W Salonie24 awantura o Sikorskiego nie mniejsza niż w polityce. Wpisy na jego temat stały się obiektem wściekłego ataku psów Pawłowa.
Gdy kiedyś użyłem tego określenia, opisując zachowanie niektórych komentujących, zostałem przez kogoś zbesztany, że ich obrażam. Otóż tym razem, na chłodno przeglądając komentarze, używam określenia „psy Pawłowa" w pełni świadomie, uznając, że znaczną część komentujących można tak z czystym sumieniem określić. Przypominam: pies, którego w swoim doświadczeniu używał Pawłow, jednocześnie słyszał dzwonek i dostawał jedzenie. Po jakimś czasie ślinił się już na sam dźwięk dzwonka, nawet gdy jedzenia nie było.
Psy Pawłowa są oczywiście wśród zwolenników wszystkich opcji i orientacji, choć postawiłbym tezę, że najmniej jest ich wśród osób o poglądach centrowych - nie dlatego prawdopodobnie, że są tacy mądrzy, ale dlatego, że tutaj najtrudniej o „dzwonek", a więc o sygnał, wywołujący odruch bezwarunkowy. Najwięcej - na biegunach. Dziś jednak najlepiej widać pisowskie psy Pawłowa - z prostej przyczyny: PiS, jako partia rządząca, jest najsilniej atakowany, co jest całkowicie normalne i naturalne.
Psy Pawłowa reagują, jako się rzekło, na pewne „dzwonki". Sprzeczności w prezentowanych postawach, jakie u osoby myślącej samodzielnie bez wątpienia by wystąpiły, tu nie występują. Najważniejszym „dzwonkiem" jest tutaj mit Braci jako zbawców ojczyzny. Psy Pawłowa podążają oczami za najdrobniejszymi ich skinieniami, byle odgadnąć, jaka jest aktualnie obowiązująca linia. Jak zauważyło słusznie kilka osób, jeszcze miesiąc temu byliby w stanie dać się pokroić za Radka Sikorskiego jako niekwestionowanego ministra rządu Jarosława Kaczyńskiego. Sławiliby pod niebiosa mądrość szefa PiS, który zdecydował o wciągnięciu do rządu Marcinkiewicza tak dobrego ministra. Dziś, gdy między Kaczyńskim a Sikorskim wyniknął wyraźny konflikt, mieszają Sikorskiego z błotem i na gwałt starają się wymyślić jakieś uzasadnienie dla tego mieszania. Uzasadnienie, które - jeśli przyjąć, że było trafne - oczywiście istniało i miesiąc, i pół roku temu, ale wtedy jakoś psom Pawłowa nie przeszkadzało. Po prostu nie było „dzwonka" do ataku.
Teraz dzwonek się ozwał i oto garść smaczków:
„Oczywiście, najlepszy jest minister, który angielski zna lepiej niż polski i długo się nie mógł zdecydować który paszport jest mu bliższy. Dobrze, że to już przeszłość. Panie Premierze, psy szczekają, karawana jedzie dalej. Tak trzymać!".
„Polsce potrzeba fanatyków abyśmy uzyskali swoja pozycje w świecie. Później mogą mną rządzić fachowcy w najlepszych garniturach o nienagannej sylwetce. Ale na razie fakty są takie ze wywiad wojskowy III RP nie złapał żadnego szpiega , który by działał na rzecz Rosji co istnynym kuriozum.Chyba zeby wierzyc rosjanom ze ich nas kraj nie interesuje".
„Media z opcji euroentuzjastów, hurmem za Sikorskim. Jak czytam komentarze dziennikarzy, to tak od tygodnia nic tylko ubolewanie jaka to się krzywda dzieje "naszemu" Radkowi. Jeszcze nie wyszły na jaw (myślę że wyjdą) prawdziwe powody konfliktu z Sikorskim a już redaktor Warzecha włosy sobie z głowy rwie - Radek przegrywa z "oszołomem" Macierewiczem. Dzisiaj Sikorski podał się do dymisji a premier dymisję przyjął. Nastroje w niektórych mediach co najmniej jak w czasie żałoby. Szanowni dziennikarze, a co takiego szczególnego się dzieje? Sikorski nie wyróżniał się niczym szczególnym z grona innych ministrów, poza tym ze media ganiały za nim jak za hollywoodzką gwiazdą. Premier ma swoje prawa, to on odpowiada za cały rząd. Trochę zaufania".
