Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha
124
BLOG

W odpowiedzi Ludwikowi Torowi

Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha Polityka Obserwuj notkę 103

Na kilka dni opanowało mnie intensywne zniechęcenie do zastanawiania się, a nawet śledzenia kolejnych wiekopomnych wydarzeń na naszej scenie politycznej. Od czwartku miałem poczucie, że chocholi taniec stał się jeszcze bardziej chocholi, a jałowość jeszcze bardziej jałowa. Czy nie jest sens zajmować się głównie tym, co nie ginie w ulubionej zabawie polskiej polityki - grze o sumie zerowej?

Zatem co zostanie? Przypomniałem sobie, że ciekawy komentarz umieścił pod moim ostatnim wpisem Ludwik Tor. Nie będę go tutaj w całości przytaczał, proszę przeczytać pod linkiem.

Ludwik Tor wskazał na to,  co, jego zdaniem, świadczy o tym, iż naprawdę następuje jakaś zmiana jakościowa.

Tymczasem Bartosz Węglarczyk (wyjątkowo ortodoksyjny wojownik w gazetowowybroczej armii) napawa się w „GW" faktem, iż Michał Karnowski ogłosił w „Dzienniku", że IV RP nie będzie. No, skoro Karnowski ogłosił, to chyba sprawa przesądzona. Ciekawe, jakie to zmiany nastąpiły w ciągu tych dwóch czy trzech tygodni od czasu słynnego tekstu Michała, w którym kreślił obraz zapracowanego, dobrego premiera, z zaangażowaniem godnym dawnych broszurek o wodzach rewolucji. Co zresztą się zgadza - premier przewodzi przecież rewolucji, tyle że moralnej. Czyżby nastąpił szok po upadku Wildsteina?

Ludwikiem Tor pisze, że rząd JK jest lepszy od wcześniejszych. Pomińmy rozważania, czy faktycznie. Ale sam argument jest nietrafiony. Czy „Kwas i Miller byli gorsi"? Pod wieloma względami byli na pewno. Tylko że ich z kolei można porównać do Gomułki i też wyjdzie, że byli lepsi. Ja mam dość porównywania. Interesuje mnie ocena niezrelatywizowana, a jeśli już, to w stosunku do lepszych od nas, a nie do kiepawej przeszłości.

Pisze Ludwik Tor, że JK jest uczciwy. Ja w to nigdy nie wątpiłem. Faktycznie, jest w stosunku do swoich współpracowników ostrzejszy niż poprzednia władza (choć też trochę wybiórczo, by wspomnieć takie ekscesy, jak wyborczy peron Włoszczowa Północ, autorstwa Przemysława Gosiewskiego) i bardzo rzadko pojawia się idiotyczny argument o „domniemaniu niewinności", przenoszony przez wielu skwapliwie z prawa karnego na wszelkie dziedziny życia. Czy to wystarczy, że skutecznie zarządzać nowoczesnym państwem? Nie.

Pisze Ludwik Tor, że JK stara się przynajmniej robić to, co obiecał. W części - na pewno.

Najwyraźniej widać to wokół wymiaru sprawiedliwości, bo tam najbardziej konsekwentną orkę prowadzi Zbigniew Ziobro. Widać to także w stosunku do służb specjalnych. Ta choćby częściowa konsekwencja się premierowi z pewnością chwali, ale problem w tym, czego ona dotyczy. Jedyne zmiany systemowe, a i tak niedoskonałe, są prowadzone właśnie w wymiarze sprawiedliwości i dziedzinach z nim związanych, takich jak kompetencje prawniczych korporacji. Gdzie indziej tworzone są narzędzia, których sprawne działanie oparte jest na osobistym zaufaniu partyjnej góry do obsadzających je ludzi - vide CBA. Narzędzia, które zostaną oczywiście chętnie zawłaszczone przez kolejną władzę. Albo trwają operacje na sferze symbolicznej (polityka historyczna, o której poniżej) lub też poszukiwane są rozwiązania doraźne w rodzaju pomysłu, żeby budowę autostrad przejęło państwo. Czy na tym polega zarządzanie nowoczesnym państwem? Nie.

