Drogi Janku
Przeczytałem Twoją najnowszą notkę z mieszanymi uczuciami: trochę rozbawienia, trochę poczucia satysfakcji, trochę zaskoczenia. I trochę zasmucenia.
Obawiam się, że wpisujesz się - mimo woli, mam nadzieję - w najaktualniejszy nurt myśli komentatorów o konserwatywnych przekonaniach, którym klapki pospadały z oczu nagle, gdy Bronek Wildstein stracił stanowisko. Wszystko było dobrze, budowała się IV RP, Jarosław Kaczyński był znakomitym premierem, a rok 2006 był najlepszy od 1410, kiedy daliśmy łupnia krzyżakom. I oto nagle cały projekt stał się mocno wątpliwy, kiedy Wildsteina w bardzo nieelegancki sposób pozbawiono stołka.
W porządku była koalicja z Samoobroną i LPR, w porządku było rządzenie przez permanentny kryzys, w porządku było niszczenie wszelkich barier instytucjonalnych, hamujących obsadzanie stanowisk zaufanymi towarzyszami, w porządku było postawienie na czele MSZ najbardziej nieudolnego ministra od lat, w porządku było promowanie irytujących miernot jako frontmanów PiS-u, w porządku było danie do ręki potężnego instrumentu człowiekowi takiemu jak Macierewicz, w porządku była komedia ze Skrzypkiem jako prezesem NBP, w porządku były wszystkie te przemówienia o ZOMO i łże-elitach (jakiekolwiek nie byłoby pierwotne znaczenie tego określenia) - wszystko to było jak najbardziej w porządku, póki nie odwołano Wildsteina. Moi koledzy i koleżanki, jeszcze miesiąc temu przekonani - a przynajmniej tak oficjalnie mówiący i piszący - że IV RP zmierza od sukcesu do sukcesu, nagle uderzyli w ton co najmniej sceptyczny, połapali się za głowy i wykrzykują: „Gwałtu rety, toż nas Jarosław oszukał, omamił, ocyganił i nabił w butelkę!". Jak to oceniasz: bardziej zabawne, bardziej żałosne czy bardziej niesmaczne?
Ja mam tę satysfakcję, że odwołanie Bronka nie było dla mnie żadnym szokiem. Nigdy nie wierzyłem, że Wildstein - o którym przecież Jarosław Kaczyński doskonale wiedział, że nie jest człowiekiem, który da się wodzić na postronku - jest rozwiązaniem docelowym. Wielu jednak dało się na to nabrać, uważając, że Kaczyński obsadził Wildsteina w roli prezesa TVP specjalnie dlatego, żeby stworzyć telewizję o nowej jakości, naprawdę niezależną. Że mu na tym zależy.
Ci, co tak sądzili, pomylili cel ze środkiem, strategię z taktyką. Jarosław Kaczyński jest politykiem najkonsekwentniej dzisiaj hołdującym zasadzie, że cel uświęca środki. Jest pragmatykiem do sześcianu, a może i wyższej potęgi. Bez mrugnięcia okiem poświęciłby dziesięciu Wildsteinów, Semków i Wróblów, gdyby uznał, że taka jest potrzeba polityczna. Poświęcił już przecież tyle zasad i złamał tyle barier. Bo wierzy, że to mu jest potrzebne do pozostania przy władzy. A władza jest mu potrzebna, bo wie, co dobre dla kraju i robi IV RP. Wspaniałą, czystą, sprawiedliwą i solidarną. Dostrzegasz w tym paradoks?
Być może niesprawiedliwie Cię umieszczam w grupie, którą opisałem. Znamy się nie od wczoraj, wiem, że jesteś w swoich poglądach konsekwentny i Ty wiesz, że ja jestem w swoich. I że nasze poglądy są podobne, więc chcę wierzyć, że na Ciebie objawienie nie spłynęło nagle w ów pamiętny poniedziałek około 23.
Pozdrawiam Cię serdecznie


Komentarze
Pokaż komentarze (67)