„Rząd to działanie drużynowe - nie tańce z gwiazdami. Jeśli to co - przy całej sympatii do ślicznego Radka - niektórzy dziennikarze, włącznie z red. Leskim donoszą, jest prawdą, to dobrze, że odszedł. Zresztą powiedział, że naprawdę "KOCHA" ten resort i wojsko. To już trochę dziwne. No, może Pan sam zakochany więc pewnie tego nie czuje".
Pojawił się też kuriozalny wpis, w którym autor zapytuje z przekąsem, czy Warzechowie, obecni na liście Wildsteina to „jakaś rodzina". Wpis rzecz jasna skasowałem i będę zawsze robił tak z chamowatymi i głupawymi przytykami w tym typie.
Pojawiły się także arcyproste konstrukcje myślowe: skoro opozycja się martwi, że Sikorski wyleciał, to my powinniśmy się cieszyć. Skoro dziennikarze żałują Sikorskiego, to my żałować nie powinniśmy.
I tak dalej. Kto więc żałuje dymisji Sikorskiego, jest „euroentuzjastą", przedstawicielem zgniłej elity medialnej, komuchem, michnikoidem, esbekiem i w ogóle najchętniej przehandlowałby Polskę Niemcom i Amerykanom razem wziętym, a kasę bierze od Chińczyków. Wszystko dlatego, że ośmielił się nie zgodzić w stu procentach z linią premiera.
Rzecz jasna, premier Kaczyński, polityk wybitnie inteligentny i wspaniale umiejący grać na nastrojach tłumu, zdaje sobie świetnie sprawę z tego, że jego polityczna taktyka i urządzany przez niego teatr działają na psy Pawłowa jak dobrze dobrane dzwonki. Większość „argumentów", jakie fanatyczni (podkreślam to słowo, bo bynajmniej nie wszyscy tacy są) zwolennicy PiS przywołali w S24, wywołałaby u premiera jedynie pusty śmiech i samozadowolenie z tego, jak skuteczna jest prowadzona przez niego socjomanipulacja.
Bo przecież kompletnie nie chodzi tutaj o jakiekolwiek z pozornie merytorycznych zastrzeżeń, jakie się pojawiły. Tu chodzi o pewną wizję prowadzenia polityki i zarządzania państwem.
Spójrzmy krótko na najczęstsze wątpliwe argumenty.
1. Podwójne (byłe już zresztą) obywatelstwo Sikorskiego - nikt myślący nie może tego uznawać ani za atut, ani za przeszkodę. To po prostu nie ma żadnego związku z kompetencjami i wykonywaniem przez ministra jego pracy. Przypominam poza tym, że podwójne obywatelstwo było pozostałością po politycznej emigracji w latach 80., a także służyło jako koło ratunkowe w czasie pobytu w Afganistanie. Dla Jarosława Kaczyńskiego nie miało znaczenia, skoro Sikorski został ministrem w rządzie Marcinkiewicza.
2. Ocena pracy ministra w resorcie. Jasne, że Sikorski nie był ideałem. Ale proszę mi pokazać ministra, któremu udaje się wszystko natychmiast ustawić w stuprocentowym porządku, zwłaszcza w resorcie tak zabagnionym i zapuszczonym jak MON. Zarzuty zresztą są w większości chybione. Chorowici piloci F 16? Czy minister, mianowany 15 miesięcy temu, odpowiada za to, że w ciągu poprzednich 20 lat nie wyszkolono i nie zadbano o pozostanie w wojsku ludzi o odpowiedniej kondycji fizycznej? Awarie F 16? Za to, jak się zdaje, odpowiada producent. Rzekomy „chaos w ministerstwie"? A konkretnie - co? Jeśli robi się wymianę kadr, zamieszanie powstaje zawsze. Oczywiście im radykalniejsza wymiana, tym większe zamieszanie. Przypominam, że zwolennikami wymiany najradykalniejszej byli Bracia, podczas gdy Sikorski ten radykalizm starał się hamować twardym realizmem. „Rosomak"? Chyba nie Sikorski podpisywał ten kontrakt? Przekazanie zakontraktowania szkolenia obsługi F16 zewnętrznej firmie? Armia USA polega od lat na cywilnych konktraktorach w tysiącach przedsięwzięć i ma się znakomicie. To sposób działania nowoczesnego wojska.
