Ostatni 24 godzinny strajk górników w Jastrzębskiej Spółce Węglowej skłonił mnie do refleksji. Ilu jest związkowców w tonie węgla? Oczywiście to pytanie jest prowokacyjne i udzielnie na nie odpowiedzi (jeśli w ogóle jest możliwie) ma za zadanie zmusić do refleksji o związkach zawodowych w górnictwie. Warto się bowiem zastanowić przy prywatyzacji JSW na ile związki zawodowe mogą wstrzymywać prywatyzację i rozwój spółki.
„Nikt nie wyłamał się ze strajku, załoga była zdeterminowana” chwalił się dla PAP, Roman Brudziński, wiceszef "Solidarności" .Związkowcy od razu zapowiedzieli, że na strajku się nie skończy. Jeszcze w kwietniu górnicy zablokują wysyłkę węgla z jastrzębskich kopalń, który zamiast do wagonów trafi na kopalniane zwały. Górnicy domagają się 10 proc. podwyżki oraz zachowania układu zbiorowego pracy, gwarantującego im m.in. barbórki, 14. pensje i deputaty węglowe. Sprzeciwiają się upublicznieniu i przyszłej prywatyzacji spółki na zasadach proponowanych przez resort skarbu.
„Jeżeli dojdzie do prywatyzacji, to my jako pracownicy stracimy na tym najbardziej. Po okresie ochronnym będzie można nas zwolnić, a wszystkie zyski trafią do rąk potężnych udziałowców. Nie jesteśmy naiwni i nie damy się w ten sposób oszukać - mówi Marek Szulc, jeden ze strajkujących górników z kopalni Budryk.

Szczególnie drażliwym tematem przy wejściu na giełdę są darmowe akcje pracownicze. Aż 60 proc. obecnie zatrudnionych nie ma do nich uprawnień, bo rozpoczęli pracę już po skomercjalizowaniu JSW. To blisko 15 tys. osób, które nic nie zarobią na wejściu spółki na giełdę planowanym na 30 czerwca. Prawo do darmowych 15 proc. akcji ma grupa 10,5 tys. obecnie zatrudnionych w JSW oraz 37 tys. byłych pracowników.
W ten sposób duża część załogi zostałaby na lodzie i nie miałaby żadnego interesu w popieraniu wejścia spółki na giełdę. Ministrowi skarbu bardzo zależy na zjednaniu ich sobie, dlatego zdecydował się na bezprecedensowe rozwiązanie: akcje darmowe dostaną wszyscy pracownicy JSW - część w ramach 15-proc. puli, część na zasadach specjalnie dla nich stworzonych. Opłacenie akcji dla nieuprawnionych pracowników to nie wszystko, czym kuszona będzie załoga. W ofercie publicznej ma być wyodrębniona specjalna transza akcji, którą pracownicy górniczego koncernu będą mogli kupić po cenie płaconej przez innych inwestorów. Tu bonusem będzie to, że będą mogli zapisać się na więcej akcji niż zwykli inwestorzy. Zarobią na nich już na debiucie, jeśli kurs będzie na plusie. Co więcej, JSW ma zamiar porozumieć się z komercyjnym bankiem, aby udzielił chętnym pożyczek na ich zakup.
Czy to mała cena za zgodę załogi na prywatyzację? Wydaję się że nie ,choć związkowcy żądają więcej. Przykładem, który powinien być dla górników z JSW docelowym modelem sprywatyzowanej kopalni jest kopalnia Bogdanka, która od blisko 2 lat jest notowana na giełdzie.
