Piszą ludzie o kreacjonizmie. Śledząc dyskusje trwające tysiće kilometor stąd, czekałem kiedy dyskusja tocząca się za wielką wodą dotrze do naszego kraju. Wszak bratniego interlokutorom naszego nowego wielkiego brata. Problem w tym, że nasza dyskusja zamilkła gdzieś w 39 roku ubiegłego stulecia. Teraz się rodzi w warunkach cieplarnianych dla zwolenników teorii made in bóg.
Nic tego nie powstrzyma, więc ja się wstrzymam od dyskusji na forum pozwalającym każdemu (jak mnie) pisać co mu slina na język przyniesie. Może po prostu zrobię to co piewcy kreacjonizmu w kraju wielkiego brata. Broniąc swoje dzieci od liberalnych bzdur rodem z Vinciego - zacznę uczyć dziecko w domu, żeby chronić je przed biologami uczącymi inaczej i katechetami czającymi się za każdym rogiem szkolnego korytarza.
Podam przykład. Urodziłem się 30 lat po wojnie. W kraju, w którym rzekomo tępiono religię. Kilkanaście lat po narodzinach poznalem biologa, który nie był chyba specjalnie nękany przez aparat władzy, bo służąc Kościołowi, uczył biologii i (już po 89) tępił każdy przejaw innego myślenia. Każdy postępowiec, który wierzył w Kopernika musiał sie liczyć z obnizonym stopniem za... pochodzenie (rodzice w partii, lub bez ślubu kościelnego).
Efektem, który poznałem dopiero lata po egzaminie dojrzałości starego typu, było uwalenie synów rodziców kojarzonych z lewym ZNP i tym podobnych elementów wrogich Kk. Maturę (z biologi) biedaki - opozycjoniści lat 90-tych, zdawali przed komisjami kuratorium, bo z kreacjonistami nie mieli szans. No może, gdyby, jak oni zostali szafarzami.



Komentarze
Pokaż komentarze