Zresztą gdyby chodziło o merytoryczną ocenę działań ministra, musiałoby wylecieć 9/10 tego rządu. Było jasne od początku, że tzw. przegląd ministrów to teatr, zorganizowany w celu wywołania napięcia, niepokoju wśród koalicjantów, zadowolenia wśród elektoratu, że oto dobry premier robi porządek ze złymi ministrami oraz zamieszania na scenie politycznej, bo w takiej metodzie rządzenia Jarosław Kaczyński sprawdza się najlepiej. Z jakimikolwiek racjami merytorycznymi nie ma to nic wspólnego. Dlatego zabawne są poszczekiwania psów Pawłowa, twierdzących nagle, że rządy Sikorskiego w MON to jedna wielka katastrofa, a minister Wiechecki to przy Sikorskim wprost tytan pracy i prawdziwy, a nie udawany patriota.
Z osiągnięć trzeba dodać, że Sikorski jako pierwszy twardo postawił sprawę pełnej profesjonalizacji armii, postawił wszystkim żołnierzom, także stołówkowym pasibrzuchom, wymogi sprawności fizycznej, a na czele AMW umieścił niezwiązanego z układami wojskowymi człowieka z zewnątrz. Natomiast dużej części jego pracy po prostu nie było widać, bo MON (podobnie zresztą jak MSWiA, na czym cierpi czasem niesprawiedliwie wizerunek wicepremiera Dorna) to nie jest resort, gdzie wszystkim można się chwalić przed kamerami.
Zresztą Sikorskiemu nie można też zarzucić uczciwie medialnego gwiazdorstwa, co niektórzy robią. Owszem, lubił efektowne występy, ale ile ich miał przez 15 miesięcy? Proszę sobie to porównać z Lepperem, Giertychem, Religą, Gilowską czy Polaczkiem.
3. Sikorski a Amerykanie. Psy Pawłowa ujadają coś o jego „uległości". Po pierwsze - nie wszystko w stosunkach Polski z USA zależało od Sikorskiego i warto o tym pamiętać. Po drugie - o żadnej uległości mowy być nie może. Świadectwem tego są także opinie, jakie popłynęły z Waszyngtonu. Sikorski był jednym z tych, którzy mogli sobie pozwolić na twardość, bo nie mieli kompleksów, bo się nie bali, bo znali tamtych ludzi. Jego zalety jako negocjatora w każdej sprawie były olbrzymie. Doświadczenie, kontakty, rozumienie mechanizmów waszyngtońskich. Pora powiedzieć głośno, że gdy stanęła sprawa przedłużenia naszej misji w Iraku, to Sikorski twardo domagał się w zamian zwiększenia pomocy USA dla naszego wojska. Jego żądania brzmiały wiarygodnie, bo wysłał nawet z odpowiednim wyprzedzeniem zapotrzebowanie na powrotny transport dla naszych żołnierzy, gdyby postulaty nie zostały spełnione. Ta twarda linia została utrącona przez zwierzchników Sikorskiego.
Ten epizod stawia w nowym świetle kwestię negocjacji w sprawie tarczy antyrakietowej. Nie mam wątpliwości, że zwolennikiem twardej linii jest w tej sprawie odwołany minister. Więc pojawia się pytanie, jak chcą negocjować ci, co doprowadzili do jego odwołania?
4. Obycie, kontakty, otwartość. W zacietrzewieniu psy Pawłowa robią zarzuty nawet z tego, podczas gdy to były właśnie olbrzymie atuty, jakie Sikorski wnosił do tego rządu. Gdy padały oskarżenia, że to rząd zakompleksionych prowincjuszy, można było wysłać Sikorskiego, który był tego żywym zaprzeczeniem.
