Historyczna klęska Niemców. Koniec niezwykłej passy
Reprezentacja Niemiec od lat uchodziła za wzór skuteczności w konkursach rzutów karnych podczas mistrzostw świata. Tym razem jednak ta legenda dobiegła końca. Podopieczni Juliana Nagelsmanna odpadli z mundialu po porażce z Paragwajem.
Pierwsza połowa nie układała się po myśli Niemców. Choć Niemcy częściej utrzymywali się przy piłce i prowadzili grę, brakowało im skuteczności pod bramką rywali. W 42. minucie Julio Enciso wykorzystał dośrodkowanie i strzałem głową, niespodziewanie, wyprowadził Paragwaj na prowadzenie.
Po zmianie stron Niemcy doprowadzili do remisu za sprawą Kaia Havertza. Ale nadal ich gra - lekko mówiąc - nie zachwycała. Niemcy prezentowali się topornie do momentu gola napastnika Arsenalu Londyn. W dogrywce wydawało się nawet, że Jonathan Tah zapewnił swojej drużynie awans, jednak po analizie VAR arbiter anulował trafienie z powodu faulu.
O losach spotkania przesądziły rzuty karne. Tam doszło do prawdziwego dramatu faworytów. Swoich jedenastek nie wykorzystali Kai Havertz, Nick Woltemade oraz Jonathan Tah. Manuel Neuer obronił jedno uderzenie, ale to nie wystarczyło. Decydujący rzut karny wykorzystał Jose Canale, dając Paragwajowi historyczny awans do 1/8 finału. To pierwsza w historii porażka Niemców w serii rzutów karnych podczas mistrzostw świata. I trzeba przyznać, że podopieczni Nagelsmanna poza pogromem 7:1 nad Curacao nie zaprezentowali dobrej formy, przegrywając m.in. ostatni mecz fazy grupowej z Ekwadorem 1:2.
Maroko wyrzuciło Holandię z mundialu
Równie wielkie emocje towarzyszyły spotkaniu Holandii z Marokiem. Przez długi czas wydawało się, że "Oranje" są o krok od awansu. W 72. minucie Cody Gakpo zdobył bramkę na 1:0 i Holendrzy kontrolowali przebieg meczu. Wszystko zmieniło się jednak w doliczonym czasie gry. Fatalny błąd Virgila van Dijka wykorzystał Diop, doprowadzając do remisu i dogrywki.
Dodatkowe 30 minut nie przyniosło rozstrzygnięcia, dlatego o awansie ponownie decydowały rzuty karne. Seria obfitowała w pomyłki, strzały w słupki i poprzeczki. Bohaterem Maroka został bramkarz Yassine Bounou, który kapitalnie obronił uderzenie Crysencio Summerville'a. Ostateczny cios zadał Ismael Saibari, zapewniając swojej reprezentacji miejsce w 1/8 finału. Maroko po raz kolejny potwierdziło, że należy do najgroźniejszych reprezentacji spoza Europy i Ameryki Południowej.
Brazylia uniknęła kompromitacji. Gol w doliczonym czasie gry
Blisko pożegnania z turniejem była również Brazylia. Pięciokrotni mistrzowie świata długo męczyli się z reprezentacją Japonii w Houston.
Japończycy objęli prowadzenie jeszcze przed przerwą po indywidualnej akcji Kaishu Sano. Brazylijczycy odpowiedzieli w 56. minucie, gdy po dośrodkowaniu do siatki głową trafił Casemiro.
Canarinhos naciskali coraz mocniej. Bardzo bliski gola był Vinicius Junior, którego efektowny rajd zakończył się strzałem w słupek. Gwiazdor Realu Madryt powoli się rozkręcał - w pierwszej połowie zawodził, jak wszyscy koledzy, ale w drugiej przypomniał, dlaczego jest jednym z najlepszych piłkarzy na mundialu. Gdy wydawało się, że mecz zakończy się dogrywką, Brazylia zadała decydujący cios.
W piątej minucie doliczonego czasu gry Bruno Guimaraes dograł piłkę w pole karne, a Gabriel Martinelli precyzyjnym uderzeniem przy słupku ustalił wynik na 2:1 i zapewnił swojej drużynie awans.
Po spotkaniu selekcjoner Carlo Ancelotti szczególnie wyróżnił Casemiro. – Jest on naturalnym liderem. Jego wyrównujący gol był kluczowy – ocenił włoski szkoleniowiec.
Brazylijskie media zwracały uwagę przede wszystkim na charakter zespołu. Dziennik "O Dia" porównał zwycięstwo nad Japonią do meczu z Polską podczas mundialu w Argentynie w 1978 roku. Wówczas Brazylijczycy również mieli problemy po pierwszej połowie, ale po przerwie odwrócili losy spotkania i sięgnęli po zwycięstwo. Był to też pierwszy raz od 88 lat, kiedy Canarinhos udało się awansować w fazie pucharowej Mistrzostw Świata, gdy przegrywali 0:1.
Wielkie przetasowania w drabince mundialu
Odpadnięcie Niemiec i Holandii już na etapie 1/16 finału to jedne z największych sensacji tegorocznego turnieju i w całej historii mundialu. Europejskie potęgi nie sprostały presji w decydujących momentach, a ich miejsce w kolejnej rundzie zajęły Paragwaj i Maroko.
Brazylia również była o krok od katastrofy, jednak zespół Carlo Ancelottiego pokazał doświadczenie i charakter, wyrywając zwycięstwo z Japonią w doliczonym czasie gry. Dzięki temu "Canarinhos" pozostają w grze o szósty tytuł mistrzów świata, choć ich gra nie porywa.
Fot. Reprezentacja Niemiec po porażce z Paragwajem/East News
Red.





Komentarze
Pokaż komentarze (22)