
To już trzeci dzień od trgedii, która dotknęła nas wszystkich.
Przeszkada mi to śliczne słońce za oknem, gwar romów w autobusie, biurze. Mam ochotę siedzieć i nic nie robić. Jestem Polakiem, tragicznie zginął mój Prezydent wraz z małżonką, zginęło wiele osób, które odpowiedzialne były za mój kraj, za mnie, za mi współczesnych i za tych co mają przyjść po nas.
Nie zgadzałem się z wieloma rzeczami, które były udziałem tych osób, wiele miałem im za złe, chociaz były też takie za które je ceniłem pomimo róznic nas dzielących.
Nie byłem gorącym zwolennikiem pana Prezydenta, raczej postawił bym się w szeregu tych obojętnych, może nawet przeciwników. Ale w obliczu tej niewyobrazalnej tragedii niw wazne jest dla mnie to co nas dzieliło.
Ważne jest to że Lech Kaczyński był moim prezydentem, był człowiekiem, który kierował losem mojego kraju, moim, człowiekiem którego mogłem nie lubić i z którym mogłem się nie zgadzać, ale człowiekiem który miał moje zaufanie i wiarę w to że jego praca była dla mnie i dla mojego dobra.
Teraz gdy wspominam jego osobę mam przed oczami jeden obraz. To chyba w święta bożego narodzenia byl taki reportaż w telewizji o pierwszej parze. Utkwił mi w pamięci ten fragment, w którym pani Maria Kaczyńska i pan Lech Kaczyński opowiadaja o swoim psiaku znajdzie, przygarniętym przez pana Prezydenta na jakiejś stacji benzynowej.
Takie ludzkie i ciepłe.
Wtedy pierwszy raz widziałem mojego Prezydenta jako człowieka, takiego zwykłego człowieka, którego ujął los biednego psiaka. Może dla tego tak mi się to wryło wpamięć bo był to obraz kompletnie inny od tego, jaki na codzień obserwowałem w mediach, inny niz miałem zakodowany. I tak właśnie go zapamiętam. Jako mojego Prezydenta, nie polityka, ale jako sympatycznego ciepłego człowieka.
Tak jak już ktoś powiedział, pamiętajmy rzeczy dobre, złe i nieprzyjemne odsuńmy w niepamięć.
Zachowajmy pamięć o tych wszystkich, którzy zginęli w służbie naszej Ojczyźnie.
z wyrazami szacunku.


Komentarze
Pokaż komentarze