Trzeba też być niespełna rozumu, żeby z dobrych kontaktów, obycia i swobody w poruszaniu się na międzynarodowych salonach robić komukolwiek zarzut, zwłaszcza gdy przy tym trudno mieć wątpliwości co do jego patriotyzmu i lojalności wobec kraju.
5. A gdyby ktoś nie był pewny tych ostatnich, to proszę mi powiedzieć, z jakich innych powodów Sikorski miał zostawiać dobrze płatną pracę w AEI, świeżo kupiony w Waszyngtonie dom, ciągnąć żonę i dzieci do Europy i startować w wyborach do parlamentu? Finansowo wyszedł na tym przecież fatalnie. Widocznie nie pieniądze są dla niego najważniejsze.
Przejdźmy zatem do faktycznych przyczyn odejścia Sikorskiego. Była w tym oczywiście porcja politycznej taktyki. Z jednej strony Sikorski, widząc poczynania Macierewicza, mógł się obawiać, że z powodu niesprawnego kontrwywiadu wojskowego w Afganistanie dojdzie do tragedii i nie chciał za to brać odpowiedzialności. Mógł także nie chcieć brać odpowiedzialności z Afganistan w ogóle. Jednak sekwencja wydarzeń temu akurat przeczy, bo, jeśli wierzyć najnowszym informacjom, premier miał Sikorskiego odwołać za kilka dni, a on ten ruch po prostu uprzedził.
Była kwestia kiepskich kontaktów Sikorskiego z Pałacem Prezydenckim. Sikorski miewał problemy z dopchaniem się do prezydenta, a gdy to się już udawało, obaj panowie nie zawsze mogli znaleźć wspólny język.
Czemu jednak Sikorski generalnie nie odpowiadał Braciom? Ponieważ nie wpisywał się w ich filozofię rządzenia. Filozofię i strategię, dodajmy, wewnętrznie spójną i będącą jedną z uprawnionych wizji kierowania państwem, choć moim zdaniem wizją głęboko błędną. Ale tu już zaczyna się kwestia osobistych ocen, do których każdy ma prawo.
Metoda i sposób myślenia Braci są następujące: istnieje kilka kluczowych punktów państwa, od których zależy jego ogólna sanacja. W te punkty trzeba uderzyć radykalnie, nawet kosztem złamania wielu zasad i reguł oraz pozostawienia odłogiem innych dziedzin. Do tego uderzenia trzeba mieć w tych punktach ludzi absolutnie lojalnych, zaufanych, czasem nawet fanatyków. Kimś takim jest np. minister Fotyga, kimś takim jest też wiceminister Macierewicz. Z tego punktu widzenia Sikorski to osoba z całkiem innej bajki. Niezależna, z własnymi pomysłami, na dodatek otwarta na opinie spoza kręgu „dowództwa" partyjnego i niepodatna na naciski. Konflikt między wizją Braci a charakterem i sposobem działania Sikorskiego musiał wybuchnąć. W istocie istniał od samego początku jego pracy w rządzie, tak jak wirus, którego można być nosicielem przez wiele miesięcy, zanim wybuchnie choroba. Było jasne, że gdy Bracia dostaną do wyboru osobę kluczową z punktu widzenia swojej wizji naprawy państwa, jaką jest Macierewicz, albo osobę tej wizji nie odpowiadającą, jaką jest Sikorski, wybiorą tego pierwszego.
Żal po dymisji Sikorskiego bierze się stąd, że Bracia nie byli w stanie wziąć pod uwagę żadnych innych racji poza tymi najwęższymi, wynikającymi właśnie z przekonania o słuszności swojego planu. Że nie byli w stanie tego planu zrewidować, zmodyfikować tak, żeby było w nim miejsce dla ministra, który stanowił jeden z największych atutów tego gabinetu. A także z tego, że lepiej było mieć w rządzie Sikorskiego niż go nie mieć.
Jeśli mnie ktoś spyta, odpowiadam: tak, o wiele bliższy jest mi sposób uprawiania polityki przez Sikorskiego niż przez Kaczyńskiego. To wybór politycznego paradygmatu. I tak naprawdę o to w tym sporze chodzi, a nie o to wszystko, co wyszczekiwały psy Pawłowa.


Komentarze
Pokaż komentarze (44)