Mistrzostwa Europy w kopaniu piłki anno domini 2008 już wygrały firmy, które wymyśliły dobre promocje związane z rozgrywkami. Firmy miały pecha, jeśli ich zasięg nie ogranicza się do jednego kraju. Najlepszym przykładem na to jest znany producent gazowanego roztworu kwasu fosforowego.
Coca cola, działa na całym świecie, liberalna, zblazowana Europa może jej nie kochać, jak znany naród made in Ameryka Północna, ale koncerny kochają pieniądze, więc nie mogą pogardzić nadarzającą się okazją. Problem w tym, że w tych zawodach zarabia się grając na narodowych emocjach.
Jak może pociągnąć za tę strunę producent oranżady, wymyślonej w kraju, gdzie socker, to gra dopiero poznawana, w dodatku chcąc ją sprzedać każdemu klientowi, bo żaden pieniądz nie śmierdzi?
Wystarczy zapomnieć o tym, skąd się samemu pochodzi. Tak więc kampanię reklamową przygotowuje się w każdym kraju osobno i podjudza się lokalnych kibiców. W Polsce: Kibicuj naszym! krzyczą ze sloganów reklamowych kibice na plakatach nad głowami polskich konsumentów. "Zu gewinnen" - "do zwycięstwa" (czy jakoś tak) nawołuje dział reklamy tego samego produktu w raju odwiecznych wrogów zatwardziałych polskich kibiców.
Oba hasła lekko nijakie, bo oba można zamienić i powiesić w jakimkolwiek markecie "dopingując" każdą na świecie reprezentację narodową choćby w ping - pongu. Śmieszne aż straszne. Przykładów nawoływania do nienawiści rasowej i zbijania kokosów na podobno zdrowej - sportowej konkurencji jest więcej. Tyle, że aż nie chce mi się o nich pisać.
A ludzie? Ludziska kupują na potęgę, bo to ta a nie inna firma (stac ją) jest oficjalnym sponsorem wojny, na której kiedyś wszyscy tracili, a dziś wszysscy chcą zarobić. Najbardziej podoba mi się, jak wykupują gadżety w biało-czerwonych barwach sprzedawane w portugalskich, niemieckich i jakich tam jeszcze marketach, wszystkie wyprodukowane w Chinach.



Komentarze
Pokaż komentarze