Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha
48
BLOG

O dziennikarzach i publicystach

Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha Polityka Obserwuj notkę 20

Post o medialnym raporcie PO wywołał ostrą dyskusję. Większość głosów była o tym, że – w dużym uproszczeniu – Platforma miała w swoim raporcie o mediach rację, a dziennikarze wymienieni przeze mnie jako przykłady niesprawiedliwego potraktowania w tym dokumencie, w rzeczywistości słusznie dostali po głowie, bo istotnie wysługują się rządzącemu układowi. Padły pytania o to, kto naprawdę jest niezależny, kto jest obiektywny, zarzuty o nierzetelność.

Temat jest olbrzymi, więc najważniejsze punkty w wielkim skrócie.

1. Sam mogę śmiało powiedzieć – choć może trudno w to uwierzyć – że nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek musiał napisać lub powiedzieć coś sprzecznego z moimi poglądami. Może miałem takie szczęście, że zawsze pracowałem z ludźmi, którzy na mnie nie naciskali. Ale to samo dotyczy większości moich kolegów, w tym tych, nad którymi tak się pastwili autorzy komentarzy. To proste: mówimy o ludziach o przemyślanych i konsekwentnych poglądach. Gdyby w jakimś miejscu nie mogli ich wygłaszać lub pisać w zgodzie z nimi – odeszliby. Co zresztą się zdarzało i zdarza cały czas. A rynek daje duże możliwości – bez trudu znaleźliby nowe miejsce. Mówimy o publicystach z marką i nazwiskiem. I w tym sensie mogę ręczyć za ich niezależność: nikt z nich nie musi w obawie o kasę na chleb i rachunki podlizywać się władzy – ani tej, ani żadnej innej. Kapitałem tych osób jest nazwisko i to o nie muszą dbać.

2. Czy z faktu, że komentator – który ma święte prawo do własnych wyrazistych poglądów – wspiera konsekwentnie jakąś opcję można robić mu zarzut? A takie głosy się pojawiły. Ten i ten broni PiS, robi „wygibasy”, żeby wytłumaczyć ich wpadki, więc jest u nich na pasku. Taka sugestia jest dla tych ludzi po prostu obraźliwa. Czy nie przyszło Wam do głowy, że ktoś może to robić z przekonania, że po tej stronie jest racja? Że może np. pomniejszać rolę taśm Begerowej, ponieważ uważa, że nadużyciem jest nazywanie tego, co się stało, korupcją polityczną? Tego określenia nikt nie wyrył w kamieniu, o tym można dyskutować, można się spierać i nie zgadzać. Podobnie jak o wielu innych kwestiach. Ale nikt nie ma prawa nazywać adwersarza sługusem rządzącej partii tylko dlatego, że ten ma inne zdanie w tej sprawie. I powtarzam: jeśli jest komentatorem i publicystą, ma pełne prawo je głosić. Czy jeśli jest zapraszany w takiej roli do publicznych mediów, ma odmawiać?

3. Ktoś napisał, że chciałby usłyszeć wreszcie o „dziennikarzu obiektywnym”, a nie niezależnym. Coś takiego oczywiście nie istnieje, bo każdy ma poglądy. Zawodowego obiektywizmu można wymagać od reportera, od autora tekstu informacyjnego, w którym powinien opisać wszystkie znane sobie okoliczności. Ale jeśli mówimy o publicystach i komentatorach – oni mają święte prawo być nieobiektywni. W tym po prostu leży sens ich pracy.

Zaznaczam, że odnoszę się tu tylko do ogólnego tonu komentarzy pod moim poprzednim postem. Upolitycznienie lub nie mediów, a także w ogóle zasadność istnienia mediów publicznych, to osobne kwestie. Czuję się jednak w obowiązku bronić prawa swojego i moich kolegów do głoszenia naszych poglądów bez nazywania nas czyimiś sługusami czy pachołkami.

I jeszcze na marginesie krótka refleksja o poziomie dyskusji. Czuję się trochę rozczarowany. Fora internetowe na najpopularniejszych portalach przypominają rzeźnię. Nie ma tam wprawdzie wyzwisk, ale tylko dlatego, że moderatorzy, z resztek przyzwoitości, takie posty kasują. Jest natomiast jedna podstawowa reguła: kto myśli choćby trochę inaczej niż ja – ten debil, głupek, kretyn, palant, pedał, faszysta, Żyd, liberał, komuch etc., etc. Sądziłem, że tutaj, w Salonie24, będzie inaczej. I faktycznie jest, ale rzeźnia chwilami niepokojąco się zbliża.

Nie liczyłem, ile razy zostałem już obrażony przez komentujących moje posty. Gdybym się czepiał, to pewnie wyszłoby ze 30 razy. Ja mam grubą skórę, a do listów od frustratów też przywykłem. Niektóre są nawet zabawne (mam taką kolekcję w redakcji). Bardziej mnie martwi, że dodatkowo niektórzy obrażają siebie wzajemnie. Emocje ponoszą, ale może udałoby się jednak nie nazywać polemisty głupkiem albo nie pisać o nielubianym publicyście z pogardą „yntelygent”?

Ja mam zasadę, o przestrzeganie której prosiłbym wszystkich: piszę tylko to, co adresatowi napisanych słów mógłbym bez wahania powiedzieć prosto w oczy. Walcie ostro, ale miejmy dla siebie trochę szacunku.

I budujący przykład z życia. Choć z Pawłem Wrońskim niewątpliwie różni mnie w poglądach bardzo wiele, gdy się spotykamy, w wielu kwestiach – także politycznych – się zgadzamy. A jeśli jest inaczej, na pewno nie wrzeszczymy na siebie: „Ty sługusie Springera!”, „ty Michnikowy lizusie!”. (Poza tym pamiętam do dziś wspólny wyjazd do Belgii w grupie dziennikarzy, w trakcie którego odwiedziliśmy Waterloo, gdzie Paweł zaimponował mi pełną anegdot opowieścią o bitwie i tym mocno mnie ujął.) Można się kompletnie nie zgadzać, ale, do cholery, nie trzeba sobie przy tym od razu dawać po ryju.

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj20 Obserwuj notkę

Oto naści twoje wiosło: błądzący w odmętów powodzi, masz tu kaduceus polski, mąć nim wodę, mąć. Do nieznajomych zwracamy się "pan", "pani".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (20)

Inne tematy w dziale Polityka