Teczuszka Stańczyka
Oto naści twoje wiosło: błądzący w odmętów powodzi, masz tu kaduceus polski, mąć nim wodę, mąć.
508 obserwujących
723 notki
4121k odsłon
  18889   0

Na jakim marszu byłem

Kolejne pytanie brzmi: czy zostanie zbadane, jakie dokładnie były związki Krytyki Politycznej z niemieckimi bandziorami i dlaczego uznali oni, że bezpieczny azyl znajdą w „Nowym Wspaniałym Świecie”? Czy po zbadaniu tych kwestii zostaną wyciągnięte jakiekolwiek konsekwencje wobec stowarzyszenia, tak obficie zasilanego z publicznych pieniędzy?

Kolejna kwestia to zadziwiająca postawa policji wobec marszu i blokady. Blokady prewencja nawet nie tknęła palcem. Konsekwencją ataku na policję, który przeprowadziły agresywne typy od strony Placu Konstytucji, było zepchnięcie wszystkich zebranych w tym miejscu w stronę ulicy Nowowiejskiej. Innymi słowy – całość kilkunastotysięcznego zgromadzenia została potraktowana jakby uczestniczyła w zajściach, które rozpoczęła garstka chuliganów. Choć plac w 99 procentach był wypełniony jak najspokojniej zachowującymi się ludźmi, policja zaczęła grozić użyciem siły, spychając zdezorientowanych manifestantów w stronę ulicy Nowowiejskiej.

Potem nastąpił etap, o którym – niespodzianka! – nikt w mediach niechętnych marszowi nie wspomniał: spokojne przejście aż pod pomnik Romana Dmowskiego. Pochód szedł w zdyscyplinowany sposób, nieeskortowany przez choćby jednego policjanta! Powtarzam, choć może trudno w to uwierzyć: od Placu Konstytucji aż po ambasadę Rosji (i to od frontu, nawet nie od tyłu) na trasie przemarszu nie było ani jednego policjanta. Zaś pod ambasadą rosyjską była ich garstka.

Nie wiem, skąd „Wyborcza” wzięła informacje o rzekomo agresywnym tłumie, obrzucającym właśnie ambasadę Rosji i Kancelarię Premiera słoikami z farbą. Szedłem w centrum pochodu i nie widziałem ani jednej osoby, która rzucałaby choćby papierkiem, a jedynym przejawem niechęci wobec rządzących były gwizdy pod KPRM. Gdzie zresztą dopiero spotkaliśmy większe siły policyjne.

Docierając na Plac na Rozdrożu, miałem już informację o podpaleniu wozów TVN. Nie mam wątpliwości, że ktokolwiek to zrobił, był zwykłym bandziorem, zasługującym na ukaranie. Nie przyjmuję tłumaczenia, że TVN to się „należało”. Tak jak nie godzę się na agresję fizyczną wobec prawicy, tak samo nie godzę się na agresję wobec kogokolwiek, w tym i dziennikarzy.

Nie zmienia to faktu, że okoliczności podpalenia są również dziwne. Musiało się to stać, zanim na plac dotarła główna część demonstracji (tak wynika zresztą i z tej relacji). W sieci pojawił się film, na którym widać, jak jeden z organizatorów stara się odgonić agresywnych typów od aut TVN – bez powodzenia. Na filmie nie widać ani jednego policjanta! Jak to możliwe, skoro policja doskonale wiedziała, że plac jest celem marszu? A jeśli na placu była, to dlaczego nie reagowała na ten akt agresji?

