Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha
130
BLOG

Kazimierza pryska czar

Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha Polityka Obserwuj notkę 29

Jedną z niezbędnych u polityka cech jest skuteczność. Z tego punktu widzenia trzeba uchylić kapelusza przed Jarosławem Kaczyńskim, który jednak większość swoich celów osiąga, choć faktycznie ma przeciw sobie wielką część mediów, opozycję w Sejmie i dużą część wyborców (inna sprawa, że często sam dba o to, żeby te wszystkie środowiska przeciw sobie nastawić).

Z drugiej strony mamy takich polityków jak Jan Rokita, umysł wybitny, ale kapryśny indywidualista, ostatnio bez znaczących sukcesów na koncie, choć wciąż walczący. Jednak skuteczności mu brakuje, a z hasła „Premier z Krakowa" ludzie śmieją się do dziś.

No i jest Kazimierz Marcinkiewicz, który na swoim blogu ogłosił, że rezygnuje z kandydowania na szefa PKO BP. Wiedział już zapewne, że i tak nie wygra. Dobrze przynajmniej, że zrezygnował teraz, zanim jego porażkę potwierdziła komisja konkursowa.

Mimo to mam narastające wrażenie kompletnej słabości byłego premiera, które każe mi zrewidować częściowo także mój wcześniejszy pogląd na jego temat. Dzisiaj na swoim blogu Marcinkiewicz jojczy, że był dobrze przygotowany, ale warunki mu nie pozwolą spokojnie pracować. Panie premierze, naprawdę kiedykolwiek spodziewał się Pan, że zostając prezesem PKO BP, stanie się Pan jednym z niezbyt kontrowersyjnych, merytorycznych prezesów, których nikt się nie czepia za polityczne mianowanie i koneksje? Wolne żarty.

W „Dz" z kolei Marcinkiewicz opowiada, że jest POPiS-owym politykiem, podobnie jak Jan Rokita. Znakomicie. Tylko że nic z tego nie wynika. Na razie realne skutki są takie, że rząd PiS bez Marcinkiewicza ma się mocno poparciem 25 proc. wyborców, b. premiera nie odnotowują już nawet w rankingach zaufania, a teraz ma wyjechać na zesłanie do EBOiR-u. Zaś od czasu swojego odejścia z rządu był kilkakrotnie przerzucany z miejsca na miejsce, nowy premier przestawiał go na swojej szachownicy jak chciał, pomiatał po prostu. Oczywiście, Londyn może się dla Marcinkiewicza stać Sulejówkiem, jak stał się dla HGW czy w innej dziedzinie dla JKB. Można to sobie wyobrazić zwłaszcza, jeśli PiS w trakcie kadencji Marcinkiewicza w Londynie straci władzę i potrzebna będzie nowa jakość. Lecz dzisiaj trudno mi w to uwierzyć. Nie potrafię sobie po prostu wyobrazić Marcinkiewicza działającego skutecznie.

Zaczynam się zastanawiać, czy Marcinkiewicz nie popełnił błędu w tym jednym momencie, kiedy mógł zadziałać ostro i energicznie, odmawiając podania się od dymisji na żądanie prezesa Kaczyńskiego. Pamiętam pożegnalne spotkanie z dziennikarzami przy Parkowej, gdzie na moje pytanie, czy nie warto było zaryzykować, odchodzący premier odpowiedział, że Polacy nie lubią tych, co burzą, dzielą i mącą i że na takim posunięciu tylko by stracił.

Dzisiaj można by spytać: a co zyskał, godząc się na warunki, jakie mu zaproponował prezes? Powszechnie lubiany, szarmancki, uprzejmy i rozsądny, na razie odchodzi już nawet nie na drugi, ale na trzeci czy czwarty plan. Przykro patrzeć.

No i kamyczek do naszego ogródka. Marcinkiewicz miał znakomity PR. Wielka w tym zasługa skutecznego w swojej dziedzinie Konrada Ciesiołkiewicza. I temu czarowi wszyscy ulegali. Dziennikarze także.

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj29 Obserwuj notkę

Oto naści twoje wiosło: błądzący w odmętów powodzi, masz tu kaduceus polski, mąć nim wodę, mąć. Do nieznajomych zwracamy się "pan", "pani".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (29)

Inne tematy w dziale Polityka