Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha
103
BLOG

O CBA na poważnie

Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha Polityka Obserwuj notkę 45

Siłą rzeczy dyskusja pod ostatnim moim wpisem skoncentrowała się na Centralnym Biurze Antykorupcyjnym. Sprawa jest ciekawa i symptomatyczna dla sposobu zarządzania państwem przez PiS, więc postaram się dokładniej i poważniej wyjaśnić moje stanowisko.

Jedna uwaga na początek: wielu komentujących zwracało mi uwagę, że to wcale nie pierwsza akcja CBA. Żaden z nich nie zauważył jednak, że nie napisałem: „to pierwsza akcja CBA", ale: „to pierwsza propagandowa akcja CBA". Wcześniejsze bowiem, które CBA faktycznie przeprowadzało, nie miały tego propagandowego wymiaru.

Jeśli idzie o powołanie samego CBA, rozumiem argumenty za i uważam je za poważne. Najważniejsze z nich są takie:

1. Korupcja jest w Polsce na tyle poważnym problemem, że potrzebna jest specjalna instytucja nią się zajmująca.

2. Taka instytucja musi zostać utworzona od zera z nowych, sprawdzonych ludzi, żeby uniknąć balastu wątpliwych powiązań i układów.

3. Nawet jeżeli przyjąć, że w stanie idealnym korupcją powinny się zajmować już istniejące instytucje, przede wszystkim policja, to w świecie realnym nie są one zdolne robić tego skutecznie. A w takim razie powołanie CBA, choćby tylko do czasu naprawienia tychże instytucji, jest zasadne.

Jest to logiczne i trzyma się kupy. Rozumiem stanowisko tych, którzy są zwolennikami istnienia CBA, a że jestem także zaprzysięgłym przeciwnikiem korupcji w każdej formie (o czym zresztą pisałem, a co wtedy niektórzy wykpiwali - mam nadzieję, że nie było wśród nich tych, co teraz spierają się ze mną o CBA), więc z każdego złapanego łapówkarza - obojętnie, kto go schwyta - będę się cieszył.

Co nie znaczy, że wobec samego CBA nie jestem krytyczny. Tak jak pisałem, istnienie tej instytucji uważam za niepotrzebne, a nawet, w pewnym sensie, szkodliwe.

Odrzucam na początek argument, że skoro opowiadam się za walką z korupcją, to muszę popierać istnienie CBA. Wyobraźmy sobie, że na Placu Konstytucji podpity menel demoluje przystanek. Kto mieszka w stolicy wie, że takie menelstwo to poważny problem. Żeby ująć menela, z całego miasta zjeżdża się Straż Miejska, policja wysyła pododdział antyterrorystów, skota i kompanię prewencji, do lotu podrywa helikopter. Na dachach instalują się policyjni snajperzy. Cały plac zostaje obstawiony i wyłączony z ruchu. Menel zostaje schwytany i obezwładniony.

Czy jestem za eliminowaniem z ulic podpitych meneli? Jasne. Czy cieszyłbym się, że jest o jednego menela na ulicy mniej? Oczywiście. Ale przecież to nie znaczy, że nie miałbym skrytykować władz za użycie całkowicie nieadekwatnych środków do uporania się z jednym pijaczkiem.

Korupcja jest jednym z najpoważniejszych polskich problemów. Jednak walka z korupcją musi mieć wymiar systemowy. Co to znaczy? W skrócie - eliminowanie przyczyn, a nie jedynie objawów. Przykład już wiele razy przeze mnie podawany: uznaniowość urzędniczych decyzji. Rząd, który myśli na serio o walce z korupcją, powinien ogłosić rozpoczęcie prac nad rewizją prawa administracyjnego tak, żeby wyeliminować tkwiące w nim przyczyny korupcji. Potrzebne by były konsultacje z przedsiębiorcami, z NGO-sami, przyjrzenie się krajom, gdzie korupcja jest najmniejsza i skorzystanie z ich doświadczeń. Czy słychać o czymś takim? Nie, ani słowa.

Drugi przykład: jedną z najpoważniejszych broni przeciwko korupcji jest przejrzystość. Najlepszym dziś sposobem na jej zwiększenie jest wprowadzenie jak największej liczby procedur, w tym przetargowych, do Internetu. To nie eliminuje oczywiście całkowicie możliwości korupcji, ale je bardzo redukuje. Czyli powinniśmy słyszeć o programie informatyzacji administracji i o tym, że w konkretnym terminie większość procedur administracyjnych i przetargowych zostanie przeniesiona do sieci. Czy słyszymy? Owszem - o kolejnych opóźnieniach w realizacji i tak mało ambitnego programu częściowej informatyzacji.

