Paskudna infekcja górnych dróg oddechowych wyłączyła mnie niemal całkowicie z jakiejkolwiek aktywności umysłowej na kilka dni. Połączona z gorączką i całkowicie zatykającym katarem, prawie zupełnie wyłączyła moją percepcję (wyglądam teraz wyjątkowo nieciekawie, a głos miałem przez cały dzień jak Maciej Zembaty).
Przez tę blokadę przebiło się tylko kilka może nieco przypadkowych faktów.
Na przykład ten, że Platforma najpierw zagłosowała przeciwko odebraniu immunitetu Małgorzacie Ostrowskiej, ale potem przeczytała wniosek prokuratury raz jeszcze i doszła do wniosku, że on jednak taki głupi do końca nie jest i że immunitet pani poseł właściwie należałoby odebrać. I gdyby głosowanie było jeszcze raz, to PO tym razem zagłosowałaby za. Jak wyjaśniał bodaj Donald Tusk - ktoś, kto czytał ów wniosek, nie doczytał.
Zacząłem się zastanawiać, czego jeszcze w ostatnim czasie dyżurny czytacz Platformy nie doczytał, bo może posłowie tej partii powinni zweryfikować swoje poglądy jeszcze w paru innych kwestiach.
To PiS przyzwyczaił mnie do żenujących zwrotów i kompromitujących tłumaczeń. Platformie jakoś udawało się podobnych gaf z grubsza dotąd unikać - może po prostu dlatego, że Platforma nie rządzi i w ogóle niewiele robi poza tzw. aktywnością medialną, a i to według kilku powtarzających się schematów, opartych na jednym zasadniczym wzorcu: „Cokolwiek robi rząd, jest z definicji złe". Tym razem jednak platformersi wspięli się na szczyty gosiewszczyzny skrzyżowanej z lepperiadą. Tłumaczenie, że „ktoś nie doczytał", brzmi jak z rady gminy w Pcimiu Dolnym, a nie z parlamentu RP. Jeśli rzeczywiście tak było, a nie jest to wynik np. szybko przeprowadzonego badania focusowego, z którego wynikło, że uczynienie przez PO z posłanki Ostrowskiej męczennicy Ziobrowych siepaczy, nie przyniosło tej partii popularności.
Stwierdzenie Donalda Tuska, że gdyby głosowanie odbyło się ponownie, to Platforma zagłosowałaby teraz inaczej, jest równie krotochwilne. Czyli - jak znowu jakiś czytacz w PO nie doczyta, to trzeba będzie kolejne głosowania powtarzać. Tak długo, aż platformersi w końcu będą uprzejmi doczytać i zdecydować się, jak powinni głosować. Ech...
Jakoś przebiła się do mnie także rozmowa Moniki Olejnik z Aleksandrem Kwaśniewskim przeprowadzona w Poranku Radia Zet. Powiedzieć, że Monika Olejnik jadła w niej byłemu prezydentowi z ręki to mało. Są na to dosadniejsze określenia. Najbardziej podobało mi się, gdy problem wszelkich zarzutów natury finansowej i biznesowej, stawianych byłemu prezydentowi, został przez „lwicę polskiego dziennikarstwa" sprowadzony do kwestii podarowanych prezydentowi zegarków. Z czego, nawiasem mówiąc, Aleksander Kwaśniewski także nie bardzo umiał się wytłumaczyć, twierdząc, że on nie wie, czy ktoś mu daje zegarek za 5 czy za 50 tysięcy. Ech...
Mimo nie najlepszego samopoczucia, pojechałem w piątek do Łodzi. Droga od Rawy Mazowieckiej do Łodzi okazała się poszatkowana remontami. Wyglądało to tak, że co kilka kilometrów jeden z pasów wąziutkiej jezdni, pozbawionej nawet poboczy, zajmowała koparka. Jak dobrze poszło, to koparkę obstawiano z obu stron przybrudzonymi czerwono-białymi tablicami. W jednym przypadku nie było nawet tego - po prostu tablicę robotnicy zawiesili bezpośrednio na koparce. Wcześniej nie było żadnej tablicy ostrzegawczej, nie mówiąc o tablicy świetlnej, migającej strzałce, wskazującej konieczność zjechania z zajętego pasa czy podobnych ekstrawagancjach nie mówiąc.
I taka mnie naszła refleksja i pytanie: czemu w tym i wielu innych podobnych miejscach roboty drogowe są oznaczane na odwal, nieprofesjonalnie, byle jak? Czemu w Hiszpanii, Francji, Niemczech, Szwecji, Stanach każdy pojedynczy robotnik na drodze jest obstawiony dziesięcioma tablicami z błyskowymi wskaźnikami, a u nas nikt nie oznacza nawet koparki?
To oczywiście pytania o kwestię ogólniejszą, oznakowanie robót drogowych to tylko przykład. Zatem: czemu 18 lat po wyjściu z Peerelu pod cieniutką warstewką emalii jest cały czas ta sama bylejakość, cały czas tyle spraw załatwianych jest na odwal, byle zrobić, byle sznurkiem związać i niech się jakoś trzyma. I proszę mi nie mówić, że to przez Układ albo przez to, żeśmy nie rozliczyli agentów. Dalibóg, nie widzę związku między tym, że firma, robiąca roboty drogowe, nie ustawia porządnych oznaczeń, a tym, że Solorz współpracował lub nie. Proszę mi też nie mówić, że to przez komunę, bo pożegnaliśmy ją kupę czasu temu. Jeśli będziemy wszystko usprawiedliwiać komuną, to równie dobrze możemy sięgną po rozbiory albo rozbicie dzielnicowe.
Więc co - jakaś skaza, mentalność narodowa? To nigdy u nas nie będzie porządnie, konsekwentnie, systematycznie, schludnie? Ech...
No i oczywiście najlepsze życzenia świąteczne dla wszystkich sąsiadów z Salonu24, wszystkich moich i cudzych Czytelników oraz dla Gospodarzy. Wesołego, Alleluja! Mimo wszystko.


Komentarze
Pokaż komentarze (37)