Teczuszka Stańczyka
Oto naści twoje wiosło: błądzący w odmętów powodzi, masz tu kaduceus polski, mąć nim wodę, mąć.
500 obserwujących
715 notek
4068k odsłon
  10785   14

Wiejskie urojenia Jarosława Kaczyńskiego

Wizja wsi Jarosława Kaczyńskiego jest nie tylko infantylna i oparta na ignorancji. Jest niestety także groźna, bo urojenia Naczelnika wyznaczają kierunek polskiej polityki.

Jednym z największych problemów polskiej polityki jest dzisiaj Jarosław Kaczyński. Można dodać, że w tandemie z Donaldem Tuskiem i że najlepiej dla Polski byłoby, gdyby zniknęli z polityki obaj, jednak to nie Tusk, a Kaczyński kształtuje polskie państwo, posiadając w tej dziedzinie wielką moc sprawczą od siedmiu lat. W tym, jaki ono przybiera kształt, odbija się wiele obsesji Naczelnika, jego prywatnych wyobrażeń, opartych w dużej części na jego awersjach i niechęciach, doprawionych często zwyczajnym brakiem wiedzy, a już szczególnie wiedzy praktycznej.

Tu trzeba poczynić dwa zastrzeżenia. Pierwsze – że poziom szkodliwości podporządkowania polskiej polityki wizji jednego człowieka nie zawsze był taki sam. Rósł z czasem, również w miarę jak Jarosław Kaczyński się starzał, co zbiegło się niestety z osiągnięciem dominującej pozycji przez kierowane przez niego ugrupowanie, a tym samym przez niego samego. To odpowiedź na zarzuty, że nie zawsze tak ostro jako publicysta stawiałem sprawę szkodliwości jego obecności w polityce. Po prostu uważam, że nie zawsze była ona tak dojmująca jak obecnie.

Po drugie – nie, nie jest tak, że to uniwersalna cecha obecna w polityce każdego kraju. Tam, gdzie sprawnie działają instytucje, gdzie wewnątrz ugrupowań trwa normalna rywalizacja i istnieją mechanizmy wewnątrzpartyjnej dyskusji, czyli w ogromnej części krajów Zachodu, obsesje, ignorancja czy upodobania lidera obozu władzy nie mają tak przemożnego wpływu na rzeczywistość. W Polsce niestety jest inaczej. Do prywatnych upodobań Naczelnika dostosowują się członkowie obozu rządzącego, bo to warunkuje ich miejsce w szeregu, a więc też w hierarchii dziobania i korzystania z profitów powiązanych z rządzeniem. To fatalny mechanizm.

Skutkiem jego działania jest między innymi traktowanie przedsiębiorców jako chciwych wyzyskiwaczy (vide wystąpienie Jacka Sasina na Kongresie 590) i krętaczy, których się właściwie jedynie toleruje, traktuje jak zło konieczne i niewyczerpane źródło przychodów budżetu. Jedynym czempionem i oczkiem w głowie mają być spółki skarbu państwa. A najlepiej – państwowe molochy.

Innym rezultatem są regulacje takie jak zakaz uczestniczenia niepełnoletnich w polowaniach – czyli jaskrawe pogwałcenie prawa rodziców do wychowywania dzieci zgodnie z własnymi poglądami – albo niechęć do wprowadzenia jakichkolwiek zmian w przepisach dotyczących posiadania broni.

W dużej liczbie przypadków źródłem takiego podejścia jest niewiedza Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS jest ekonomicznym ignorantem, który klasyków liberalizmu nie zna, nie rozumie zasad działania ekonomii, wywodzi się z lewicującej inteligencji, która zawsze z pogardą patrzyła na „prywaciarzy”, a do indywidualnej wolności obywateli ma stosunek, najłagodniej mówiąc, nieufny. Naczelnik nie ma również zielonego pojęcia o wsi – stąd absurdalne, szkodliwe pomysły takie jak piątka dla zwierząt.

Z różnych wypowiedzi lidera PiS przebija jego infantylne wyobrażenie na temat wsi. Jarosław Kaczyński buzuje niechęcią wobec przedsiębiorców rolnych, właścicieli największych gospodarstw, za to wysławia pod niebiosa „rodzinne gospodarstwa rolne”. Ta dziecinna wizja wsi spokojnej, na której chłopek orze swoje 10 hektarów i dogląda pięciu krówek, byłaby nieszkodliwymi rojeniami starszego pana, który z wsią i gospodarką rolną nie miał nigdy do czynienia, gdyby nie to, że ten starszy pan i jego rojenia wyznaczają strategię państwa.

O tej właśnie strategii opowiadał Naczelnik podczas konferencji w Toruniu – i jest to wypowiedź ze wszech miar kuriozalna. Szczególnie że została wygłoszona w okolicznościach wyjątkowo trudnych, gdy wojna na Ukrainie sprzyja potencjalnemu kryzysowi żywnościowemu, a więc jak najwydajniejsza produkcja żywności powinna być dla Polski priorytetem.

Jarosław Kaczyński potępił wzrost dużej własności rolnej, wysławiał swoje ukochane „rodzinne gospodarstwa rolne”. Jak opisuje „Dziennik”: „Przyznał, że ta wielka własność rolna może zwiększać produkcję i czynić ją tańszą, ale jednocześnie prowadzi do »pewnych elementów degradacji«. Jak dodał, chodzi o degradację człowieka, »stan niepełnoprawności; stan, w którym praca nie jest wynagradzana w sposób właściwy, adekwatny do wysiłku«. Do tego ogromnego wysiłku, który niezależnie od mechanizacji, wielkiego postępu jaki nastąpił w tej dziedzinie, w dalszym ciągu jest częścią pracy na roli”.

Dalej mówił: „Mamy różne możliwości w wielu dziedzinach, żeby to polskie, tradycyjne, rodzinne gospodarstwo rolne wesprzeć. Żeby ta polityka, która pod różnymi przesłonami służyła przez lata – mówię to z bólem jako szef obozu rządzącego – także za naszych czasów, przede wszystkim tej wielkiej własności, została radykalnie i do końca zmieniona. Wierzę, że tak będzie. […] Wierzę, że postawimy na to, co powinno być przyszłością i polskiej i europejskiej, światowej wsi. Bo tylko dobrze funkcjonujące, zasobne rodzinne gospodarstwa rolne mogą zarówno zapewnić właściwą produkcję żywności jak i doprowadzić do tego, żeby ta niepełnoprawność została już tylko elementem niedobrej historii”.

Lubię to! Skomentuj247 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka