Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha
110
BLOG

Wildstein nie dorósł do Kwiatkowskiego

Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha Polityka Obserwuj notkę 33

Kiedy w maju ubiegłego roku Bronisław Wildstein został prezesem TVP, portal Medialink.pl poprosił mnie o komentarz. Napisałem, co następuje.

 

Powołanie Bronisława Wildsteina na stanowisko prezesa TVP budzi we mnie ambiwalentne odczucia. Nie ma wątpliwości co do tego, że Bronisław Wildstein jest osobą bardzo kompetentną - autentycznym profesjonalistą. Myślę, że pod tym względem poradziłby sobie na tym stanowisku bardzo dobrze.

Na pewno niektórzy będą teraz przekonywać, że Wildstein będzie Kwiatkowskim à rebours. Mylą się - telewizja według Wildsteina byłaby na pewno diametralnie inna niż ta z czasów Kwiatkowskiego. Inna to w tym wypadku znaczy znacznie lepsza. Choćby dlatego, że Wildstein miałby pomysły ciekawsze i lepsze jakościowo. Sądzę, że dużą wagę przywiązywałby do części programu, należącej do misji telewizji publicznej. Nie wyobrażam sobie również - podobnie jak zapewne każdy, kto Bronisława Wildsteina zna - aby był on równie dyspozycyjny wobec PiS, jak Kwiatkowski był wobec SLD. Co nie znaczy, że będzie całkowicie odporny na sugestie płynące z kręgu Jarosława Kaczyńskiego. Ale taka zależność jest wpisana w zasady, na jakich funkcjonuje TVP i na jakich powoływane są jej władze.

Byłaby to również telewizja inna niż za Jana Dworaka, bo z pewnością dałoby się zauważyć przechył na prawo.

Główne moje wątpliwości dotyczą osobistych przymiotów Bronisława Wildsteina. To typ człowieka walczącego. Gdy ktoś nie zgadza się z jego poglądem, może się spotkać z bardzo ostrą reakcją. Wildstein nie jest na pewno mediatorem. Z pewnością firmą będzie zarządzał w autorytarnym, bezkompromisowym stylu. Nie są to, moim zdaniem, cechy pożądane u osoby, mającej kierować wielką instytucją. Nie chodzi o to, żeby kapitulować przed zastanym układem, który faktycznie wymaga co najmniej rozluźnienia. Jednak prezes instytucji takiej jak TVP powinien umieć dążyć do celu spokojnie, bez awantur, czasem ustępując. Tego, w mojej opinii, Bronisław Wildstein nie będzie potrafił.

Najbardziej jednak martwi mnie, że TVP wciąż jest przez kolejne rządy traktowana jak polityczny łup. Jest oczywiste, że Wildstein nie objąłby stanowiska bez zgody i poparcia Jarosława Kaczyńskiego. Kaczyński zaś, moim zdaniem naiwnie, wyobraża sobie, że gdy na czele TVP umieści osobę ewidentnie przychylną PiS (ton komentarzy Bronisława Wildsteina w ostatnich miesiącach jest niemal bez wyjątku wobec PiS całkowicie bezkrytyczny), to w magiczny sposób zjedna sobie wszystkich Polaków. TVP jako łup polityczny będzie jednak funkcjonować zawsze, dopóki będzie istnieć państwowa telewizja. Ja uważam, że takiej telewizji w ogóle być nie musi. Nominację Bronisława Wildsteina traktuję w sumie jako kolejny argument za całkowitą prywatyzacją TVP i odejściem od bezzasadnego dogmatu konieczności istnienia telewizji publicznej.

 

Ciekawie dziś do tamtego komentarza wrócić. Co się sprawdziło, a co nie?