Pisze Ludwik Tor - duma z kraju. Polityka historyczna to coś, czego brakowało. Zgadzam się i w tej akurat sprawie uważam, że rząd JK działa dość skutecznie. Ale dalej Ludwik Tor popada w klasyczną skrajność i pisze: „Czy można być dumnym z kraju, który wszystkim liże tyłki?". Pisałem tu już wiele razy, ale powtórzę: nie ma się co podniecać na zasadzie „ale im powiedzieliśmy", o ile nic z tego nie wyniknie. A już na pewno nie jest powodem do zadowolenia powszechna podejrzliwość lub niechęć zagranicznych partnerów, która nas otacza, gdyż, zdaniem niektórych, „nareszcie prowadzimy politykę prawdziwie suwerenną". Z jakiego kraju ja będę dumny? Z takiego, który w swojej polityce międzynarodowej jest skuteczny. To, jakimi metodami te skutki osiąga, ma dla mnie drugo- albo i trzeciorzędne znaczenie. Na razie widzę fascynację ostrym tonem dla samego ostrego tonu. Traktowanego jako cel, a nie narzędzie.

Pisze Ludwik Tor - odzyskanie kontroli nad państwem. Owszem - ale niestety wyłącznie poprzez ludzi, a nie system i instytucje. Do tych ostatnich JK ma stosunek wybitnie nieufny, uważając, że ograniczają swobodę działania. I to jest prawda. Ale dobrze skonstruowane mają jedną olbrzymią zaletę: ktokolwiek dorwałby się do władzy, nie pozwolą mu za wiele spieprzyć. Ponieważ JK nie zrobił i zapewne nie zrobi nic w celu wzmocnienia instytucjonalnej posady państwa, więc ze strachem myślę o tym, jak skorzystają na tym jego następcy.

Pisze Ludwik Tor o tworzeniu antysalonu. I to się częściowo powiodło. Niestety, ostentacyjna nieufność wobec mediów była zupełnie niepotrzebna. Jeśli ktoś i tak jest niepopularny, nie leży w jego interesie prowokowanie jeszcze większej niepopularności. Tymczasem JK dokładnie to właśnie robi. I wykonuje co jakiś czas gesty, odbierane niechętnie przez całe dziennikarskie środowisko - także część, coraz, trzeba przyznać, mniejszą, jemu przychylną. W sumie mam wrażenie, że w generalnie słusznej strategii zabrakło taktycznej subtelności. Jak zresztą w wielu innych sprawach.

W tym kontekście warto czytać wywiad z Bronisławem Wildsteinem w najnowszym „Wprost".

Pisze Ludwik Tor o gospodarce. Tu akurat kompletnie się z nim nie zgadzam jako zwolennik prywatyzacji wszystkiego poza armią, policją i paroma innymi dziedzinami. Ale nie ma ich wiele. Po prostu różnimy się poglądami i rozumiem, że Ludwikowi Torowi może się podobać gospodarcza strategia JK.

W ostatnim akapicie zgadzam się z Ludwikiem Torem. JK ma faktycznie ogromną odporność i, podobnie jak Tor, jestem przekonany, że Donald Tusk w podobnych okolicznościach miałby olbrzymie problemy psychiczne. Ale i tu znowu jest problem: u JK coraz częściej występuje symptom oblężonej twierdzy. Wiem, że wielu z Państwa nie lubi, i pewnie słusznie, dziennikarskiego psychologizowania. Mimo to uważam, że psychika polityka jest bardzo znaczącym czynnikiem. Obserwując premiera, dochodzę do wniosku - proszę to jednak traktować jako już naprawdę czystą i ostrożną spekulację - że owa niezwykła odporność psychiczna trwa kosztem uszczelnienia się na jakąkolwiek zewnętrzną krytykę i wietrzenia wszędzie spisku. Ta samopotwierdzająca się logika odbija się zresztą często wśród tu komentujących, którzy ją nieco upraszczają, stwierdzając, że kto krytykuje JK, ten pies układu. Czy może raczej Układu. Za co krytykuje, jak, jak argumentuje itd. - nie jest istotne.

W gruncie rzeczy więc w wielu punktach się z Ludwikiem Torem zgadzam. Różni nas to, że ja w tych samych faktach widzę i złe strony oraz - co jeszcze ważniejsze - ocena tego, co każdy z nas uważa za istotne.

Problem w tym, że większość tego, o czym pisze Ludwik Tor, gubi się w doraźności, a kiedy próbuje się dostrzec coś poza nią, wzrok ginie w mglistej pustce. Nie żeby to była szczególna odmiana wobec poprzednich ekip. Ale czy to jest pocieszenie?

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj103 Obserwuj notkę

Oto naści twoje wiosło: błądzący w odmętów powodzi, masz tu kaduceus polski, mąć nim wodę, mąć. Do nieznajomych zwracamy się "pan", "pani".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (103)

Inne tematy w dziale Polityka