Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha
132
BLOG

Damięcki, Kartofle, Ostrowska

Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha Polityka Obserwuj notkę 59

Przykra sprawa Macieja Damięckiego. Niestety, takich spraw wychodzić będzie jeszcze wiele.

Pan Damięcki uległ szantażowi SB - zgodził się donosić w zamian za niezabieranie prawa jazdy. Inni godzili się np. dlatego, że esbecja groziła, że nie będą mieli gdzie leczyć chorych bliskich albo że coś złego przytrafi się ich dzieciom. Sprawa prawa jazdy wydaje się przy tym śmieszna, ale oczywiście był to inny czas i łatwo potępiać kogoś z dzisiejszej perspektywy. Wiadomo jednak, że pan Damięcki nikomu się do współpracy nie przyznał. A tak robili ci, którzy chcieli pozostać uczciwi. Godzili się na współpracę, podpisywali papiery, po czym zawiadamiali wszystkich, że to zrobili i żeby przy nich nie mówić nic ważnego.

Pan Damięcki twierdzi, że spotykał się z esbekami trzy razy. Jego teczka świadczy o czymś innym. Nie będę tu powtarzał wyjaśnień, dlaczego fałszerstwa teczek na taką skalę - ani nawet na dużo mniejszą - były niemożliwe. Pisałem o tym ja i kilka innych osób w S24 i innych miejscach. Wie to każdy, kto zna choćby pobieżnie mechanizmy pracy UB i SB.

Pan Damięcki powiada też, że nikomu nie zaszkodził. Tego jednak wiedzieć nie może. Każdy historyk i badacz archiwów SB zdaje sobie sprawę, że peerelowska policja polityczna robiła użytek nawet z pozornie najbardziej nieistotnych informacji. Kto nie chciał szkodzić, po prostu nie szedł na współpracę.

Symptomatyczna jest natomiast reakcja na tę sprawę. Histeryczne wybuchy Daniela Olbrychskiego o „niszczeniu człowieka" albo powtarzane do znudzenia - ktoś to napisał i w S24 - tezy o tym, że to, co było kiedyś, jest nieważne i nieistotne, że to pastwienie się nad człowiekiem. Otóż nie: to próba odkrycia prawdy, przykrej i niemiłej, ale prawdy. Ja osobiście z prawdą nie mam problemów.

Zwróciła moją uwagę reakcja Krzysztofa Leskiego, który - podkreślając, że robi to prywatnie, a nie jako dziennikarz - bronił Damięckiego jako swojego kolegi. Rozumiem to, ale pobrzmiewają mi w uszach argumenty ludzi ze środowiska „GW", którzy w identyczny sposób bronili ludzi kiedyś oskarżanych o współpracę, jeszcze nim wyszły na jaw akta SB, twierdząc, że „oni ich znają i to na pewno nie prawda".

Niestety, identyczną metodę zastosował kilka tygodni temu Maciej Rybiński, pisząc w „Fakcie" tekst „Wierzę Markowi Piwowskiemu", zresztą chyba nie opublikowany następnie - jak to autor miał w zwyczaju - w S24. Rybiński, sypiący nierzadko gromy na przeciwników ujawniania archiwów, użył wtedy identycznej metody, co potępiani przez niego ideowi przeciwnicy: on Piwowskiego zna i stąd wie, że był nieszkodliwy. Tak samo mogli mówić kilka lat temu koledzy Maleszki: „Znamy Leszka dobrze, on nie mógł współpracować".

W takim rozumowaniu tkwi błąd logiczny. Jeśli dowody wskazują jednoznacznie, że ktoś robił coś, o co byśmy go nigdy nie podejrzewali, to znaczy, żeśmy go widocznie nie znali. A nie, że tego nie robił, bo go znamy.

Krzyś Leski mnie tak nie zbulwersował, bo zabrał głos wyraźnie jako osoba prywatna, a poza tym nie deklarował się nigdy - przynajmniej o ile wiem - jako prolustracyjny bojownik. Co innego Maciej Rybiński.

Nie wiem, jak było z Maciejem Damięckim dokładnie. Niech to wyjaśnią IPN-owscy historycy. Damięcki budzi we mnie raczej żal i współczucie niż potępienie. Nie każdego było stać na heroizm, choćby mały. Szkoda tylko, że nie powiedział prawdy, gdy mógł to już bezpiecznie zrobić. Ale dobrze, że choć teraz nie brnie w całkowite zaprzeczenia, że przeprasza, że mu wstyd. Zawsze coś. Życzę mu, żeby się okazało, że faktycznie nie zniszczył nikomu życia przez swoją słabość.

 

***

 

Tomasz Siemieński napisał o nowej „aferze kartoflowej". Mógłbym się z nim nawet w dużej mierze zgodzić, gdyby nie manipulacja, jaką zawarł w swoim tekście - zapewne niecelowo. Otóż porównał tekst z „The European Voice" do satyrycznego programu „Les Guignols de l'Info". Tylko że „Les Guignols..." to właśnie program satyryczny, a EV to poważna gazeta. Umieszczony tam artykuł jest traktowany z definicji inaczej niż tekst np. z „Le Canard Enchaîné". Nad satyrą - choćby w najgorszym guście - w satyrycznym programie czy piśmie nie warto by się było zatrzymywać. Nad agresywnymi (bo jako „śmieszne" tych wynurzeń określić raczej nie sposób) bzdurami z cenionego magazynu zatrzymać się jednak trzeba.

