Jak była przyczyna kompletnie zaskakującej rezygnacji Ludwika Dorna - nie jest na razie jasne. Interesujące wydaje mi się wyjaśnienie, jakie przedstawił Bronisław Komorowski, mówiąc, że chodziło o przywileje dla służb mundurowych.
Wiem, że podwładni Dorna, odpowiedzialni za poszczególne segmenty służb, podlegające MSWiA, przekonywali go, aby przynajmniej zacząć przyglądać się tym przywilejom, o których skali większość Polaków nie ma nawet pojęcia. Obejmują one nie tylko policję, ale także Straż Graniczną i Państwową Straż Pożarną. Ich konstrukcja jest na dodatek taka, że zachęca do manipulacji, mających na celu wyciągnięcie dla siebie jak największych pieniędzy. To źródło dobrze zakorzenionych patologii. I za tę sprawę Dorn nie zdecydował się zabrać. Ale czy to był powód jego rezygnacji - to tylko spekulacja.
Bezsporne fakty są takie, że zrezygnowały dzisiaj (jak dotąd) dwie osoby: Andrzej Krawczyk, prezydencki doradca ds. zagranicznych, i Ludwik Dorn właśnie.
Znacznie mniejszy problem mam z oceną odejścia Krawczyka, zresztą spodziewaną od jakiegoś czasu. Podobno chodziło o oskarżenia o dawną współpracę ze służbami specjalnymi, ale Krawczyk w ogóle nie dawał sobie rady i jego dymisja to bardzo dobra wiadomość. Specjalista od Czech, słabo mówił po angielsku, co już samo w sobie jest w tej roli dyskwalifikujące. Bywało, że zaskakiwał prezydenta pomysłami tak dziwacznymi, że Lech Kaczyński potrafił zareagować dość gwałtownie. Przede wszystkim jednak szkodził wizerunkowi i polityce, prowadzonej przez prezydenta: zdając sobie sprawę z własnej słabości w dziedzinie, jaką mu powierzono, starał się blokować dostęp do Lecha Kaczyńskiego ludziom od siebie kompetentniejszym, niektórych z nich na dłuższy czas zniechęcając do prób dotarcia do prezydenta.
Na razie nie mówi się o kandydacie na następcę Krawczyka. Moim zdaniem spore są szanse, że jego miejsce zajmie od niedawna prezydencki doradca Marek Cichocki. Mając obok tej klasy eksperta, a przy tym świetnego znawcę problemów i mentalności niemieckiej, co jest dziś dla nas szczególnie ważne, prezydent nie powinien się nawet zastanawiać. Cichocki nie jest łowcą posad, ale jest też państwowcem, więc prezydentowi zapewne nie odmówi. Jego nominacja byłaby jednym z najlepszych posunięć personalnych Pałacu Prezydenckiego.
Co do Dorna, mam ambiwalentne odczucia. Dorn zachowywał się chwilami jak primadonna. Talentu do kontaktów z mediami nie miał za grosz. Jego pierwszy rzecznik (odwołany ledwo kilka tygodni temu) Tomasz Skłodowski był kompletną pomyłką. Prawdopodobnie także z tego powodu nie potrafił wypromować swoich osiągnięć. A przecież należy do nich na pewno choćby częściowe oczyszczenie struktur MSWiA z dawnych esbeków, którzy się tam podekowali lata temu. Pytanie, czy wystarczające.
Dobrym personalnym posunięciem było mianowanie szefem policji Marka Bieńkowskiego, człowieka spoza policyjnych układów.
Dorn miał z całą pewnością wizję, ale ta wizja zderzyła się z twardą rzeczywistością i w dużej części poległa wobec skomplikowanej, gigantycznej machiny ministerialnej. O braku działania w sprawie przywilejów płacowych i emerytalnych już pisałem. Nie udało się też np. ujednolicić struktur urzędów wojewódzkich. Ewidentnie chybiona była nominacja Marka Surmacza. W funkcjonowaniu policji, mimo wysiłków Bieńkowskiego, nie było widać znaczących zmian.
Mimo to szkoda mi odejścia Dorna, tak jak szkoda by mi było odejścia mi każdego ministra, który jest nie tylko kierownikiem resortu, ale na dodatek ma jakąś spójną koncepcję działania i jest w jakimś stopniu - byle nie za dużym - wizjonerem.
Rząd bez Sikorskiego i Dorna, za to z trzymającymi się (na razie, bo może się to zmieni - oby) Kalatą, Wiecheckim czy Polaczkiem. Jeśli to jest nowa jakość, to na pewno gorsza niż przedtem.


Komentarze
Pokaż komentarze (28)