Dzień z życia wykuwanej w bólach IV RP.
CBA organizuje swoją pierwszą propagandową akcję.
Jak najdalszy jestem od tego, żeby bronić lekarskiej mafii. Z łatwością mogę uwierzyć, że dr G. wymuszał łapówki, choć z udowodnieniem „zbrodni popełnienia zabójstwa", jak to precyzyjnym językiem kodeksowym określił Mariusz Kamiński, może być ciężko.
Tylko że w normalnie zorganizowanym państwie takiego lekarza zatrzymałaby po prostu policja, a nie specjalnie zorganizowana za grube miliony formacja w eleganckich kurteczkach i z glockami przy pasie, o których gliniarze na ogół mogą tylko pomarzyć, bo w wielu jednostkach mają wciąż zacinające się P-64. Chyba że za własne pieniądze kupią sobie lepszą broń.
CBA to przykład strategii, o której ostatnio pisałem. Łatwiej jest stworzyć z grupki zaufanych ludzi nową formację do ręcznego sterowania najbardziej spektakularnymi sprawami niż porządnie, systemowo naprawić aparat ścigania. Poza tym sukces policji będzie widziany przez większość właśnie jako sukces policji jako instytucji w dużym stopniu autonomicznej, a sukces CBA będzie sukcesem PiS.
Występ Mariusza Kamińskiego i Zbigniewa Ziobry na konferencji prasowej był żenujący. Jedna rzecz, której minister Ziobro powinien unikać, to wygłaszanie mających chwytać za gardło fraz o „ludziach pozbawianych nadziei" itp., bo to mu po prostu nie wychodzi.
CBA musi jakoś dowieść celowości swojego istnienia, choć są to próby beznadziejne, bo gołym okiem widać, że to służba niepotrzebna, dublująca zadania CBŚ, prokuratury, policji i ABW. Czekam tylko, aż po zmianie układu sił tę kosztowną zabaweczkę Braci dostaną w swoje ręce ich dzisiejsi polityczni rywale. Oj, będzie się działo! Tymczasem poczekajmy, ile spośród dziś ogłaszanych zarzutów wobec dr. G. ostanie się przed sądem.
Proszę zwrócić uwagę, jakim językiem o sprawie G. mówiły „Wiadomości" TVP. Nagranie można sobie ściągnąć ze strony www.tvp.pl. Jeśli to jest sposób, w jaki telewizja publiczna ma przekazywać informacje i mówić o faktach, to ja jestem bin Laden.
„Gigantyczna afera w szpitalu" - czy gigantyczna, to może do oceny pozostawić widzom lub ewentualnie komentującym?
„Szokuje liczba postawiony zarzutów" - kogo szokuje? Dorotę Gawryluk? A jeśli kogoś nie szokuje, to co? Złym człowiekiem jest?
„Światło dzienne ujrzały informacje mrożące krew w żyłach" - komu? Łukaszowi Słapkowi? A może prezesowi Wildsteinowi?
„Zarzuty okazały się zaledwie wierzchołkiem góry lodowej brudnych interesów lekarza".
Czy ktoś tu kiedyś wspominał o standardach BBC? Wolne żarty.
***
Zatem CBA ogłasza wielki sukces - zatrzymanie jednego skorumpowanego lekarza. Po bodaj pół roku od uruchomienia Biura.
Tymczasem jeden z największych przekręciarzy ostatnich kilkunastu lat, Henryk Stokłosa, jakoś, niech go gęś kopnie, nie daje się złapać. To znaczy - nawet go złapano, ale okazuje się, że to nie był on, tylko jego sobowtór. A teraz zniknęła nawet jego żona. Ale jest postęp: nowy minister Kaczmarek już wie, że w styczniu Stokłosa był w Niemczech. Brawo. Za kolejne pół roku nasze organa posiądą wiedzę, że były senator był widziany w Kolumbii, potem na Bahamach, a potem na Karaibach. A na koniec teleskop Hubbla wypatrzy go na Księżycu.
