Immunitety poselskie oraz apel polskich transplantologów i akcja lekarzy z plakietkami „Nie biorę, chcę godnie zarabiać". Pozornie sprawy nie mające ze sobą wiele wspólnego. A jednak.
W kwestii immunitetów nastąpiło interesujące odwrócenie ról: premier i PiS nagle stali się gorącymi orędownikami zniesienia immunitetu formalnego, podczas gdy Platforma zaczęła go bronić, a w każdym razie stała się sceptyczna wobec swoich dawnych zamiarów jego całkowitego zniesienia. Po obu stronach mamy przykład porażającego koniunkturalizmu politycznego. Idę o zakład, że gdyby fortuna się odwróciła i gdyby PiS znalazło się w opozycji, a PO u władzy - oba ugrupowania doznałyby nagłego olśnienia i ponownie zamieniły się opiniami.
Oczywiście jeśli z obecnej awantury wyniknie poważne ograniczenie immunitetu poselskiego, będę się tylko cieszył. W tym wypadku będzie się liczył skutek.
Lekarze natomiast ostrzegają o dramatycznym spadku liczby dawców i możliwym krachu polskiej transplantologii, co wiążą bezpośrednio ze słynną akcją CBA w szpitalu MSWiA. Mówią, że pacjenci wprost deklarują brak zaufania do nich.
Lekarze, którzy zakładają w pracy wspomniane plakietki, chcą z kolei walczyć w ten sposób o naprawę wizerunku środowiska, bardzo w ostatnim czasie zepsutego.
Te kwestie mają jednak ze sobą coś wspólnego. Immunitet poselski, przynajmniej ten materialny, jest zasadny i potrzebny. Nie byłoby zresztą w ogóle sprawy z ograniczaniem go w jednym lub drugim wymiarze, gdyby nie to, że na kopy można liczyć historie, gdy służył posłom jako ochrona w przypadku najbardziej pospolitych i kompromitujących wykroczeń, żeby wspomnieć tylko jazdę po pijaku. Gdyby ordynacja wyborcza i konstytucja już od dawna zawierały zapis o zakazie kandydowania osób z prawomocnymi wyrokami, gdyby posłowie bez wahania pozbawiali immunitetu każdego, kto wszedł w konflikt z prawem i wreszcie gdyby takich przypadków było naprawdę niewiele - kwestia immunitetu nie wywoływałaby takich emocji ani nie byłby on traktowany jako przywilej.
Skoro jednak posłowie nie są w stanie trzymać pionu (a także, powiedzmy szczerze, skoro lud za godnych swoich przedstawicieli uważa hałastrę taką jak zebrana w Samoobronie), skoro immunitet jest traktowany przez samych posłów jako przywilej, a nie narzędzie sprawowania mandatu - to trzeba im tę zabawkę zabrać. Widocznie do niej nie dorośli.
Gdy zaś lekarze skarżą się na nagonkę na swoje środowisko i nieufność ze strony pacjentów, przypomina mi się zawsze spotkanie z dr. Radziwiłłem kilka lat temu w prowadzonym przeze mnie i kilkoro przyjaciół klubie dyskusyjnym. Dr Radziwiłł poinformował nas wtedy, że w ciągu poprzednich kilkunastu lat samorząd lekarski pozbawił prawa do wykonywania zawodu... trzech lekarzy. W prasie z jednego roku znalazłoby się opisy dziesięciokrotnie większej liczby historii tak skandalicznych, że bez wątpienia zasługujących na taką właśnie karę. O opowieściach o łapówkarstwie nie wspominając. Ale dr Radziwiłł oburzył się na nasze zdziwienie, tłumacząc, że dla lekarza pozbawienie prawa do wykonywania zawodu to przecież tragedia. O tragedii pacjentów jakoś nie wspomniał.
To prawda, że cynk o praktykach kardiochirurga ze szpitala MSWiA dali podobno sami lekarze. Ciekawe tylko, dlaczego zrobili to dopiero kilka miesięcy temu. Jeśli dr G. brał łapówki, to zaczął je brać nagle, z dnia na dzień?
Lekarze przez lata pokazywali - także występując np. przed sądami w roli biegłych, oceniających błędy swoich kolegów po fachu - że lojalność korporacyjna jest dla nich najważniejsza. Gdyby środowisko lekarskie umiało się oczyszczać samo, gdybyśmy mieli pod dostatkiem historii o lekarzach, informujących policję o swoich kolegach łapownikach, gdyby z Kodeksu Etyki Lekarskiej zniknęły kretyńskie zapisy o tym, że jeden lekarz nie może podważać kompetencji zawodowych innego - to nawet przy efekciarskich zagrywkach CBA skutki dla medycznego środowiska byłyby dużo mniejsze. I nie byłoby mowy o chorobliwej podejrzliwości pacjentów. Ale lekarze pracowali na swój wizerunek przez lata, a teraz dziwią się, że nie darzy się ich powszechną sympatią.
Być może ta sytuacja ich otrzeźwi. Bo co do posłów, raczej nie mam złudzeń.


Komentarze
Pokaż komentarze (37)