Premier zapowiedział, że w sprawie obwodnicy w dolinie Rospudy odbędzie się lokalne referendum. Ekolodzy kontrują, że powinno się odbyć w całym kraju, bo Rospuda do dobro narodowe.
Premier znalazł z sytuacji bardzo sprytne wyjście - i na dodatek słuszne. Czy może być lepsza podstawa do podjęcia tak kontrowersyjnej decyzji niż wola ludzi? Oczywiście ktoś mógłby powiedzieć, że premier doskonale wie, jaki będzie rezultat referendum - w okolicy wszyscy niemal są za jak najszybszą budową obwodnicy. Jasne, że premier wie, jaki będzie wynik. I co to zmienia? Jarosław Kaczyński sięga po podstawowy argument w demokracji - wolę ludzi. Ma do tego pełne prawo.
Argument ekologów, żeby przeprowadzić referendum w całym kraju, jest nielogiczny i bałamutny. Pomijam już horrendalne koszty (no, chyba że Greenpeace jest gotów to referendum w całości sfinansować). Ale z logicznego punktu widzenia, jeśli dolina Rospudy ma znaczenie ponadregionalne, to czemu miałoby się ono zatrzymać na polskiej granicy? Czemu nie mieliby się wypowiedzieć także np. Niemcy? A skoro i Niemcy, to może i Holendrzy, a także inni obywatele UE i państw do niej nie należących? W ten sposób możemy dojść do referendum globalnego. Co oczywiście nie ma sensu.
Największe prawo do podejmowania decyzji mają ci, których ona bezpośrednio dotyczy, czyli mieszkańcy Podlasia. W przypadku tego typu inwestycji to normalna praktyka.
Ekolodzy mieli nawet na samym początku część mojej sympatii w tym sporze, niewielką co prawda, ale jednak. Stracili ją szybko, pokazując, że mają gdzieś bardzo realne i konkretne potrzeby miejscowych. Że nic ich nie obchodzą kolejne wypadki i gehenna, jaką codziennie przeżywają augustowianie, czekający po 10 minut, żeby przejść przez ulicę.
Protestujący w dolinie Rospudy to ekolodzy hobbyści. Tak jak istnieje kawiorowa lewica, tak istnieje i kawiorowa ekologia. Na kilka dni urwali się ze swoich wygodnych domów, większość zapewne w stolicy, żeby zamieszkać na drzewach. Augustowianie muszą od lat żyć obok pędzących TIR-ów. Doskonale rozumiem ich złość na ekologicznych pięknoduchów.
Znajomy - zresztą redaktor mocno lewicowego pisma - opowiadał mi niedawno, że jego z kolei kolega, ekolog, ale mieszkający w Augustowie, jest całym sercem za budową obwodnicy. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ekolodzy na drzewach są znacznie bardziej empatyczni w stosunku do bobrów i ptaków niż ludzi. Co, moim zdaniem, nie wystawia im najlepszego świadectwa.
Mieszkańcy Augustowa są zresztą w tym sporze na wyjątkowo niesprawiedliwej pozycji. Bo tak naprawdę winę za całe zamieszanie ponoszą urzędnicze ćwoki, które wyznaczyły taką, a nie inną trasę obwodnicy. Jej planowany przebieg to nie wina ludzi z Augustowa, ale gdyby wygrali ekolodzy, to właśnie augustowianie ponieśliby karę za nie swoją winę w postaci kilku lub kilkunastoletniego opóźnienia w budowie drogi. Na to nie zasłużyli.
***
A przy okazji - pan prezydent jest wobec budowy sceptyczny, jego małżonka wprost jej przeciwna. Ciekawe jak ten rozdźwięk między premierem a prezydentem interpretują fanatyczni zwolennicy PiS-u. Który z Braci zdradził - prezydent czy premier? Który chodzi na pasku „GW"? Chyba prezydent, skoro wtóruje Adamowi Wajrakowi. A może prezydent po prostu z tą sytuacją sobie nie poradził? Ale takie ujmowanie sprawy to także zdrada - Bracia są przecież bezbłędni.
Nie wiem, jak fanatyczni pisofile godzą w swoich umysłach takie okoliczności. Może udają, że nic się nie dzieje?


Komentarze
Pokaż komentarze (32)