W tym czasie CBA dopadnie skorumpowanego urzędnika z urzędu gminy w Pcimiu Dolnym oraz skorumpowanego stróża parkingowego z Sandomierza. Po czym Mariusz Kamiński wyda Białą Księgę o sukcesach Biura.
***
Posłowie PO zaprosili na spotkanie Władysława Bartoszewskiego. Bartoszewski był bardzo taktowny - starał się nie mówić przykrych rzeczy o pani pseudominister Fotydze.
Mówił za to (cytuję za PAP-em): „Polska mogłaby przez umiejętną politykę sprawić, by Paryż i Berlin rozumiały, że ich pierwszy sojusznik jest w Warszawie. [...] Ale to są bardzo obliczalni i zimni gracze i nie potrzebują sojuszników niepewnych, niestabilnych, nieobliczalnych, histerycznych, niekompetentnych".
I jeszcze: „Prowincjonalizm chroni dziewictwo polityczne, ale nie jest dobrą bronią w kreatywnej polityce. Bronią kreatywną może być posiadanie programu europejskiego, który Niemcy rozumieją".
No, ale prof. Bartoszewski nie jest już swój, od kiedy podpisał słynny list byłych ministrów s.z. Popadł w niełaskę Braci, zdradził i z dnia na dzień przestał być autorytetem. Dlatego niech sobie tam gada dziadziuś, co chce, a my robimy swoje.
***
Kolejny historyczny i wiekopomny sukces na miarę bitwy pod Grunwaldem: ukonstytuowała się komisja ds. solidarnego państwa. Teraz, panie, będzie już tak solidarnie, że hej! Zwłaszcza że na jej czele stanął niezłomny bojownik o solidarność wszystkich ze wszystkimi, znany z lotności umysłu i niedościgłych kompetencji były minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel.
Minister Jurgiel pozostał mi w pamięci zwłaszcza w związku ze swym słynnym stanowczym wystąpieniem na europejskim forum, gdy nie podjął negocjacji z unijnymi partnerami, tłumacząc, że on jako Polak swoją godność ma i nic tu negocjował nie będzie. (Złośliwi twierdzili, że minister po prostu nie bardzo umiał się odnaleźć w Brukseli, ale to tylko wstrętne pomówienia.) A przypominam, że było to jeszcze w czasie, gdy MSZ nie kierowała znana z podobnej postawy żelazna, by nie rzec: betonowa dama, Anna Fotyga. Tak więc prekursorem twardej linii w polityce wobec Unii i wszystkich w ogóle był właśnie Krzysztof Jurgiel. Może walnąć by mu jakieś popiersie w holu MSZ?
***
I tak się to wesoło plecie.
Wiem - za moment pojawią się poniżej komentarze, mówiące o tym, że:
a) niechybnie jestem agentem, najpewniej moskiewskim lub moskiewsko-niemieckim, jako że pracuję w gazecie wydawanej przez niemieckie wydawnictwo, a poza tym robiłem dla WSI;
b) czego by Bracia nie zrobili, zawsze ich skrytykuję i nic mi się nie podoba;
c) istnienie CBA w niczym nie przeszkadza i nie ma nic wspólnego ze złapaniem Stokłosy, a Mariusz Kamiński to człowiek kryształ, któremu do pięt nie dorastam;
d) Polskę trzeba oczyścić z brudów i mogą tego dokonać tylko Bracia, a ja się czepiam, nic nie rozumiem i w ogóle głupi jestem;
e) jak śmiem sobie kpić z minister Fotygi i posła Jurgiela;
f) Donald Tusk jest odrażającym sprzedawczykiem (choć o Tusku ani słowa nie było);
g) prof. Bartoszewski wcale nie jest żadnym profesorem, a na dodatek chodzi na niemieckim pasku;
h) moja pisanina jest na poziomie Urbana;
i) etc., etc., etc.
Wiem, ten wpis to nie jest żadna poważna analiza ani nawet poważny komentarz. Jest to komentarz całkowicie niepoważny i natrętnie złośliwy. Czasem po prostu inaczej się nie da. I się nie chce.
Życzę miłego dnia.


Komentarze
Pokaż komentarze (73)