Rządy Braci można i trzeba krytykować ostro za wiele spraw i sam robię to bardzo często. Ale niezmiernie mnie wkurza, gdy ktoś uderza w ton kretyńskiej histerii, tak jak autor tekstu w EV. Żyję w tym kraju na co dzień i choć piszę wciąż krytycznie o jego aktualnej władzy, nikt mnie nie zamyka w kazamatach, moja gazeta ani S24 nie mają problemów. Chodzę do publicznych mediów i wygłaszam w nich krytyczne opinie o Braciach. Kościół nie prześladuje niewierzących. Na ulicach nie ma nazistowskich bojówek. Ludzie żyją normalnie i mają tyle - albo i w pewnych obszarach więcej - wolności co we Francji czy Niemczech. Ujawnianie archiwów SB czy lustracja to nie jest bezzasadne polowanie na czarownice, tylko próba - udana czy nie, to inna sprawa - dojścia do ładu z trudną przeszłością.

Oczywiście - Bracia to jedni z najbardziej kontrowersyjnych polskich polityków. Sam uważam prowadzoną przez nich politykę za błędną, ale, do licha, trzeba znać jakiś umiar. Jeśli w poważnej gazecie ktoś wypisuje idiotyzmy, pokazujące mój kraj jako zmagający się jakimś nowym totalitaryzmem, to albo sam jest leniwym idiotą, któremu nie chce się sprawdzać podstawowych faktów, albo ma bardzo złą wolę.

Inna sprawa to jak reagować. I tu w większości zgadzam się z Tomaszem Siemieńskim, choć akurat nie uważam reakcji na poziomie polskiego przedstawicielstwa w Brukseli za przesadną. To jest właśnie poziom, do jakiego reakcja na podobne teksty powinna się ograniczać. Robią to dyplomaci na całym świecie - polemizowanie z podobnymi tekstami to część ich pracy.

Gorzej, jeśli znowu pojawi się jakiś Gosiewski, który będzie chciał ścigać autora europejskim nakazem aresztowania albo jeśli pan prezydent znowu zrobi ze sprawy centralny problem swojej konferencji prasowej. Nie ten poziom i nie ten porządek. Miejmy nadzieję, że Bracia nauczyli się nie zwracać uwagi na tego typu podgryzanie.

Tekst z EV zmartwił mnie dodatkowo, ponieważ uważam, że posuwanie krytyki obecnych rządów do idiotycznej skrajności przyćmiewa i zagłusza rozsądne wobec niej zastrzeżenia, których jest wystarczająco wiele.

 

***

 

Zachowanie PO i Donalda Tuska w sprawie immunitetu Małgorzaty Ostrowskiej nazwał wczoraj pan premier koniunkturalnym. Pierwszy raz od dawna muszę się z Jarosławem Kaczyńskim zgodzić. Enuncjacje Tuska o tym, jak to pod wpływem reżimu Braci zmienił zdanie na temat immunitetu, były żałosne. Robienie z Małgorzaty Ostrowskiej męczennicy opresyjnego systemu jest żenujące.

Zarzuty wobec posłanki SLD są poważne. Powinien je wyjaśnić sąd. Wniosek o areszt w tej sprawie uważam za przesadzony i jestem pewien, że Sejm by go odrzucił. Ale bez zniesienia immunitetu nie można w ogóle postawić zarzutów, zatem sprawa nie trafi do sędziego.

Immunitet w Polsce jest rozbudowany do granic absurdu. Regularnie kryją się za nim parlamentarzyści (a także np. sędziowie, choć to już inna historia), mający na koncie mniej lub bardziej poważne pospolite przestępstwa. Jego przebudowę (nie całkowite zniesienie, ale powinien zostać ograniczony jedynie do czynności ściśle związanych z wykonywaniem mandatu) uważałem zawsze za absolutny priorytet. Oczywiście olewany przez kolejne siły polityczne.

PO deklarowała, że jest za drastycznym ograniczeniem immunitetu i uważałem to za mocny punkt jej programu. A tu proszę - wystarczyła sprawa posłanki Ostrowskiej, by Tuskowi się odmieniło i już za zniesieniem immunitetu nie jest. Ręka w rękę zresztą z dużą częścią Samoobrony - której się akurat wcale nie dziwię.

Teraz za zniesieniem immunitetu jest pan premier. Trzymam go za słowo, boję się jednak, że jeśli za jakiś czas sytuacja u władzy się odwróci, odwrócą się także ponownie opinie w sprawie immunitetu.

Donald Tusk pokazał się wczoraj od najgorszej strony - jako polityk koniunkturalny, czyli doraźny, czego u polityków nie znoszę. Na dodatek zaserwował przemowę jakby wyczytaną we wspomnianym wyżej artykule z „The European Voice". Choć sam wiele razy deklarował, że tego typu opinie o dzisiejszej Polsce są zdecydowanie przesadzone.

Patrzeć hadko.

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj59 Obserwuj notkę

Oto naści twoje wiosło: błądzący w odmętów powodzi, masz tu kaduceus polski, mąć nim wodę, mąć. Do nieznajomych zwracamy się "pan", "pani".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (59)

Inne tematy w dziale Polityka