Wiem, że wielu z Państwa czekało na spostrzeżenia z pierwszej ręki ze spotkania Tuska z Kaczyńskim. Przepraszam za opóźnienie, ale spisywanie i redagowanie ponad dwugodzinnego spotkania wyłączyło mnie na jakiś czas ze wszystkich innych spraw. No i jest jeszcze kwestia autoryzacji, choć mogę zdradzić, że obie części ukazują się w formie oryginalnej - dyskutanci zrezygnowali z poprawek i chwała im za to. Czytacie Państwo zatem zapis w formie przeze mnie zredagowanej i z koniecznymi skrótami, ale wiernie oddający stanowiska i sposób argumentacji obu stron.
Nie zdradzę wielkiej tajemnicy - bo widać to w relacji - pisząc, że atmosfera spotkania nie była serdeczna. Nie można też powiedzieć, żeby była oziębła albo skrajnie agresywna, ale obaj panowie odgrywali te same role, które grają od miesięcy. Inna sprawa, że pozwalali sobie od czasu do czasu na żarty i obu zdarzało się uśmiechnąć, nie był to więc bój na śmierć i życie.
Teoretycznie można powiedzieć, że i premier, i lider PO zgodzili się co do współpracy w sprawach najistotniejszych - głównie chodzi o politykę zagraniczną (o tym w II części debaty, która ukaże się jutro). Jednak postawili te same retoryczne warunki co zawsze: Jarosław Kaczyński żądał od Platformy, żeby zrezygnowała z agresywnego tonu; Donald Tusk domagał się od Kaczyńskiego, żeby skończył z „koalicją wstydu". W obecnych okolicznościach oczywiście oba warunki są nie do przeskoczenia, wygląda więc na to, że współpracy nie będzie ani w kwestii tarczy antyrakietowej, ani w kwestii traktatu konstytucyjnego.
Niektórzy komentatorzy twierdzili, że premier zgodził się na debatę, bo potencjał koalicji się wyczerpuje i chce zbadać, czy można ją zastąpić wsparciem PO w Sejmie przynajmniej w niektórych sprawach. Wątpię, żeby to była motywacja premiera. Jarosław Kaczyński świetnie sobie zdaje sprawę, że Platforma nie ma w takim wsparciu żadnego interesu. Jej poparcie rośnie bez żadnych działań z jej strony - może zresztą właśnie dlatego - a każda współpraca z rządem osłabiałaby jej wizerunek jako wyraźnej alternatywy wobec PiS-u. Jedyne, w czym PO może mieć dzisiaj interes, to parcie do nowych wyborów. Współpraca byłaby więc możliwa w jednej kwestii: rozwiązania parlamentu.
Moim zdaniem premier, godząc się na dyskusję z szefem PO, kontynuuje trend ocieplania wizerunku swojej partii, a jednocześnie pokazuje, że nie boi się lidera opozycji w bezpośrednim starciu.
Mam oczywiście swoją opinię o tym, kto w tej dyskusji lepiej wypadł, kto był stroną atakującą, kto defensywną i dlaczego - ale z oczywistych powodów jej w tym wypadku nie zdradzę. Natomiast bardzo jestem ciekaw Państwa zdania.
Pierwszą część mogą Państwo znaleźć na www.dziennik.pl, a dokładnie tutaj. Część druga ukaże się w gazecie w poniedziałek, na Dziennik Online powinna być tego samego dnia. Czekam na Państwa komentarze!


Komentarze
Pokaż komentarze (51)