Kilka dni temu skończyłem czytać „Zabójców”. To kontynuacja „Zamachu”, książki, w której Tadeusz Kisielewski, politolog i z zamiłowania historyk, udowadnia – według mnie przekonująco – że katastrofa z lipca 1943 w Gibraltarze, w której zginął gen. Sikorski, była tak naprawdę zamachem. W „Zabójcach” pogłębia swoją analizę, dodaje szerokie tło polityczne, wprowadza czytelnika w meandry walk i sprzymierzeń wywiadów w okupowanej Europie.
Nie idzie mi o to, żeby „Zabójców” tutaj streszczać. Tego się zresztą nie da zrobić. Kto ma ochotę, niech sięgnie po tę książkę, a wcześniej koniecznie po „Zamach”, bo inaczej „Zabójcy” nie będą w pełni czytelni.
Nie jestem z wykształcenia historykiem ani z zamiłowania specjalistą od II wojny światowej. Kisielewski operuje na takim poziomie szczegółowości, że laikowi trudno się chwilami połapać w opisywanych przez niego kombinacjach. Pozostaje jednak jedno zasadnicze wrażenie: niemal nic nie wyglądało tak, jak w oficjalnej, dzisiejszej sztampowej wersji patriotycznej historii: Polska, zdradzona przez Zachód, bohatersko stawia czoła na dwóch frontach, walczy w czasie okupacji, następnie zostaje zdradzona drugi raz (w tej zdradzie chętnie pomija się rolę Waszyngtonu, bo to niezbyt dobrze współgra z naszą dzisiejszą dozgonną przyjaźnią z Ameryką), wykrwawia się w szaleńczym, chwalebnym zrywie powstańczym i w końcu zostaje wtrącona w drugą okupację.
Dla tych, co mniej więcej orientują się w labiryntach zależności i kombinacji czasów II wojny obraz przedstawiony w „Zabójcach” zaskoczeniem pewnie nie będzie. Ale tych, co wierzą w proste, czarno-białe podziały, może zszokować. Polski wywiad, a właściwie jego pewne elementy, potencjalnie zaangażowany w zabójstwo Sikorskiego; polskie rozmowy z Niemcami o separatystycznym pokoju jeszcze w 1943 r., z sondowaniem Brytyjczyków przez Niemców w tej samej sprawie w tle; podejrzenia, że w zamachu na Sikorskiego mógł maczać palce Anders; animozje między Sikorskim a Sosnkowskim; plany buntu w wojsku przeciwko Naczelnemu Wodzowi; polska siatka wywiadowcza, pracująca wprost dla Brytyjczyków, ewidentnie przeciwko polskiemu interesowi, a być może także dla Niemców; śmiertelna nienawiść środowiska Sikorskiego do piłsudczyków i odwrotnie; agenci podwójni, a nawet potrójni; wreszcie przedziwna historia ekshumacji Sikorskiego w roku 1993 i trwające do dziś obawy niektórych osób o zdradzanie informacji dotyczących zamachu w Gibraltarze – to w wielkim skrócie porcja informacji, jakich dostarcza nam Kisielewski.
Wszystko to sprawia, że prosta, oficjalnie patriotyczna wizja bohaterskiej Polski (krew, ojczyzna, ofiara etc.) znika jak kamfora. Rozpuszcza się w kwasach gry na wiele frontów, ludzkich słabości, nienawiści, szemranych interesów – tego, co normalnie tworzy historię państw. Tylko nie naszego, bo nasza historia jest ponoć nieskalana, jasna, prosta i bez miary chwalebna.
Czy należy wobec tego zrezygnować z parad na 11 listopada albo zburzyć Muzeum Powstania Warszawskiego? Oczywiście, że nie. Mitologia jest też potrzebna. Tylko jeśli przysłoni nam bardziej skomplikowaną prawdę, będziemy wychowywać zastępy hurrapatriotycznych matołów, nic nie rozumiejących, za to z ochotą idących na kolejną rzeź.
Mam czasem wrażenie, że jest tu w Salonie kilku sąsiadów – bez wskazywania palcem – którzy, owszem, dostrzegają wielowarstwowość rzeczywistości, ale jedynie w odniesieniu do ściśle wyselekcjonowanych środowisk. Po jednej stronie nieskalana uczciwość, patriotyzm, wiara, lojalność; po drugiej – agenci, nieczyste chwyty, kombinacje, korupcja. Panowie, rzeczywistość nie jest taka prosta.
Ale widocznie jeszcze za świeża i musi poczekać kilkadziesiąt lat na swojego Kisielewskiego.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)