Przy okazji wydarzeń z wczoraj nastąpiła całkowita kompromitacja Biura Bezpieczeństwa stołecznego ratusza. Najpierw doszło do absolutnie karygodnego „nieporozumienia” w kwestii delegalizacji marszu. Dotąd nie jest jasne, o co właściwie chodziło i jaka była decyzja. Wersja Ewy Gawor, szefowej biura, jest taka, że zdelegalizowane zostało jedynie zgromadzenie na Placu Konstytucji. Pojawia się jednak także informacja, że o delegalizację całego marszu wniosła policja. Jeśli tak było, to jest to kolejny powód, aby jej działania uznać za dyletanckie lub prowokacyjne. Jak osoby odpowiedzialne za opanowanie sytuacji wyobrażały sobie „rozwiązanie” marszu, na który przyszło kilkanaście tysięcy ludzi? Pani Gawor tłumaczyła, że doszło do jakiegoś przekłamania na łączach. Szczęśliwie nie miała do czynienia z tłumem agresywnych kiboli, ale z masą normalnych ludzi, którzy po prostu posłuchali poleceń policji, idąc nową trasą. Gdyby do podobnych „przekłamań” miało dojść w czasie gorących dni Euro 2012, konsekwencje mogą być dramatyczne.

No i wreszcie sprawa błyskawicznej propozycji nowelizacji ustawy o zgromadzeniach. Zaiste, projekt został przedstawiony w rekordowo krótkim czasie. Pytanie brzmi, czemu ma służyć. Tłumaczenia pani Gawor, że nie ma dziś możliwości, aby odmówić zgody na zgromadzenie, nawet jeśli grozi to konfliktem, jest obłudne. Ustawa taką możliwość daje w art. 8.: „Organ gminy zakazuje zgromadzenia publicznego, jeżeli: […] 2) odbycie zgromadzenia może zagrażać życiu lub zdrowiu ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach”. Zablokowanie marszu ma charakter ewidentnej prowokacji i wypełnia przesłanki, aby odmówić rejestracji takiej demonstracji.

Szczególnie niepokojąca jest propozycja, aby usprawnić procedurę delegalizacji demonstracji w trakcie jej trwania. Dawałoby to policji i samorządowi praktycznie wolną rękę w pozbywaniu się niewygodnych zgromadzeń. Ba, otwierałoby furtkę do nadużyć. Nic łatwiejszego niż najpierw zgromadzenie zarejestrować, a następnie w trakcie trwania zdelegalizować pod byle pretekstem, po czym zwinąć uczestników i oskarżyć o udział w nielegalnym zgromadzeniu.

Czego bym chciał?

Po pierwsze – żeby nie można było bezkarnie sprowadzać do Polski zagranicznej hołoty. I żeby groziły za to konsekwencje, np. w postaci odebrania budżetowych dotacji lub skasowania umowy preferencyjnego wynajmu lokalu.

Po drugie – żeby oficerowie policji, którzy zdecydowali o takim sposobie zabezpieczenia demonstracji i przyczynili się do biegu wypadków, ponieśli konsekwencje. Dotyczy to także innych odpowiedzialny osób, np. Ewy Gawor. Żeby zostały wyjaśnione wszystkie dziwne zajścia, w rodzaju filmu, na którym tajniak kopie w twarz przypadkowego człowieka.

Po trzecie – żeby fizyczna agresja nie była akceptowana. Dotyczy to także prób blokowania legalnych demonstracji.

Po czwarte – żeby moje państwo nie okazywało dramatycznej, haniebnej słabości wobec przemocy, jak to miało miejsce, gdy z powodu lewackiej bojówki zmieniono trasę przemarszu grup rekonstrukcyjnych i pododdziałów reprezentacyjnych Wojska Polskiego.

Po piąte – żebym w przyszłym roku mógł pójść na patriotyczną demonstrację, czczącą pamięć i Romana Dmowskiego, i Józefa Piłsudskiego, pod polskimi flagami i „agresywnym” hasłem „Bóg, honor, ojczyzna”, nie bojąc się, że zleją mnie armatki wodne albo lewaccy bojówkarze lub że trasę marszu zablokują „antyfaszyści”. I żebym bez obawy mógł zabrać z sobą moje dziecko. 

Lubię to! Skomentuj293 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale