Propagandowe występy Jarosława Kaczyńskiego nie robią na mnie wrażenia. A jeśli już, to przykre. Jestem zwolennikiem tezy, że rząd może coś naprawdę zmienić tylko w pierwszych miesiącach sprawowania władzy. Ten w pierwszych miesiącach skupiał się na sprawach, które - moim zdaniem, i wiele razy tu o tym pisałem - powinny być jedynie dopełnieniem istotniejszych zmian instytucjonalnych, a tymczasem były w centrum uwagi.
Kwestie, które Jarosław Kaczyński przywołuje jako najważniejsze sukcesy - rozwiązanie WSI, utworzenie CBA, lustracja - nie zasługują na miejsce, jakie zajęły w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy w programie PiS. Jeśli nawet przyjmiemy, że układ z Lepperem i Giertychem był konieczną ceną, jaką trzeba było zapłacić za realizację tamtych celów, to jednocześnie ten sam układ przesunął poza granice mojej przynajmniej akceptacji pojęcie politycznego kompromisu ze strony partii podobno etosowej, a na dodatek został okupiony odstąpieniem od innych, ważniejszych i koniecznych reform, takich jak likwidacja KRUS-u.
Komentatorzy twierdzą, że Jarosław Kaczyński próbuje przesunąć PiS ku centrum, widząc, że po prawej stronie dochodzi do granicy możliwości. Za późno, za mało przekonująco. Centrum niełatwo będzie odzyskać po tym wszystkim, co się w ostatnim czasie działo. I nie piszę teraz o tym, czy wszystkie zastrzeżenia i opory centrowych wyborców wobec PiS są zasadne czy nie. Pewnie wiele jest bezzasadnych. Faktem jednak jest, że w tej sferze działają pewne symbole. Symbolem jest wciąż trwający alians z o. Rydzykiem, symbolem jest obecność w koalicji Giertycha i Leppera. Jarosław Kaczyński jest w pułapce, bo z tych sprzymierzeńców dziś nie może zrezygnować, jeśli chce utrzymać władzę, a im bardziej nie może z nich zrezygnować, tym bardziej nie uda mu się odzyskać centrum, a zatem tym bardziej będzie od nich uzależniony. Kwadratura koła.
Kilka dni temu Jadwiga Staniszkis mówiła, że patrzy z przykrością na to, jak zużywa się charyzma Jarosława Kaczyńskiego. Konwencja PiS była dla mnie żywym tego przykładem.
Oczywiście miło brzmi dla moich uszu zapowiedź pakietu, ułatwiającego życie przedsiębiorcom. Tyle że o rejestracji firmy w jednym okienku rozmawiałem już lata temu z Jackiem Piechotą, szefującym wówczas Ministerstwu Gospodarki. I co? I nic. Co więcej, to PiS uwalił ostatnio pakiet regulacji, mający takie rozwiązanie wprowadzać, argumentując, że przygotuje lepszy - właśnie ów pakiet Kluski. W symboliczne jedno okienko uwierzę, jak zobaczę.
Na razie mam poczucie, że układ, jaki stworzył JK się wyczerpuje. Nie ma w nim już dynamiki, jaką wcześniej wyznaczało dążenie do celów, do których Kaczyński miał głębokie przekonanie. Do celów gospodarczych przekonania nie ma, bo raz, że się na tym kompletnie nie zna, a dwa, że koalicjanci, zwłaszcza Samoobrona, będą skutecznie uprawiać obstrukcję przy próbie jakiejkolwiek znaczącej liberalizacji, występując skwapliwie jako rzecznicy wszelkich możliwych grup interesów.
Powtarzam - bo to także już tutaj pisałem - że z tej mąki chleba już nie będzie. Z mąki z tego drugiego worka zresztą także nie. Trzeba by namleć jakiejś nowej mąki. Tylko skąd wziąć zboże?


Komentarze
Pokaż komentarze (100)