Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha
43
BLOG

O posłach i lekarzach

Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha Polityka Obserwuj notkę 37

Immunitety poselskie oraz apel polskich transplantologów i akcja lekarzy z plakietkami „Nie biorę, chcę godnie zarabiać". Pozornie sprawy nie mające ze sobą wiele wspólnego. A jednak.

W kwestii immunitetów nastąpiło interesujące odwrócenie ról: premier i PiS nagle stali się gorącymi orędownikami zniesienia immunitetu formalnego, podczas gdy Platforma zaczęła go bronić, a w każdym razie stała się sceptyczna wobec swoich dawnych zamiarów jego całkowitego zniesienia. Po obu stronach mamy przykład porażającego koniunkturalizmu politycznego. Idę o zakład, że gdyby fortuna się odwróciła i gdyby PiS znalazło się w opozycji, a PO u władzy - oba ugrupowania doznałyby nagłego olśnienia i ponownie zamieniły się opiniami.

Oczywiście jeśli z obecnej awantury wyniknie poważne ograniczenie immunitetu poselskiego, będę się tylko cieszył. W tym wypadku będzie się liczył skutek.

 

Lekarze natomiast ostrzegają o dramatycznym spadku liczby dawców i możliwym krachu polskiej transplantologii, co wiążą bezpośrednio ze słynną akcją CBA w szpitalu MSWiA. Mówią, że pacjenci wprost deklarują brak zaufania do nich.

Lekarze, którzy zakładają w pracy wspomniane plakietki, chcą z kolei walczyć w ten sposób o naprawę wizerunku środowiska, bardzo w ostatnim czasie zepsutego.

 

Te kwestie mają jednak ze sobą coś wspólnego. Immunitet poselski, przynajmniej ten materialny, jest zasadny i potrzebny. Nie byłoby zresztą w ogóle sprawy z ograniczaniem go w jednym lub drugim wymiarze, gdyby nie to, że na kopy można liczyć historie, gdy służył posłom jako ochrona w przypadku najbardziej pospolitych i kompromitujących wykroczeń, żeby wspomnieć tylko jazdę po pijaku. Gdyby ordynacja wyborcza i konstytucja już od dawna zawierały zapis o zakazie kandydowania osób z prawomocnymi wyrokami, gdyby posłowie bez wahania pozbawiali immunitetu każdego, kto wszedł w konflikt z prawem i wreszcie gdyby takich przypadków było naprawdę niewiele - kwestia immunitetu nie wywoływałaby takich emocji ani nie byłby on traktowany jako przywilej.

Skoro jednak posłowie nie są w stanie trzymać pionu (a także, powiedzmy szczerze, skoro lud za godnych swoich przedstawicieli uważa hałastrę taką jak zebrana w Samoobronie), skoro immunitet jest traktowany przez samych posłów jako przywilej, a nie narzędzie sprawowania mandatu - to trzeba im tę zabawkę zabrać. Widocznie do niej nie dorośli.

Gdy zaś lekarze skarżą się na nagonkę na swoje środowisko i nieufność ze strony pacjentów, przypomina mi się zawsze spotkanie z dr. Radziwiłłem kilka lat temu w prowadzonym przeze mnie i kilkoro przyjaciół klubie dyskusyjnym. Dr Radziwiłł poinformował nas wtedy, że w ciągu poprzednich kilkunastu lat samorząd lekarski pozbawił prawa do wykonywania zawodu... trzech lekarzy. W prasie z jednego roku znalazłoby się opisy dziesięciokrotnie większej liczby historii tak skandalicznych, że bez wątpienia zasługujących na taką właśnie karę. O opowieściach o łapówkarstwie nie wspominając. Ale dr Radziwiłł oburzył się na nasze zdziwienie, tłumacząc, że dla lekarza pozbawienie prawa do wykonywania zawodu to przecież tragedia. O tragedii pacjentów jakoś nie wspomniał.

To prawda, że cynk o praktykach kardiochirurga ze szpitala MSWiA dali podobno sami lekarze. Ciekawe tylko, dlaczego zrobili to dopiero kilka miesięcy temu. Jeśli dr G. brał łapówki, to zaczął je brać nagle, z dnia na dzień?

Lekarze przez lata pokazywali - także występując np. przed sądami w roli biegłych, oceniających błędy swoich kolegów po fachu - że lojalność korporacyjna jest dla nich najważniejsza. Gdyby środowisko lekarskie umiało się oczyszczać samo, gdybyśmy mieli pod dostatkiem historii o lekarzach, informujących policję o swoich kolegach łapownikach, gdyby z Kodeksu Etyki Lekarskiej zniknęły kretyńskie zapisy o tym, że jeden lekarz nie może podważać kompetencji zawodowych innego - to nawet przy efekciarskich zagrywkach CBA skutki dla medycznego środowiska byłyby dużo mniejsze. I nie byłoby mowy o chorobliwej podejrzliwości pacjentów. Ale lekarze pracowali na swój wizerunek przez lata, a teraz dziwią się, że nie darzy się ich powszechną sympatią.

Być może ta sytuacja ich otrzeźwi. Bo co do posłów, raczej nie mam złudzeń.

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj37 Obserwuj notkę

Oto naści twoje wiosło: błądzący w odmętów powodzi, masz tu kaduceus polski, mąć nim wodę, mąć. Do nieznajomych zwracamy się "pan", "pani".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (37)

Inne tematy w dziale Polityka