W Salonie zdeklarował się kolejny przeciwnik lustracji dziennikarzy w osobie Romana Kurkiewicza. Niestety, w pierwszym tekście (z dwóch w jednym) pan Kurkiewicz nie podał ani jednego argumentu, dlaczego lustracja dziennikarzy mu się nie podoba. Wyjaśnił natomiast, na czym polega obywatelskie nieposłuszeństwo.
W drugim tekście natomiast uderzył w ton równie emocjonalny, co ton Jacka Żakowskiego. Nie poddam się lustracji, bo Kaczory mi się nie podobają. Zaiste, wielkie to bohaterstwo oporu przeciwko władzy, zwłaszcza że dość bezpieczne, bo za niepoddanie się lustracji ustawodawca nie przewidział żadnych sankcji. Można więc sobie być bohaterem do woli. Ciekawe, czemu pan Kurkiewicz albo pan Żakowski z równym bohaterstwem nie odmówią płacenia podatków - w końcu wspierają w ten sposób rząd, który bardzo im się nie podoba. I np. IPN. A bitwa z urzędem skarbowym - to by dopiero było coś. Prawdziwe obywatelskie nieposłuszeństwo.
Komentujący w S24 często ledwie skrywają niechęć wobec piszących tu dziennikarzy i publicystów. Ale w jednym muszę przyznać im rację: skoro my sami stawiamy się w pozycji ludzi, którzy mają prawo komentować i oceniać najważniejsze wydarzenia, musimy być przejrzyści, zwłaszcza w kwestiach zasadniczych wyborów etycznych. Takim wyborem, o publicznym, nie prywatnym, moim zdaniem, znaczeniu było podjęcie lub nie współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa.
Jacek Żakowski używa słów takich jak „pogarda". Roman Kurkiewicz pisze tak, jakby chodziło o jakiś skandaliczny zamach na jego cześć. Panowie, więcej spokoju i opanowania, mniej emocji. Skoro lustracji poddane są niemal wszystkie zawody zaufania publicznego, to czemu my mamy być z niej wyłączeni? Owszem, istnieją pewne problemy definicyjne, na co zwraca trafnie uwagę Jarosław Lipszyc. Ale czy to jest powód do bojkotu ustawy?
Daleki jestem od tego, żeby któregokolwiek protestującego dziennikarza oskarżać o to, że po prostu boi się ujawnienia prawdy o sobie. Wierzę, że ten protest wynika z autentycznych przekonań. Tyle że są to przekonania błędne i histeryczne. Nie wolno nam stawiać się ponad prawem, a pozycja Katonów wymaga pewnych poświęceń. Dziennikarz jest osobą publiczną.
Zresztą nie chodzi tu o nic więcej niż tylko powiedzenie prawdy. Przecież np. dla czytelników „Nie" fakt, że ktoś współpracował z SB nie tylko może nie być dyskwalifikujący, ale wręcz może podnosić w ich oczach wartość takiej osoby. Tak jak czytelnikom „GW", przynajmniej tym znającym sprawę, nie przeszkadza, że w tej redakcji nadal pracuje jeden z najpodlejszych konfidentów - Leszek Maleszka. I w porządku - każdy ma prawo do swojej oceny. Tylko w tym rzecz, żeby ta ocena opierała się na wiedzy o prawdziwej przeszłości danej osoby.
Mówi Ewa Milewicz, że to, co dziennikarz pisze, powinno bronić się samo. To dobry argument, ale nie całkiem trafiony. Czy Adam Humer, piszący choćby najmądrzej o prawach człowieka, albo Jerzy Urban, piszący o roli Kościoła, byliby wiarygodni? Nie widzę powodu, dlaczego były konfident SB nie miałby pisać np. o urbanistyce. Ale już co do komentowania politycznej rzeczywistości miałbym wątpliwości. Tzn. - pisać, owszem, mógłby, ale wiedza o jego konfidenckiej przeszłości powinna być częścią świadomego odbierania takiego tekstu.
Dziennikarz nie jest tylko maszynką do pisania. Ma poglądy, ma przeszłość i teraźniejszość i to wszystko determinuje sposób jego postrzegania rzeczywistości. Odbiorca ma prawo wiedzieć o tak ważnej decyzji z przeszłości, jaką było podjęcie współpracy z SB.
Oczywiście decyzja Kurkiewicza, Milewicz czy Żakowskiego jest także sygnałem w stronę ich odbiorców: odmawiamy wam prawa do wiedzy o naszej przeszłości, nie uważamy jej za istotną, nie powinno to was obchodzić. Ten sygnał będzie, mam nadzieję, czytelny.
Ja sam jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że z powodu wieku ustawa mnie nie dotyczy. Zaczynam się jednak wstydzić, że kilka osób z mojej grupy zawodowej postanowiło postawić się ponad prawem, ulegając histerycznemu nastrojowi. Nie ten czas, nie takie powody, nieproporcjonalna reakcja. Trochę to wszystko groteskowe. Koledzy, przejdźmy przez to spokojnie i miejmy to z głowy, bo teatr, jaki robicie, to groteska.


Komentarze
Pokaż komentarze (116)