17 obserwujących
253 notki
252k odsłony
  748   0

Media i medycyna. Zasada „primum non nocere” w dziennikarstwie.

Pomysł i wykonanie rysunku - Lech Mucha
Pomysł i wykonanie rysunku - Lech Mucha

   Początek roku to zawsze jest dobry moment na podsumowanie tego, co działo się w poprzednim. Na temat tego dziwnego roku, jakim był 2020, powstaną pewnie liczne analizy, całe tomy książek i to pewnie tak dokumentalnych, jak i powieści. Ja zapamiętam ten rok z kilku powodów, a jednym z ważniejszych będzie na pewno utrata zaufania do mediów. Przyznam, że już wcześniej moje zaufanie do mediów nie było zbyt wielkie, zwłaszcza do mediów głównego nurtu, ale pokładałem duże nadzieje w tak zwanych mediach prawicowych, które zdawały się być bardziej obiektywne, niż te pierwsze. Niestety, gdy w tych mediach zaczęto mówić o sprawach, które z racji mojego wykształcenia i trwającej od ćwierć wieku praktyki zawodowej są mi znane na wylot, zostałem całkiem odarty z wszelkich złudzeń.

 

   Liczni niezależni dziennikarze i liczne tak zwane „prawicowe media”, których tu nie wymienię z nazw i nazwisk, z powodów ostrożności procesowej, ale przede wszystkim, by nie robić im reklamy, relacjonując sprawy związane z pandemią, tak bardzo mijali się z prawdą, że trudno było pozostać obojętnym. Gdy słuchałem lub czytałem o zagadnieniach tak mi zawodowo bliskich, jak noszenie masek ochronnych, o mikrobiologii, wakcynologii i epidemiologii, czyli sprawach, o których dużo wiem, bo uczyłem się o nich na studiach, z podręczników i od nauczycieli, a nie z Googla i Youtuba, nóż mi się w kieszeni otwierał. Dlatego też, gdy dostałem prośbę o finansowe wsparcie, od dziennikarzy jednego znanego prawicowego medium, nie oparłem się i odpisałem, że nie mogę z czystym sumieniem wspierać finansowo medium, które nierzetelnie informuje o rzeczywistości. Wskazałem w mailu na to, że na portalu i na stronach tego medium znajdują się wyłącznie informacje przeczące istnieniu pandemii, wyłącznie wywiady i opinie tych nielicznych lekarzy, których podważają konsensus w dziedzinach związanych z pandemią i że po prostu negowana jest tam aktualna wiedza. Proszę sobie wyobrazić, że otrzymałem odpowiedź, iż informowanie o pandemii i sposobach walki z nią, zgodne z opartą na dowodach naukowych wiedzą, jest niezgodne z linią programową portalu!

   Zdaniem śp. profesora Wolniewicza, tylko cztery dziedziny wiedzy: matematyka, fizyka, chemia i biologia, zasługują na miano nauki. (Reszta w tym, filozofia, domena profesora, naukami nie są.) Medycyna, to dziedzina oparta w na tych czterech, wymienionych przez profesora nogach. Cenzurowanie wiadomości medycznych poprzez stosowanie do nich kryterium linii programowej danego medium, jest cenzurowaniem nauki w najściślejszym tego słowa znaczeniu, jest karygodne i nigdy nie powinno mieć miejsca! Przedstawianie subiektywnej, jednostronnej wersji rzeczywistości w dziedzinie medycyny i zdrowia, w wykonaniu grona dziennikarzy, dbających o zachowanie jakiejś linii programowej, należy odczytać, jako dbanie o interesy swojego medium, w tym interesy finansowe. Spełnia to definicję szarlatanerii!

Jeden z bardzo znanych niezależnych publicystów, którego bardzo ceniłem właśnie za jego niezależność, spierał się ze mną w mediach społecznościowych, próbując udowodnić mnie, lekarzowi z dwudziestopięcioletnim stażem, że nie mam racji, gdy piszę o szczepieniach, polecał mi, bym lepiej wcale nie pisał (!), a nawet – uwaga – wydawało mu się, że lepiej ode mnie, chirurga, który zoperował w życiu ze dwa tysiące ludzi wie, jak ustala się wskazania do zabiegów chirurgicznych…

   Poniżej polecam Państwa uwadze fragment wydanej pierwszy raz w 1988 roku książki Józefa Bocheńskiego, pod tytułem "Sto zabobonów". Jeden z tych zabobonów (!) został nazwany po prostu "Dziennikarz". Dla ludzi wierzących w to, że dziennikarz zawsze ma rację...

DZIENNIKARZ

Dziennikarstwo jest zawodem ludzi wyspecjalizowanych w tak zwanych środkach masowego przekazu, a więc w dziennikach, periodykach, telewizji, radiu itp. Jak sama nazwa wskazuje, zadaniem środków masowego przekazu jest przekazywanie masom informacji. Stąd dziennikarz jest sprawozdawcą i niczym innym. Jest specjalistą w zbieraniu, przedstawianiu i podawaniu innym informacji. Jak długo pozostaje w tej dziedzinie, jego praca jest pożyteczna i nie można mu niczego zarzucić. Ale w ciągu ostatniego wieku dziennikarze przywłaszczyli sobie inną funkcję, a mianowicie występują w roli nauczycieli, kaznodziei moralności. Nie tylko informują czytelników i słuchaczy o tym, co się stało, ale wydaje się im, że mają prawo pouczać ich, co powinni myśleć i czynić. A że ich poglądy są rozpowszechniane masowo, dziennikarze zajmują uprzywilejowane stanowisko, mają niekiedy istny monopol na pouczanie ludzi, co jest dobre, a co niedobre. Wiara, że tak ma być, że dziennikarz ma prawo tak się zachowywać, że należy mu wierzyć, gdy nas poucza, jest jednym z typowych zabobonów współczesnych. Bo jeśli chodzi o pouczanie nas, dziennikarz nie ma żadnego autorytetu. Nie jest, jako taki, ani specjalistą w żadnej nauce, ani autorytetem moralnym, ani przywódcą politycznym. Jest po prostu dobrym obserwatorem i umie pisać, względnie mówić. Co gorzej, sam zawód dziennikarza jest dla niego samego o tyle niebezpieczny, że musi pisać o najróżniejszych rzeczach, o których zwykle niewiele wie, a w każdym razie nie posiada głębszej wiedzy. Dziennikarz jest więc niemal z konieczności dyletantem. Uważać go za autorytet, pozwalać mu pouczać innych ludzi, jak to się obecnie stale czyni, jest zabobonem. Kiedy szukamy przyczyny szerzenia się tego zabobonu, wypada przyznać ze wstydem, że nie ma chyba innej, niż dziecinne wierzenie, że wszystko co drukowane jest prawdziwe — a zwłaszcza jeśli jest drukowane pięknymi słowami”

Lubię to! Skomentuj72 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale