Nad stadionem przy ul. Krochmalnej ciąży ostatnio pewna choroba. Nazywa się “chroniczny brak widowni” i przyszedł czas na diagnozę.
Pacjent na zewnątrz wydaje się zdrowy. Młody, dopiero roczny obiekt, budzi podziw swoim wyglądem. Dom Motora i Lublinianki, które mogą się pochwalić najbardziej imponującym obiektem w III lidze.
Jednak Arena Lublin boryka się z jednym, poważnym problemem - ma trudności z zapełnieniem swoich 15 tysięcy miejsc. Podczas dwudniowego LOTTO Lubelskie Cup stadion odwiedziło jedynie 10 tysięcy widzów, a podczas meczów widownia świeciła pustkami. AS Monaco, Hannover 96, czy Szachtar Donieck nie zdołały przyciągnąć ani lubelskiej, ani krajowej widowni.
Koncert Boba Geldofa i Biohazard kosztował 750 tysięcy złotych. Za imponującym budżetem nie podążyła szokująca frekwencja - widowisko śledziło około 2 tysięcy osób, a nie pomogły nawet rozdawane za darmo bilety.
To i tak nic, przy koncercie Margaret, Mroza i Wet Fingers. Z zaplanowanych 15 tysięcy biletów udało się sprzedać aż 200. Organizatorzy uznali, że rodzina i znajomi wykonawców, to jednak niewystarczająca widownia i wydarzenie przeniesiono na jesień.
MOSiR ma nadzieję, że wrześniowy koncert Meli Koteluk i Katie Melua przełamie złą passę. Zastanawia jednak uparte zapraszanie gwiazd małego formatu. Wet Fingers, czy Mrozu to nie są artyści, którzy przyciągną kogoś spoza regionu, a większość odbiorców spodziewa się tego typu headlinerów na lokalnych festynach. Rozwiązaniem nie wydają się też być przestarzałe gwiazdy rzędu Boba Geldofa, które nie mają wystarczająco dużej widowni w Polsce.
A przecież się da. Biletowana impreza otwarcia stadionu zgromadziła 18 tysięcy osób. Może czas zapraszać prawdziwe gwiazdy do Lublina niż liczyć, że w dzisiejszych czasach przyjazd Mroza będzie dla kogokolwiek atrakcją.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)