Telewizja Wildsteina z całą pewnością nie była telewizją Kwiatkowskiego à rebours. Była bez porównania bardziej wyważona. Brakowało chyba ciekawych, nowych pomysłów; w każdym razie było ich za mało. Jedno wyraźnie dawało się zauważyć: położenie dużo większego niż poprzednio nacisku na historię, pamięć, tradycję. Mnie się to podobało - dopiero wtedy uświadomiłem sobie, jak mało było takich akcentów za poprzednich prezesów. Powstało kilka znakomitych i potrzebnych teatrów TV, takich jak „Śmierć rotmistrza Pileckiego"; „Wiadomości" poświęcały wiele miejsca rocznicom i historii. Chciałbym, żeby ta tendencja pozostała.

To oczywiście za mało, żeby uznać misję byłego prezesa za sukces. Ale trzeba pamiętać, że Wildstein pracował w skrajnie trudnych warunkach, atakowany dosłownie ze wszystkich stron. Moje przewidywania, dotyczące jego usposobienia, raczej się nie sprawdziły. Konflikty przebiegały głównie na linii politycznej, a i tutaj Wildstein nie dawał się poznać jako furiat.

Nie pomyliłem się absolutnie co do braku dyspozycyjności. TVP Wildsteina była z pewnością konserwatywna, ale na pewno nie była telewizją partyjną. Okazuje się tymczasem, że tego właśnie oczekiwał prezes Kaczyński. Jego odpowiedź na pytanie dziennikarza we wczorajszych „Sygnałach dnia" była nie tylko znamienna, ale dla mnie w jakimś stopniu - może nie aż wstrząsająca, ale na pewno poruszająca. Na pytanie o polityczne powiązanie Andrzeja Urbańskiego premier odpowiedział mianowicie: „Czy pan Kwiatkowski, Miazek, to nie byli ludzie ze świata polityki?". Zabrzmiało to tak, jakby Jarosław Kaczyński uznawał sytuację pełnej dyspozycyjności politycznego prezesa TVP za normalną i nawet pożądaną.

Oczywiście - póki umocowanie TVP będzie takie, jakie jest, prezes TVP będzie politycznym nominatem. Jednak wydawało się, że odważny ruch, jakim było oddanie tego stanowiska Wildsteinowi, jest próbą zrobienia w tej praktyce jakiegoś wyłomu. Teraz okazuje się, że normę dla Jarosława Kaczyńskiego tworzyli Miazek z Kwiatkowskim.

Daruję sobie powtarzanie kolejny raz komentarza o łamaniu przez Jarosława Kaczyńskiego wszystkich barier w dążeniu do niknącego na horyzoncie celu. Pisałem o tym wiele razy.

Dla mnie ciekawe jest teraz co innego. Przed swoją nominacją Bronisław Wildstein należał do najbardziej zaciętych apologetów Braci i ich walki o IV RP. Po swoim odwołaniu nie wytrzymał nawet 24 godzin, zanim skomentował sprawę w bardzo ostrych słowach. Ogromnie jestem ciekaw, jaki będzie ton jego kolejnych publicystycznych tekstów. Czy nadal będzie wierzył w realność i szlachetność przede wszystkim metod, jakimi Jarosław Kaczyński dąży do upragnionego celu? I co napiszą teraz inni publicyści IV RP? Jak wytłumaczą sobie odwołanie człowieka, którego umieszczenie na czele TVP uważali za znamię zbliżania się do lepszej Polski? A może dla niektórych spośród nich to będzie moment otrzeźwienia i dotrze do nich destrukcyjna struktura strategii premiera?

Ich błąd polegał na tym, że uznali, iż TVP w rękach Wildsteina jest świadomie zbudowanym fragmentem trwałej konstrukcji IV RP, podczas gdy był to tylko kolejny środek do mgławicowego celu. Środek się nie sprawdził, Wildstein był nie dość lojalny - to się Wildsteina wyrzuci. Najważniejszy jest Cel! Tylko gdzie ten Cel jest? Czy ktoś jeszcze widzi?

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj33 Obserwuj notkę

Oto naści twoje wiosło: błądzący w odmętów powodzi, masz tu kaduceus polski, mąć nim wodę, mąć. Do nieznajomych zwracamy się "pan", "pani".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (33)

Inne tematy w dziale Polityka