Gdy w zeszłym roku krytycznie wypowiedziałem się o Powstaniu Warszawskim, jeden z moich oponentów zaczął mnie molestować, abym w podobnym tonie skrytykował powstanie w getcie z okazji jego rocznicy: jako głupi, nierealistyczny zryw.
Od tematu nie uciekam, ale mój polemista nie doczeka się ode mnie takiej krytyki. I to nie z powodu jakiejś poprawności politycznej, ale dlatego, że oba powstania oceniam odmiennie. A oceniam je odmiennie dlatego, że rozgrywały się w całkowicie różnych okolicznościach, czego już mój krytyk nie dostrzegł.
Lech Kaczyński słusznie zauważył podczas wczorajszych uroczystości, że celem powstania żydowskiego nie było zwycięstwo. Jego inicjatorzy zdawali sobie doskonale sprawę, że, tak czy owak, czeka ich śmierć. Wybór w ich przypadku był dramatycznie prosty: zginąć biernie w komorze gazowej albo od strzału w głowę, lub w walce czy od własnej samobójczej kuli.
Powstanie Warszawskie różniło się od tego w getcie w kilku zasadniczych punktach. Po pierwsze - miało teoretycznie osiągalne cele polityczne i militarne. Po drugie - rozpoczęło się ponad rok po tym w getcie, gdy sytuacja militarna była kompletnie inna, a wojska sowieckie stały pod Warszawą (gdyby getto przetrwało do tego czasu i gdyby powstanie w nim miało wybuchnąć dopiero wtedy, przyszłoby je oceniać w inny sposób). Po trzecie - w Warszawie stawką były zwiezione z całego kraju bezcenne zabytki polskiej kultury i historii. Powstanie Warszawskie było błędem, ponieważ miało realizować konkretne cele, których zrealizowanie nie było możliwe w tamtym czasie z takimi siłami i dowódcy AK powinni byli to wiedzieć, a niektórzy z pewnością wiedzieli.
Powstanie w getcie błędem nie było, bo nie miało żadnego celu poza ratowaniem godności ludzi biorących z nim udział. Inaczej niż w przypadku Powstania Warszawskiego, to nie był wybór polityczny, który powinno się oceniać a kategoriach realizmu, ale wybór czysto etyczny. I żydowscy powstańcy wybrali, moim zdaniem, właściwie. (Powstańcy warszawscy zresztą także wybrali dobrze, natomiast fatalną decyzję podjęli ich dowódcy.)
Dobrze, że uroczystości 65. rocznicy powstania w getcie warszawskim przybrały tak uroczystą formę. Polacy i Żydzi mają bowiem - jeśli można użyć takiej kategorii - wspólny historyczny interes w zgodnym przypominaniu o takich zdarzeniach jak oba warszawskie powstania. Chodzi o to, żeby nie pozwolić zatrzeć granicy między sprawcami a ofiarami. W tym dziele Polska i Izrael powinny grać w jednej orkiestrze.
Uświadomiłem to sobie z nową mocą, słysząc historię pociągu specjalnego, wiozącego wystawę o dzieciach - w tym także polskich - wysyłanych przez Niemców w czasie wojny do obozów zagłady. Przypominam: pociąg ten, który ostatecznie skończy bieg w Polsce, jechał przez Niemcy, gdzie Deutsche Bahn kazały płacić sobie za korzystanie z torów grube pieniądze, po czym nie zgodziły się na postój pociągu na dworcu głównym w Berlinie. To przykład dość skandalicznej amnezji i przejaw niebezpiecznej tendencji do umywania rąk od win, od których nie tak łatwo się uwolnić - nawet kilka pokoleń po. Dziwię się zresztą, że organizatorzy wystawy nie zrobili wokół tej sprawy dużego szumu. Gdy połączyć to ze szkodliwą i zakłamującą prawdę historyczną inicjatywą Widocznego Znaku, popartą przez niemiecki rząd, odbierzemy naprawdę wyraźny sygnał ostrzegawczy.
W tym akurat punkcie Izrael i Polska mogłyby idealnie zsynchronizować swoje polityki historyczne, bowiem w naszym wspólnym interesie jest, aby winy nie uległy zatarciu i relatywizacji.


Komentarze
Pokaż komentarze (50)