Najnowsze przepisy wprowadzone przez rząd (i klepnięte przez parlament) pozwalają na to, by operatorzy bankomatów wprowadzali tzw. surcharge - opłatę na rzecz właściciela bankomatu ponoszoną bezpośrednio przez konsumenta. Dotychczasowe przepisy sprawiały, że prowizje potrącane były przez bank i potem przekazywane operatorom.
Oczywiście, były również opłaty na rzecz operatorów kart (VISA, Mastercard), których także konsument nie widział bezpośrednio, gdyż wszystko było w opłacie na rzecz banku lub w opłacie za prowadzenie konta. Obecnie może się to zmienić.
Oprócz opłat potrącanych z konta przez bank może się bowiem pojawić dodatkowa opłata czyli właśnie surcharge. Możliwe jest, że zwiększy to koszty dostępu do gotówki. Naszej gotówki, zauważmy. Tym bardziej, że (o ile dobrze zrozumiałem) rząd uwolnił też prowizje na rzecz operatorów kart (ale mogłem źle zrozumieć).
Wprowadzenie surcharge rząd Donalda Tuska tłumaczy dostosowywaniem polskiego prawa do regulacji unijnych. Jeżeli tak, to chyba coś nie gra, bo Unia Europejska nie nakłada na kraje członkowskie obowiązku wprowadzania surcharge. Ba, niektóre kraje wręcz zarządziły, by opłata za korzystanie z bankomatów była roczna i nieduża, coś w rodzaju pogłównego od klientów banków (Irlandia).
Pojawia się, wobec tego, pytanie czy wprowadzenie surcharge to głupota rządu czy może ktoś wziął łapówkę od firm, którym mogłoby na wprowadzeniu takiej regulacji zależeć. A może, po prostu, rząd znalazł nowy sposób na zwiększenie przychodów z VAT (jestem pewien, że surcharge będzie podlegał pod VAT).
Znając nasz wspaniały kraj zakładam jednak, że odpowiedź na każde z tych trzech pytań może być twierdząca. Wobec czego mam jeszcze jedno pytanie - dlaczego nie słyszałem, by ktokolwiek prowadził konsultacje społeczne z tymi, którzy będą płacić czyli z nami, konsumentami i obywatelami.
Ktoś ma chyba nas głęboko w d...
Do następnego (?)
Intel-e-gent


Komentarze
Pokaż komentarze (6)