co powinna zawierać węgierska konstytucja".
![]()
Można twardo rozmawiać z Niemcami. Można. Można zmienić konstytucję nie ulęgając lewicowo-liberalnych mediom i zachodniej opinii publicznej, i wbrew ostrzeżeniom zachodnich polityków? Można. Można będąc w Unii Europejskiej iść pod prąd wbrew politycznej poprawności? Można.
Tylko dlaczego Polska nie może? Dlaczego nie możemy pójść śladem Węgier.? Brak nam politycznej odwagi, własnego głosu polskiego rządu, konsekwencji i determinacji, a za dużo bojaźni i obaw przed zachodnią opinią publiczną, strachu przed Brukselą. Powinniśmy się uczyć od Węgier.
Po dokonaniu zmian i uchwalenie nowej konstytucji odezwały się także niezawodne w takich sytuacjach organizacje broniące praw człowieka. Liberalni komentarzy zarzucają konstytucji zbytni konserwatyzm, bo jeden z artykułów mówi, że państwo będzie chronić instytucję małżeństwa (brawo Wegrzy!) definiowaną jako związek kobiety z mężczyzną. Zdaniem organizacji gejowskich uderza w związku osób homoseksualnych, bo ich państwo nie będzie chronić. Zastrzeżenia do ustawy zasadniczej ma Amnesty International, której nie podoba się, że konstytucja chroni życie od poczęcia (płodu) co wg „ekspertów” AI może prowadzić do ograniczenia praw kobiet np. do aborcji.
Węgry w ostatnim czasie kilkukrotnie podążały własną ścieżką, nie obawiając się krytyki. Zmiany w systemie emerytalnym czy ustawa medialna zostały powszechnie skrytykowane przez niektóre państwa Unii Europejskiej, szczególnie przez Niemcy. Mimo to Węgrzy postawili na swoim, nie obawiając się ostracyzmu. Uchwalenie nowej konstytucji czy to się nam podoba czy nie, jest kolejnym krokiem podążania Węgier własną drogą, bez oglądania się na organy Unii Europejskiej o obstrzał zachodniej opinii publicznej. Niezależnie czy zmiany w konstytucji są podyktowane względami politycznymi Fideszu, Węgrom należą się słowa uznania odwagę w przeprowadzaniu zmian.
Polityka to dziś gra interesów, gdzie każdy polityk zabiega w swej politycznej działalności na scenie międzynarodowej głównie o to, by przywódcy innych narodów go lubili, chwalili, i aby tylko nie narazić się Brukseli, polityka gestów i uśmiechów jest w natarciu, także w polskim wydaniu. Przypadek Węgier i premiera Viktoa Orbána pokazuje, że nie trzeba kłaniać się Unii, można wybrać własną drogę i nią podążaćwbrew panującym modom i trendom. Pozostaje nam zatem jedynie czekać na polskiego Viktora Orbána…


Komentarze
Pokaż komentarze (15)