Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha
47
BLOG

Dorn vs. Kaczmarek, czyli priorytety premiera

Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha Polityka Obserwuj notkę 21

List Ludwika Dorna do Jarosława Kaczyńskiego jest bezprecedensowy. Wyraźnie emocjonalny w tonie - nic dziwnego, bo sam wicepremier należy do osób emocjonalnych; między wierszami można wyczytać rozżalenie i urażoną dumę „trzeciego bliźniaka", spostponowanego przez jego następcę na stanowisku szefa MSWiA. Czy Janusz Kaczmarek pozwoliłby sobie na tak otwartą krytykę wicepremiera i bliskiego towarzysza Braci, gdyby nie był pewien swojej mocnej pozycji, opartej na rosnącym statusie Zbigniewa Ziobry?

List Dorna to kolejne potwierdzenie mojej tezy, że głębszą, ogólną przyczyną jego dymisji była utrata specjalnej pozycji u boku Braci, a poszczególne konkretne powody były elementami tej układanki, przy czym żaden z nich nie byłby ostatecznie rozstrzygający sam w sobie.

Nigdy jeszcze w historii PiS nie było tak otwartego sporu między Jarosławem Kaczyńskim a jednym z jego absolutnie najbliższych współpracowników, z najbardziej wewnętrznego kręgu partii. Wydaje się, że wzmacniając pozycję Ziobry kosztem Dorna, premier nie do końca wziął pod uwagę charakter tego ostatniego, jego ambicję i usposobienie. Politycy są przecież tylko ludźmi, a Dorn - przyznać trzeba - ma prawo czuć się w tej sytuacji rozżalony.

Ciekawsze jednak od żalów Dorna jest, co ta sytuacja i zmiana oznacza. Jarosław Kaczyński musiał być naprawdę zdeterminowany, skoro postanowił poświęcić tak wiernego i lojalnego druha, jakim jest Dorn. (Bo nie wierzę w hipotezę, którą stawiali niektórzy komentujący w S24, że chodziło o pozbycie się potencjalnego konkurenta do przywództwa. Takiej akurat ambicji Ludwik Dorn nigdy nie miał.)

Wnioski wyciągam, niestety, raczej pesymistyczne.

Chodzi o „szarpnięcie cuglami" (choć to termin użyty po raz pierwszy bodaj przez Jana Rokitę w innym kontekście) w dziedzinie bardzo widowiskowej - walce z wielkimi patologiami, układami, mafiami. To jest aż nadto czytelne: MSWiA oraz policją zarządzać będą prokuratorzy, i to zajmujący się wcześniej właśnie takimi śledztwami.

Oczywiście walka z układami mafijno-politycznymi sama w sobie nie jest zła i nie można Kaczyńskiemu robić zarzutu z tego, że chce ją skuteczniej prowadzić. Można mu natomiast robić zarzut z tego, że wokół tej kwestii zostaną skoncentrowane wszystkie wysiłki rządu lub choćby tylko MSWiA i policji.

Nie znam prokuratora Kornatowskiego. Zakładam, że w swojej dziedzinie jest dobrym fachowcem. Nie przywiązuję także wagi do biadoleń policyjnych związków zawodowych, ponieważ zawsze uważałem, że jedyny sposób na to, żeby policję zreformować, to postawić na jej czele cywila. Jednak policja ma wypełniać także wiele innych celów. Badania Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości od lat pokazują, że na poczucie bezpieczeństwa obywateli stosunkowo mały wpływ mają wielkie śledztwa przeciwko mafiom i układom. Najbardziej liczy się obecność policji na co dzień w naszym najbliższym otoczeniu. Bill Bratton, stanąwszy na czele NYPD, nie oczyścił Nowego Jorku z mętów i bandytów dzięki wielkim śledztwom korupcyjnym, ale dzięki mozolnej, codziennej policyjnej robocie i np. wyłapywaniu kieszonkowców albo natrętów, oferujących na skrzyżowaniach przecieranie szyb samochodów brudną szmatą. Czy prokurator Kornatowski został postawiony na czele policji po to, żeby usprawniać jej działalność w tym kierunku? Wątpię. Trójkąt Ziobro-Kaczmarek-Kornatowski jest aż nadto czytelny.

Skuteczne zreformowanie choćby tylko tej jednej dziedziny działalności państwa, jaką jest sposób pracy policji - czyli przebudowanie jej tak, aby efektywnie realizowała ten najbliższy obywatelom cel - wymagałoby olbrzymiej roboty systemowej, czyli właśnie tego, w czym ten rząd jest porażająco słaby. Znacznie łatwiej ręcznie pilnować i sterować kilkoma czy kilkunastoma spektakularnymi śledztwami.

Wracam do tej samej argumentacji, którą przedstawiłem kilka miesięcy temu w S24: Jarosław Kaczyński skupia się na działaniach, które - nawet jeśli zgodzimy się, że są niezbędne dla modernizacji kraju - same w sobie jej na pewno nie zapewnią. Prawdopodobnie premier zdaje sobie sprawę, że rzeczywistej modernizacji nie uda mu się już przeprowadzić: brak ludzi, solidnych planów i czasu, bo pora na serio walczyć o utrzymanie poparcia - stawia więc na to, co może przynieść najbardziej widoczne sukcesy oraz zaspokoić tych zwolenników PiS, którzy gotowi się od tej partii odwrócić, uznając, że nic nie robi. Grupa wyborców, która przyczyny wszelkich nieszczęść doszukuje się jedynie i wyłącznie we wszechobecnym Układzie, z pewnością ucieszy się, gdy kilkunastu lub kilkudziesięciu jego domniemanych przedstawicieli wyląduje przed sądem.

Tylko czy od tego będziemy mieć lepsze, trwalsze, nowocześniejsze instytucje? Czy od tego obniżą się i uproszczą podatki? Polepszy się infrastruktura? Czy do tego wzrośnie nasze znaczenie w Unii? Oczywiście - nie. Powtarzam: to powinien być jeden z elementów układanki - co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości - ale na pewno nie element centralny, a już z całą pewnością nie jedyny.

Niestety, moim zdaniem manewry wokół Dorna i MSWiA oraz policji wskazują na to, że plan Jarosława Kaczyńskiego jest dokładnie odwrotny.

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj21 Obserwuj notkę

Oto naści twoje wiosło: błądzący w odmętów powodzi, masz tu kaduceus polski, mąć nim wodę, mąć. Do nieznajomych zwracamy się "pan", "pani".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (21)

Inne tematy w dziale Polityka