CBA mogłoby być dobrym dodatkiem do reformy systemowej. Ale nie może być jej jedynym składnikiem, bo to nie jest żadna reforma, ale pokazówka. PiS obiecywał, że będzie walczył z korupcją. Działania, jakie opisałem wyżej, wymagałyby poważnej pracy nad programem, trwałyby dość długo i byłyby mało efektowne. Skutki widać by było dopiero po jakimś czasie, ale za to byłyby to skutki trwałe.

CBA stworzyć stosunkowo prosto, a i łatwo pokazać gawiedzi, że coś się robi, przeprowadzając dwie czy trzy spektakularne akcje, z bronią na wierzchu. To oczywiście wywiera jakiś skutek prewencyjny, ale nie przeceniajmy go: to nie jest zmiana systemowa. Setki tysięcy łapówkarzy będzie nadal robić swoje po prostu dlatego, że będzie nadal istnieć możliwość, a oni będą myśleć, że im się wpadka nie zdarzy.

Jednym z podstawowych założeń, z jakich wychodzę, jest, że każdy rząd ma ograniczone zasoby - finansowe, ludzkie, czasowe i każde inne. Żaden nie zrobi wszystkiego. W jakimś sensie to jest gra o sumie zerowej: skupienie się na jednym priorytecie oznacza, że innym sprawom poświęca się mniej zasobów. Jeśli wkłada się wysiłek i koncentruje uwagę na stworzeniu CBA, to oznacza, że mniej zasobów zostaje przeznaczonych na załatwianie tego samego problemu przez inne instytucje - np. policję.

Dlaczego policja byłaby tu lepsza, choćby poprzez powołanie specjalnych wydziałów do walki z korupcją, tak jak istnieją wydziały do walki z przestępczością zorganizowaną? Ponieważ jest strukturą dużo większą, a więc z większą inercją, trudniejszą do opanowania i politycznego wykorzystania. CBA jest skonstruowane w taki sposób, że zostanie bez trudu przejęte przez każdą kolejną siłę polityczną. Mogę wierzyć w uczciwość Mariusza Kamińskiego, ale jestem na sto procent pewien, że gdyby do władzy doszedł np. LiD, nie rozwiązałby CBA, tylko zmienił całkowicie jego obsadę (co jest banalnie proste - wystarczy zajrzeć do ustawy o CBA) i natychmiast zaczął wykorzystywać do walki z politycznymi przeciwnikami.

Policję zawłaszczyć jest znacznie trudniej. Trzeba wymienić nie kilkanaście osób, ale kilka tysięcy. Wielką machinę jest trudniej przekierować na inny tor niż małą.

Że policja nie umie skutecznie zajmować się sprawami korupcyjnymi? Zgoda - dzisiaj nie umie. I dlatego należałoby ją zmieniać tak, żeby umiała, choćby przez powołanie wspomnianych wydziałów. Utworzenie CBA sprawia, że nie ma żadnego impulsu (a i zasobów już brak, bo przecież wielu speców właśnie od korupcji trafiło z policji do CBA), aby ją w tę stronę zmieniać.

Mam też poważne wątpliwości co do sprawności samego CBA, takiego, jakim jest dzisiaj, i co do chęci zajmowania się codzienną, drobną korupcją. Skoro CBA zostało powołane jako instrument pokazowy - a nie mam co do tego wątpliwości - mający udowadniać, że PiS realizuje jedną z przedwyborczych obietnic, to czy w jego interesie jest zajmowanie się korupcją w Pindulewie Mniejszym? Raczej nie. A jednocześnie, wobec faktu istnienia CBA, policja i inne służby będą się czuć zwolnione z obowiązku aktywnego działania w takich sprawach. Powiedzą: „A idź pan z tym do CBA". A w CBA skargi małych obywateli zalegną na miesiące i lata w jednej z szuflad.

Zatem - bilans nie jest taki jednoznaczny, ale w mojej opinii jednak na minus. Nie wierzę po prostu, aby samo istnienie CBA cokolwiek zmieniło, a uważam, że po jego powołaniu obecna władza czuje się już usprawiedliwiona i zwolniona z konieczności przeprowadzenia systemowych zmian antykorupcyjnych, na które zresztą nie miała nigdy pomysłu.

Ani ochoty. Niosłyby one bowiem z sobą i tę dla niej niedogodność, że ograniczałyby możliwości ręcznego sterowania w wielu dziedzinach. A to jest sprzeczne z koncepcją sprawowania władzy, jakiej zwolennikiem jest Jarosław Kaczyński.

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj45 Obserwuj notkę

Oto naści twoje wiosło: błądzący w odmętów powodzi, masz tu kaduceus polski, mąć nim wodę, mąć. Do nieznajomych zwracamy się "pan", "pani".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (45)

Inne tematy w dziale Polityka