W Bogdance zatrudniającej blisko 4 tys. osób średnie miesięczne zarobki wyniosły w ubiegłym roku do 6 350 zł brutto. Według prognozy Bogdanka wypracowała w ubiegłym roku 224 mln zł zysku netto, a program inwestycyjny związany z uruchomieniem nowego pola wydobywczego w Stefanowie pochłonął około 700 mln zł; nakłady inwestycyjne w podobnej wysokości Bogdanka planuje też w tym roku.Bogdanka pokazała, jak robić biznes na węglu. W 2011 roku chce zarobić na czysto 201 mln zł, a za trzy lata podwoić wydobycie, bo zakończy kosztowne inwestycje w nowe złoża. Pieniądze na to zdobyła na giełdzie, sprzedając akcje za pół miliarda złotych. Bogdanka chce także rozdawać karty w węglowej grze i chce przejąć śląskie kopalnie, z którymi nie radzi sobie państwo.
Przykład Bogdanki pokazuje, że prywatyzacja kopalń nie musi przynosić strat dla załogi i nie musi się wiązać z bolesnymi, czasem przecież koniecznymi zwolnieniami pracowników. W Bogdance możliwie okazało się porozumienie między zarządem spółki i związkami. Związki zawodowe zrozumiały i zaakceptowały zmiany w Bogdance, były partnerem do rozmów, a nie jedynie hamulcem zmian, jak ma to obecnie miejsce w JSW.
Związki zawodowe w Polsce mają szczególne miejsce wśród organizacji i stowarzyszeń społecznych, głównie ze względu na rolę jaką związek zawodowy "Solidarność" odegrał w przemianach społecznych i politycznych po 1980 roku.Nie neguję roli i miejsca związków zawodowych zwłaszcza w takich sektorach jak górnictwo, energetyka czy hutnictwo. Związki są od tego aby dbać o interesy swoich członków, są zabezpieczeniem interesów pracowników w firmach i kontrolują przestrzegania praw pracowniczych. Często jednak hamują rozwój firmy, bronią przed koniecznymi zmianami, głównie dotyczącymi restrukturyzacji zatrudnienia, są przeciwne renegocjacjom układów zbiorowych, domagają się często długoletnich osłon socjalnych dla pracowników, często także zatrzymały się z myśleniem o gospodarce w poprzedniej epoce. Trudno powiedzieć, ile związków zawodowych funkcjonuje w górnictwie ( samej Kampanii Węglowej jest 183 organizacji związkowych – stan uzwiązkowienia załogi wynosi blisko 90%). Nawet sami związkowcy nie potrafią ich policzyć. Wg nieoficjalnych danych dostępnych w internecie (na takie dane tylko natrafiłem, na stronie ministerstwa gospodarki nie ma takich informacji) związków jest ok. trzydziestu. Rozdrobnienie źle wpływa na merytoryczną stronę ich działalności - zamiast pracować koncepcyjnie, często licytują się w podejmowanych działaniach. Kiedy jeden ze związków wysyła list do premiera, inne natychmiast robią to samo, eskalując żądania, a potrzebny jest przecież rzetelny dialog między stronami rządową i związkową. Trudno oczekiwać, że jakieś zasadnicze zmiany zostaną przeprowadzone w górnictwie bez poparcia związków. Tymczasem mentalności związkowców nie zmieniło ani 20 lat rynkowej gospodarki, ani niedawny kryzys .
Trzeba jednak przy tym przyznać, że w dialogu społecznych słabym ogniwem w Polsce jest państwo, niska kultura dialogu (często jego brak), zagospodarowywanie całej przestrzeni dialogu przez kolejne koalicje rządowe, sprzyjanie jednej stronie w komisji trójstronnej, ignorowanie interesów drugiej strony.
Lewicowi politycy i wszelkiej maści eksperci związkowi wmawiają nam, że związki zawodowe służą ludziom pracy. Przedstawiciele organizacji zrzeszających przedsiębiorstwa domagają się ich ograniczenia, zmiany modelu funkcjonowania związków zawodowych w nowej rzeczywistości.Pomimo tego, że w wolnej Polsce związki zawodowe nie muszą już spełniać politycznej roli, to jednak nadal ich główni działacze angażują się rozgrywki polityczne. Bywa, że ze szkodą dla samej idei związkowości i stają na drodze do rozwoju firm, a nawet branży.Na końcu jednak często okazuje się, że związki są tylko dla związkowców.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)