Ks. Isakowicz-Zaleski ma w sobie coś ze straceńca lub bożego szaleńca. Prze do przodu, chociaż ma przeciwko sobie wielką część kościelnej hierarchii i ryzykuje niemal wszystkim: duszpasterstwem Ormian, które jest dla niego takie ważne, pozycją w Kościele, sytuacją materialną, a przede wszystkim - co dla kapłana tak szczerego musi być najgorsze - konfliktem sumienia i lojalności.
Igor Janke bardzo taktownie ujął sprawę na swoim blogu, pisząc, że boi się, że Kościół rozmija się z oczekiwaniami wiernych. Ja tak taktowny nie będę. Stwierdzenie księdza prymasa, że ks. Zaleski to "nad-UB-owiec", to po prostu kompromitacja - dla wygłaszającego. Nie pierwsza zresztą. Doskonale pamiętam zażenowanie moje i moich znajomych - ludzi Kościołowi przychylnych - gdy tuż po śmierci naszego papieża prymas odprawiał oficjalną mszę, podczas której wygłosił, niestety, kazanie. Jego sens dawało się streścić następująco: "W Polsce wierni są niedobrzy, bo nie dają dość kasy na mój ukochany projekt, Świątynię Bożej Opatrzności. Polonia w Ameryce Południowej jest lepsza, bo daje więcej. Więc się poprawcie! A tak przy okazji, skoro już tu jesteśmy - wspomnijmy Jana Pawła II".
Po dzisiejszym występie prymasa Glempa myślę sobie, że nakaz milczenia nie powinien obowiązywać ks. Zaleskiego, ale kogo innego.
Kard. Dziwisz - wielki zawód. Gdy przyjechał do Polski, złośliwi powiadali, że ktoś, kto całe życie nosił teczkę za papieżem, sam nigdy nie będzie prawdziwym, charyzmatycznym przywódcą. Coś w tym chyba jest.
Ks. Zaleski idzie na zderzenie z lokomotywą. Od jakiegoś czasu krąży wieść, że w jego książce ma się znaleźć nazwisko pewnego bardzo znanego hierarchy o agenturalnej przeszłości. Jeśli tak się stanie, antylustracyjne środowiska - także kościelne - będą chciały ks. Zaleskiego zniszczyć życiowo i psychicznie. Już teraz jest pod olbrzymią presją.
Ale i tak w ostatecznym rachunku on wygra. Lawiny nie da się powstrzymać. Jeśli przełożeni zabronią mu wydać książkę, te same materiały opublikuje kto inny, świecki. I najważniejsze: dla zwykłych wiernych bohaterem będzie ks. Zaleski, nie prymas albo kardynał.
Mój znajomy stwierdził dzisiaj, że kard. Dziwisz i Jarosław Kaczyński mają chyba tego samego konsultanta od PR-u i tzw. spinu, bo poruszają się w tych dziedzinach z równym wdziękiem.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)