Ostatnio z moim blogiem pożegnał się jeden z najaktywniejszych komentujących w S24. Cieszy mnie to, ponieważ była to osoba nie będąca uczciwym dyskutantem, a jedynie sprawnym użytkownikiem chwytów erystyki. Ktoś taki może zepsuć najlepszą dyskusję i zmusić oponenta do odpowiadania na niekończące się zaczepki, kompletnie już niezwiązane z meritum. Jedyny sposób na uratowanie debaty to takiego kogoś z niej usunąć.
Ponieważ wiele osób wydaje się nie wiedzieć lub nie pamiętać, jakie są różnice między prawdziwą sztuką argumentowania a erystyką, więc postanowiłem je przypomnieć - także po to, żeby można było chwytów erystycznych unikać, nie tylko na moim blogu, ale też w jakiejkolwiek innej dyskusji. Odwołam się oczywiście do słynnego dziełka Artura Schopenhauera (które ktoś życzliwy umieścił w sieci w skondensowanej formie tutaj). Polecam lekturę - wielu z Państwa może się mocno zdziwić, jakim trikom drugiej strony dotąd we wszelkich dyskusjach ulegało.
Ustalmy najpierw - bo definicji, zbliżonych, ale jednak lekko rozbieżnych - jest kilka, że erystyka to sztuka prowadzenia sporu za pomocą środków retorycznych tak, żeby wygrać go przed publicznością wszelkimi sposobami (per fas et nefas) i absolutnie niezależnie od prawdy, a nawet samego przedmiotu sporu. Zatem temu, kto walczy środkami erystycznymi, z definicji nie chodzi o dojście do żadnego porozumienia, a jedynie o pognębienie przeciwnika i zniszczenie go.
Oto kilka podstawowych przykładów chwytów erystycznych.
W dyskusji o plagiatach Elizy Michalik ktoś pisze: „Przecież plagiat to nie zbrodnia". Rzetelny dyskutant skupiłby się na tym stwierdzeniu. Napisałby np.: „Może i nie zbrodnia, zwłaszcza w sensie prawnym, ale przecież złamanie zasad etyki. Powstaje zatem pytanie, jaka sankcja jest tutaj właściwa. Ja uważam..." - itd.
Nasz spec od erystyki pisze natomiast: „Jasne, nie zbrodnia, tylko powód do chwały!". Co tu mamy? Erystyk wziął stwierdzenie oponenta i rozwinął je tak, żeby stało się absurdalne i niemożliwe do zaakceptowania, za jednym zamachem wykpiwając i oponenta, i jego tezę. Z dyskusją o istocie sprawy nie ma to oczywiście nic wspólnego.
Oczywiście - przy bliższym przyjrzeniu się widzimy, że oponent nie pochwala plagiatu, twierdzi tylko, że nie jest zbrodnią. Ale to dla erystyka nie jest ważne. Oponent musi teraz, zamiast skupić się na przedmiocie debaty, prostować twierdzenia erystyka, które wypaczają jego własne. Jeśli erystyk jest sprawny i ma czas, może w taki lub inny sposób „ustawić sobie" niemal każde zdanie z czyjegoś wywodu, zmuszając oponenta do nieustającego prostowania i w ten sposób kanalizując jakąkolwiek merytoryczną debatę.
Drugi przykład. W tekście o akcji CBA w szpitalu MSWiA napisałem, że była to „pierwsza propagandowa akcja CBA". Czyli - pierwsza w takiej skali relacjonowana przez media za sprawą aktywności samego CBA i wykorzystana do promocji Biura (tak przynajmniej ja rozumiem słowo „propagandowa"). W merytorycznej dyskusji można by wskazać mi błąd, pisząc, że CBA już wcześniej reklamowało jakieś swoje działania. Zapewne doszlibyśmy z oponentem do wniosku, że sprawa tego, czy akcja jest propagandowa czy nie to kwestia naszej subiektywnej oceny tego, czym charakteryzuje się akcja propagandowa. I każdy pozostałby przy swoim zdaniu.
Ale erystyk postanawia pominąć słowo „propagandowa" i pisze o kłamstwie, ponieważ nie jest to w ogóle pierwsza akcja CBA. Gdy pod moim następnym wpisem erystyk wraca do tematu (też zresztą metoda erystyczna: uparcie piłować sprawę, którą się sobie wcześniej dogodnie ustawiło, choć dyskusja jest już o czym innym), zwracam w końcu jego uwagę na widniejące w tekście od początku słowo „propagandowa". Czytam w odpowiedzi: „A jednak uznał pan, że warto się trochę powykręcać. Wczoraj nie było warto a dziś już tak... Może wczoraj nie było pomysłu na w miarę sensowny wykręt?".
Co my tu mamy? Po pierwsze - erystyk nazywa wyjaśnienie wykrętem. Wykręt to słowo nacechowane negatywnie, więc od razu deprecjonuje oponenta. Czy erystyk nie widzi, że wspomniane zdanie broni się samo? Oczywiście, że widzi. Ale - powtarzam i podkreślam - jego celem jest pognębienie przeciwnika, a nie dyskusja.
Po drugie - stosuje w jednym zdaniu ironię i argument ad personam („Może wczoraj nie było pomysłu na w miarę sensowny wykręt?"). Powtarza słowo „wykręt" i sugeruje, że oponent ma problemy nawet z wykręcaniem się, a co dopiero z argumentowaniem.
Przy bliższej analizie widzimy, że - po pierwsze - zdanie o „pierwszej propagandowej akcji" jest jasne, a erystyk rozpętuje awanturę całkiem obok przedmiotu sporu. Po drugie - uznaje za rzecz oczywistą (także chwyt erystyczny), że wyjaśnienie oponenta jest zwykłym „wykrętem", przy okazji deprecjonując jego samego. Po trzecie - niezamierzenie przyznaje, że „wykręt" jest sensowny, a zatem logiczny i spójny. Czyli - nie jest wykrętem.
Ale erystyk osiągnął swój cel: odwrócił uwagę od istoty sporu, skierował go na boczny tor, ustawił sobie przeciwnika i efektownym popisem zyskał poklask najwierniejszej części publiczności.
W ogóle ustawianie sobie przeciwnika i jego tez należy do metod najczęściej stosowanych przez salonowych erystyków. Ogólnie rzecz biorąc, polega to na takim cytowaniu, interpretowaniu, przekręcaniu stawianej tezy - choćby była najjaśniej wyrażona - żeby było z nią najłatwiej walczyć, a częściej - wykpić. To samo dotyczy ustawiania przeciwnika - skoro przeciwnik jest taki i taki, stąd i stąd, pracuje tu i tu, to siłą rzeczy jego teza nie może być nic warta i po prostu nie warto się nią zajmować.
Gdybym miał w rozprawce Schopenhauera wskazać chwyty, najczęściej używane przez tutejszych erystyków (odwołuję się do skrótu tekstu, do którego link umieściłem wyżej), byłyby to sposoby numer 1, oczywiście numer 8, numer 11, 12, 14, 16, 18, 20, 27, 28, 29 (szczególnie chętnie!), 31, 32, 37, niektóre elementy sposobu numer 6. No i oczywiście sposób 38 - argumentum ad personam.
Jasne - w ferworze dyskusji nie da się całkowicie wyeliminować nieuczciwych chwytów. Rzecz w tym, że jedni używają ich z rozpędu, nieświadomie, bez złości i nie po to, aby oponenta pognębić. Inni - wręcz przeciwnie. Ci drudzy są, moim zdaniem, w każdej debacie skrajnie szkodliwi i należy ich z niej eliminować.


Komentarze
Pokaż komentarze (91)