Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha
65
BLOG

PiS się nie nauczy

Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha Polityka Obserwuj notkę 12

Zgodnie z moimi przewidywaniami, PiS dostał wciry w dużych miastach. W Warszawie poniósł po prostu klęskę. Klęskę - w radzie Warszawy, a co do Marcinkiewicza - patrz niżej.

Nie powiem, żebym nie miał satysfakcji. Nie dlatego, żebym uważał, iż Platforma ma jakiś cudowny środek na uzdrowienie kraju. W to, niestety, coraz trudniej uwierzyć. Ale zawsze cieszy mnie, kiedy zostaje ukarana buta i ewidentne błędy. Zwłaszcza powtarzane z uporem maniaka, co świadczy o braku podstawowej zdolności do samokrytyki i uczenia się na tychże błędach.

Szczegółowe badania socjologiczne pokazałyby dopiero, dlaczego PiS przegrał z PO we wszystkich niemal dużych ośrodkach. Na razie chcę wierzyć, że to jest kara od wyborców za Włoszczową Północ, za ZOMO, za 3 miliony mieszkań, za łże-elity, za Leppera i Filipka w rządzie, za Lipińskiego łaszącego się do Begerowej i inne genialne osiągnięcia PiS-owskiej propagandy sukcesu z ostatniego roku.

PiS będzie się oczywiście chwalić zwycięstwem Marcinkiewicza w pierwszej turze w Warszawie. Tylko że to nie PiS wygrało, ale sam Kazimierz. Marcinkiewicz doskonale sobie zdawał sprawę, że im bardziej będzie kojarzony w stolicy z partią rządzącą, tym dla niego gorzej. Więc manewrował jak mógł, czasem w dość zabawny sposób, byle nie stać się twarzą PiS w tych wyborach. I chyba mu się udało. W każdym razie sukces – na razie nie wiadomo, czy trwały – jest tylko jego sukcesem, na pewno nie jego partii. Warszawianie głosowali na Kazimierza także dlatego, że dla wielu stał się ofiarą niezrozumiałych i odrażających knowań politycznych Jarosława Kaczyńskiego.

Podejrzewam, że główną myślą, trapiącą dziś premiera w związku ze zwycięstwem Marcinkiewicza w pierwszej turze jest, jak by tu sprawić, żeby Kazimierz mu się nie zerwał, jeśliby ewentualnie wygrał z HGW.

Pytanie brzmi, czy czołówka PiS wyciągnie z porażki jakiekolwiek wnioski. Sceptycy mogliby powiedzieć, że gdyby PiS-owcy mieli wnioski wyciągnąć, to już dawno by to zrobili. Jednak dopiero wybory są prawdziwym testem i dopiero teraz okazuje się, że zaklęcia liderów rządzącej partii, że kraj mlekiem i miodem płynie, nie na wiele się zdają. Być może więc takiego otrzeźwienia potrzeba, żeby coś do nich dotarło.

Nie bardzo mi się w to jednak chce wierzyć. Sądzę, że wizja strategii, jaką ma Jarosław Kaczyński, pozostawia bardzo małe pole manewru. Albo można działać dalej w ten sam sposób, posługując się mniej więcej taką samą retoryką i koncentrując na mniej więcej tych samych sprawach, albo można się od razu zapisać do PO. Doprowadzenie do takiej sytuacji to oczywiście polityczny błąd – marnym politykiem jest ten, kto sobie sam ogranicza opcje i warianty. Jednak wybór został już dawno dokonany i nie widzę możliwości, żeby PiS mógł zawrócić ku większemu umiarkowaniu. Używając mojego ulubionego symbolu, dobrze definiującego fiksacje przywódców Prawa i Sprawiedliwości – albo wleziemy na dobre do szafy Lesiaka i tam się na dobre zagrzebiemy, albo nas w ogóle nie będzie. PiS zbudowało swoją polityczną tożsamość na hasłach, nie pozostawiających marginesu na umiar i większą spolegliwość oraz na poparciu grup, dla których każdy zwrot tego typu oznaczałby zdradę. Zatem nie ma odwrotu.

Tylko że tak zwany prawdziwy świat się na szafie Lesiaka nie kończy. A może nawet jest poza nią.

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj12 Obserwuj notkę

Oto naści twoje wiosło: błądzący w odmętów powodzi, masz tu kaduceus polski, mąć nim wodę, mąć. Do nieznajomych zwracamy się "pan", "pani".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (12)

Inne tematy w dziale Polityka