Dziwna sprawa z tymi taśmami Oleksego (a może raczej - Gudzowatego). Niby zawierają wstrząsający materiał - nawet jeśli przyjąć, że Oleksy to taki polski polityczny Falstaff i lubi sobie pokoloryzować - a jakoś nie narobiły takiego poruszenia, jak wydaje się, że powinny, gdyby treść pogawędki między szefem Bartimpexu a byłym premierem rozpatrywać na serio i oderwaniu od kontekstu.
Wiele osób już zauważyło, że najciekawsze wątki z taśm były wyciszane, tzn. nie pisało się o nich albo nie mówiło. Ale przecież i tak wystarczająco wiele nagłośnionych było takich stwierdzeń, które - jak się wydaje - powinny były wywołać jakiś wstrząs. Ot, choćby stwierdzenie, wypowiedziane bez ironii i żenady, że eseldowska klika miała tę Polskę w dupie. Nie mówiąc już o tych sugestiach, które pojawiły się w obiegu nieco później.
Tymczasem okazuje się, że rewelacje Oleksego nie szkodzą niemal wcale notowaniom byłego prezydenta Kwaśniewskiego, natomiast najbardziej zaszkodzą - jak wynika z sondażu - samemu Oleksemu. I w ogóle opinia publiczna nie wydaje się nimi szczególnie zbulwersowana. Dlaczego?
To m.in. skutek bratobójczego w sumie pojedynku na politycznej scenie. Lewica od dawna nie jest głównym wrogiem ani PiS, ani PO. Dla PiS jej trwanie jest nawet w pewien sposób korzystne, jeśli stratedzy rządzącej partii zakładają, że najprędzej Platformie urwie nieco poparcia właśnie LiD.
Ludzie przywykli do tego, że są w Polsce dwie główne, przeciwstawne siły: PiS i Platforma. Lewica zeszła na dalszy plan i przypominanie dzisiaj poziomu jej skorumpowania nie robi na Polakach najwyraźniej wrażenia.
Lewica dla wielu zwolenników i PO, i PiS, stała się z konieczności alternatywą, o ile zniechęca ich poziom konfliktu między tymi ugrupowaniami. Obraz, jaki udaje się dziś LiD-owi wytworzyć, nie jest, wbrew pozorom, taki, że wewnątrz istnieje kłębowisko żmij, ale taki, że wyłamał się jeden Józef, a reszta dzielnie trzyma się razem i nie żre tak, jak dwie główne siły polityczne.
Jeżeli afera z taśmami Oleksego nie pogrąży lewicy, to powinniśmy za to podziękować liderom Platformy i Prawa i Sprawiedliwości.
***
I jeszcze kilka słów o sprawie wewnątrzsalonowej, która wywołała sporo kontrowersji, czyli „promocji" blogerki Kataryny.
Nie znam jej blogowej twórczości - być może faktycznie jest świetna. Natomiast uważam, że błędem jest odstąpienie od zasady, że zaproszeni do S24 publicyści występują pod własnymi nazwiskami i pokazują własne twarze. I w te twarze im się też czasem pluje, a nie w anonimowy nik.
Dla mnie sprawa jest jasna: tak, jak pisząc tutaj pracujemy na własne nazwisko, tak samo odpowiadamy za to, co piszemy, również własnymi nazwiskami. Jeśli ktoś nie chce pokazać twarzy, to jego miejsce jest w anonimowej części. Zresztą wielu tutejszych „niebieskich" nie ma z tym problemu, a ja muszę przyznać, że lepiej mi się dyskutuje z tymi, którzy się przedstawiają. A oni z kolei wydają się jakby spokojniejsi i bardziej stonowani.
Oczywiście - to suwerenna decyzja Jankesów. Ale ciekaw jestem, czy Igor umieściłby w „Rzeczpospolitej" jako stałego felietonistę kogoś, kto podpisywałby się np. „Gucio".


Komentarze
Pokaż komentarze (133)