Jacek Rostowski, jeden z moich ulubionych pajaców powiedział agencji Reuters, że nie wyklucza wejścia do ERM-2. No dobra, ale ten sam pajacyk Rostowski nie dalej jak 5 dni temu chciał ratować budżet przed kraksą poprzez zwędzenie sporej części rezerw NBPu. Tych samych rezerw, które w razie czego miałby ten kurs utrzymywać.
Spróbujmy przez sekundę osobę ministra finansów potraktować poważnie (proszę się nie śmiać). Opcje realizacji obu pomysłów są dwie: albo wejdziemy po bardzo niskim kursie złotówki, który utrzyma się sam, albo poczekamy trochę i wejdziemy z rozsądnym. W pierwszym wariancie, zachwalanym przez ekonomistów, będziemy mieli masę inwestycji (tania siła robocza), koszt niewielki i w ogóle super, ale naród będzie się musiał pożegnać z telewizorami i wakacjami za granicą na długie lata - raczej średnia perspektywa dla nas. W opcji drugiej, kiedy Donald z Wincentym buchną kasę z NBPu prawdopodobnie zaliczymy efektowny krach i wypadnięcie z ERMu z takim hukiem, że tyłek nas będzie bolał przez następnych dziesięć lat - jak Brytoli po 1992... Long story short: żadnego ERM nie będzie, jeszcze ładnych parę lat.
Możliwym wyjaśnieniem działań ministra jest szczególna matołkowatość i trudności z powiązaniem ze sobą tak odległych rzeczy jak kurs waluty i rezerwy NBP (niestety, nie jest to wyjaśnienie nieprawdopodobne). Po prostu Rostowski jeszcze jakoś nie skumał, że premier w Krynicy sobie pożartował, a ponieważ 2012 jest po 2010, czyli Donek będzie już prezydentem, to sprawa tak na prawdę nie istnieje.
Alternatywnie - Rostowski łże w żywe oczy - nam, Reutersowi - wszystkim. Rozumiem, że kampania wyborcza (prezydencka), rządzi się swoimi prawami i że Polakom en masse można wciskać co się chce. Ale czy on naprawdę wierzy, że nikt na świecie nie potrafi wklikać się w 5 minut do któregoś z serwisów ekonomicznych i obejrzeć naszego deficytu, rezerw, czy świstka nazywanego budżetem? Po co łgać w tak prymitywny sposób? Przecież już nawet szef KE lepiej zna nasz deficyt niż nasz minister.
Moim zdaniem minister łże jak pies, w obu przypadkach. Nie weźmie kasy z NBP, bo jej tam nie ma, nie wejdzie do ERM-2, bo nie ma tam czego szukać z naszym deficytem. Sądzę że działa jako odgromnik - ma na niego spaść odium katastrofy, a następnie nasz pajacyk z hukiem wyleci z rządu. Ponieważ się na to zgodził, sądzę że w podzięce zostanie jakimś cichym prezesem banku czy kompanii naftowej. Ot - taki minister jakiego sobie wybraliśmy. Następny będzie identyczny.
34
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (1)