Wczorajszy tweet Stephena Mulla, ambasadora USA w Polsce
Wczorajszy tweet Stephena Mulla, ambasadora USA w Polsce
Łukasz Mróz Łukasz Mróz
1064
BLOG

Obama zadzwonił do Polski. No i co z tego?

Łukasz Mróz Łukasz Mróz Polityka Obserwuj notkę 21

Wszyscy od wczoraj nieustannie trąbią o obchodach Święta Niepodległości. Gdyby jednak nie to, że po raz kolejny banda debili chciała na siebie zwrócić uwagę i zepsuć obchody 11 listopada wszystkim tym, którzy naprawdę chcieli w tym dniu świętować odzyskanie niepodległości, tematem dzisiejszego dnia byłaby rozmowa telefoniczna Baracka Obamy z Bronisławem Komorowskim. Tak, tak… W końcu zadzwonił do nas nowy-stary prezydent USA. No, ale z czego tu się cieszyć? Przecież wcześniej zadzwonił do 13 innych, „najbliższych sojuszników USA".

Jak tylko dowiedziałem się o tym, że wczoraj późnym wieczorem Obama w końcu zadzwonił do Polski, ulżyło mi. Głównie dlatego, że trafił nam się ambasador, który potrafił rozpoznać fioła Polaków na punkcie symboli. Przypuszczam bowiem, że ta rozmowa to głównie zasługa Stephena Mulla i że to on dał znać amerykańskiej administracji, co się dzieje w Polsce, kiedy nie zadzwoni do nas ich głowa państwa, a dzwoni do innych. Budzą się w nas kompleksy, zazdrość oraz zawiść. No bo jak to? Nie zadzwonić do nas symbolicznie, żeby pogadać o ogólnikach?

No to mamy. Wczoraj Barack Obama zadzwonił do naszego prezydenta, aby złożyć życzenia z okazji Święta Niepodległości. Jest miło? Jest. Mało tego, nasz prezydent ponownie pogratulował prezydentowi USA wygranych wyborów. Jeszcze milej. Po tych uprzejmościach wreszcie przeszli do… ogólników. Panowie rozmawiali o współpracy w dziedzinie wojskowości - głównie w kontekście rozpoczęcia misji w Łasku - gospodarki i o sytuacji bieżącej na Ukrainie w kontekście sytuacji powyborczej. No i wszystko wiemy. Czyli nic nie wiemy. Ale ogólniki są, miła rozmowa zaliczona i obywatele powinni być usatysfakcjonowani. Naszemu umiłowaniu do symboli stało się bowiem zadość.

Dla wszystkich „narzekaczy” mam jednak dobrą wiadomość. Przypominam, że nie znaleźliśmy się w gronie pierwszych 13 państw, do których Barack Obama zadzwonił, a to już przecież oznacza przynajmniej tyle, co koniec świata. Niezależnie więc od tego, czy amerykański prezydent dzwoni do nas, żeby pogadać o ogólnikach i dać wyraz woli współpracy z Polską, czy nie dzwoni, bo akurat nie ma w danym czasie takiej potrzeby, zawsze znajdzie się powód, żeby na nasz sojusz z USA trochę ponarzekać.

Bloger. Uzależniony od polityki, muzyki i Twittera. Niepoprawny fan Metalliki.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (21)

Inne tematy w dziale Polityka