Sprawa Milana Suboticia jest znakomitym przykładem powszechnie stosowanej w naszym życiu politycznym taktyki „a u was biją Murzynów”.
Na początek jednak kilka zastrzeżeń.
Tak, trudno sobie wyobrazić, żeby władze TVN nie znały przeszłości (a może i, choć na razie nie wiadomo, teraźniejszości) Suboticia. A gdyby znały, to zatrudnienie go na istotnym stanowisku byłoby dla stacji raczej kompromitujące.
Tak, Sekielski i Morozowski zadziałali wbrew temu, co moim zdaniem jest dość oczywistym standardem dziennikarskim, w swojej prowokacji wyraźnie uprzywilejowując jedną ze stron (osobiście nie mogę im darować, że wyjątkowo paskudnej postaci, jaką jest Renata Beger, dali pretekst do pretensjonalnego puszenia się swoją rzekomą bezinteresownie cnotliwą i propaństwową postawą).
Tak, TVN z całą pewnością daje fory postawom opozycyjnym wobec obecnej władzy, choć tego akurat nie uważam za naganne – media mają pełne prawo zajmować stanowisko. Gorzej, gdy postawę stronniczą uparcie nazywają obiektywną i niezaangażowaną. Ale w tym niedoścignionymi mistrzami są koledzy z „GW” i TVN musiałby się jeszcze mnóstwo nauczyć, żeby im dorównać.
Tyle zastrzeżeń, a teraz do rzeczy. Pytanie, czemu sprawa Milana Suboticia wyszła właśnie tereaz, jest oczywiście skrajnie naiwne. Choćby nie wiem jak się redaktor Sakiewicz zaezkał, nie przekona mnie, że stało się to przypadkiem. Subotić miał przykryć i zneutralizować jakże przykrą dla PiS-u aferę z taśmami Begerowej i to jest absolutnie jasne. I chyba faktycznie przykrył.
Ale chwileczkę, zaraz zaraz: przyjmijmy, że Subotić był agentem, może nawet jeszcze w latach 90., a nawet, że władze stacji o tym wiedziały i zatrudniały go z pełną tego świadomością. Nie przyjmujmy, że Subotić miał wpływ na kształt pamiętnego wydania „Teraz my”, bo tego nie twierdzi nawet „Gazeta Polska”.
Pytanie brzmi: co to wszystko zmienia w ocenie postawy Adama Lipińskiego? Czy gdyby Subotić nie był agentem, a nawet gdyby pracował nie w TVN, ale np. w zakładzie oczyszczania miasta w Mławie, to Lipiński zachowałby się inaczej? Albo czy mielibyśmy go inaczej oceniać, gdyby zachował się tak samo, a Subotić nie pracował w TVN? Można tu sobie ustawić dowolną kombinację tych dwóch czynników, ale logiczny wniosek jest jeden: bycie lub niebycie przez Suboticia agentem, jego praca lub nie w TVN nie mają żadnego związku z takim lub innym zachowaniem się Lipińskiego podczas spotkania z Renią Beger.
Jeśli przyjrzeć się strukturze politycznego konfliktu, zobaczymy, że składa się on z kolejnych odsłon, na ogół pozbawionych jakiegokolwiek logicznego związku, które jednak, w zamyśle polityków, mają być sprytną odpowiedzią na to, co im wcześniej wyciągnięto. Sprawa taśm Begerowej i Suboticia to modelowy przykład, bo tak naprawdę to dwie różne kwestie, których wiązanie nie ma większego sensu. Co nie zmienia postaci rzeczy, że każda z nich powinna zostać wyjaśniona.
Ta zagrywka to w sumie dość prymitywny środek erystyczny. Niestety – znowu muszę wrzucić kamyczek do dziennikarskiego ogródka – media przedstawiają takie sprawy zwykle jako wynikające jedna z drugiej lub w jakiś sposób powiązane. Nie wiem, czy ze złych intencji, czy z bezmyślności, czy też po prostu dają się uwieść czarowi Tuska lub Kaczyńskiego (choć w to ostatnie akurat najtrudniej mi uwierzyć). W każdym razie wszystkich zachęcam do oddzielania mydlącej oczy retoryki od faktów.
Primo – „a u was biją Murzynów” to nie żaden argument, żeby nie wyjaśnić bicia Murzynów u nas.
Secundo – jeśli u was Murzynów rzeczywiście biją, to trzeba to wyjaśnić.
Tertio – fakt, że Murzynów biją i u nas, i u was nie znaczy, że jedno z drugiego wynika.


Komentarze
Pokaż komentarze (18)