Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha
257
BLOG

Karać! Odpowiedź Pawłowi Wrońskiemu

Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha Polityka Obserwuj notkę 17

W swoim ostatnim wpisie Paweł Wroński zaprezentował sposób myślenia charakterystyczny dla osób, obarczających odpowiedzialnością za czyny wszystkich dookoła, tylko nie sprawców owych czynów. Teza Pawła – ma nadzieję, że streszczam ją rzetelnie – jest mniej więcej taka: zanim zajmiemy się surowszym karaniem nieletnich za ich bandyckie wyczyny, najpierw zajmijmy się rodzicami, sytuacją nauczycieli, otoczeniem młodych ludzi.

Co z tego wynika? Paweł tego wprost nie pisze, ale dla mnie konkluzja jest jasna: „dzieciaki” (daję cudzysłów, bo nie lubię lekceważąco-luzackiego odcienia tego słowa) robią to, co robią, bo rodzice ich źle wychowują albo nie wychowują wcale, nauczyciele są źle opłacani, tabloidy publikują krwawe zdjęcia i w ogóle świat jest do dupy. Najpierw zatem naprawmy świat, a jeśli w świecie doskonałym „dzieciaki” nadal będą się źle bawić – dopiero wtedy surowo je ukarzmy.

Problem polega na tym, że Anię zgwałcono (bo de facto był to gwałt) teraz, a nie w przyszłej szczęśliwej i nieskalanej rzeczywistości. Teraz powiesił się chłopak prześladowany przez kolegów ze szkoły. Innemu teraz dano do wypicia kwas.

Paweł ma oczywiście rację, że nie radzą sobie ani rodzice, ani nauczyciele. Tylko że wyciąga błędne wnioski, a właściwie nie wyciąga żadnych, bo epatowanie słowem „gdyby” jest bez sensu. Gdyby wszyscy byli szczęśliwi i nie było wojen, to by nam się lepiej żyło.

Pawle, jeśli rodzice nie wychowują swoich dzieci i te w konsekwencji w wieku 14 lat stają się cynicznymi bandytami, to co proponujesz? Przymusić rodziców do zajęcia się dziećmi? W jaki sposób? Podnieść pensje nauczycielom? Z czego?

Nie pojmuję, czemu u niektórych taki wewnętrzny sprzeciw budzi prosta i oczywista relacja: wina – kara. Kara powinna być oczywiście proporcjonalna do winy. Jeśli jednak widzę zdziczałych 14-latków, którzy gwałcą koleżankę podczas lekcji, to nie mam żadnych wątpliwości, że sprawa jest tak poważna, że ma tu pełne prawo wkroczyć państwo ze swoją kompetencją do karania. Czas na rodzicielskie kary się skończył, tu już nie mamy do czynienia z wybrykiem nastolatków, tylko z przestępstwem. I uważam za nieporozumienie, że dla sprawców ewentualna kara skończy się na poprawczaku do 21. roku życia.

Punktem wyjścia do uświadomienia młodym bandytom, że zrobili coś złego – jeśli dotąd sobie tego nie uświadamiali – nie jest przekonywanie, że to wina wszystkich dookoła, a ich należy najwyżej upomnieć, tylko wymierzenie im kary. I to surowej, jeśli czyn na to zasługiwał.

Tyle że ja, prawdę mówiąc, nie wierzę w tłumaczenia, że ktoś nie uświadamia sobie, co jest dobre, a co złe. Trzeba być w sensie klinicznym idiotą, żeby zdzierając z broniącej się dziewczynki spodnie, a następnie obmacując jej krocze przy całej klasie nie zdawać sobie sprawy, że popełnia się zło. Człowiek ma wolną wolę także w wieku 14 lat i nikt go nie zmusza do bandyckich zachowań. Jeśli mimo to robi to, co robi, to prawdopodobnie dlatego, że sprawia mu to przyjemność i czuje się bezkarny. Są ludzie ze skłonnością do czynienia zła, ludzie bez zahamowań moralnych, wierzę w to głęboko, i oprawcy Ani właśnie do nich należą. I takich ludzi trzeba trzymać w ryzach siłą, a państwo ma do tego immanentne prawo. Dyskusja o tym, kto i gdzie popełnił błąd, jest w tym momencie bez sensu. Oni istnieją i z tym faktem trzeba się zmierzyć.

Przypominam też – a często się o tym zapomina – że poza odstraszaniem i ewentualnie resocjalizacją (choć w tę, prawdę mówiąc, w wielu przypadkach nie wierzę) kara ma być urzeczywistnieniem sprawiedliwości. Ma być przywróceniem naruszonych porządku i równowagi.

A teraz o „zero tolerancji”. Pytanie brzmi, jaki kształt będzie mieć program, który ogłosi premier. Oby był jak najbliższy założeniom, które się sprawdziły na modelowym przykładzie – w Nowym Jorku.

Nawiasem mówiąc, hasło „zero tolerancji” żyje własnym życiem, bo pierwotnie wcale nie dotyczyło zera tolerancji wobec wykroczeń, ale oznaczało zero tolerancji dla nowojorskich stróżów prawa, łamiących zasady. Wobec czego odwoływałbym się raczej do teorii wybitych szyb. W uproszczeniu mówi ona, że jeśli toleruje się drobne wykroczenia, sprawcy będą sobie poczynać coraz śmielej. I to właśnie się sprawdziło w Nowym Jorku: okazało się, że istnieje związek między liczbą np. rozbojów z bronią a liczbą nachalnych żebraków, wymuszających jałmużnę od kierowców, stojących na światłach.

Ta zasada zadziała też w polskiej szkole: jeśli będzie reakcja na drobiazgi, nie dojdzie do tragedii. Jeśli odizoluje się najagresywniejszych prowodyrów, reszta powinna się uspokoić.

Tylko że – i tu wracam do punktu wyjścia – sprawcy, choćby i 14-letni – muszą ponosić za swoje czyny karę, żeby uświadamiać sobie winę. I, drogi Pawle, przerzucanie całej odpowiedzialności na rodziców, nauczycieli i media nic nie da. Przeciwnie – pozbawi sprawców poczucia winy.

Dręczyciele Ani byli bardzo z siebie zadowoleni, dopóki nie uświadomili sobie, że na dłużej znajdą się za kratkami. Wtedy im miny zrzedły i nie będę ukrywał, że czytanie o tym dało mi poczucie satysfakcji. Może coś zrozumieli.

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj17 Obserwuj notkę

Oto naści twoje wiosło: błądzący w odmętów powodzi, masz tu kaduceus polski, mąć nim wodę, mąć. Do nieznajomych zwracamy się "pan", "pani".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (17)

Inne tematy w dziale Polityka