455 obserwujących
693 notki
3913k odsłon
4582 odsłony

O wolności, nożach i Solidarnej Polsce

Wykop Skomentuj78

Czy przy dzisiejszym stanie prawnym policja nie ma możliwości działania?Ależ oczywiście, że ma. Spierając się ze mną na Twitterze, Jacek Czabański podawał przykład „grupy dwudziestu podpitych mężczyzn z nożami”. Policja ma mnóstwo możliwości interwencji prewencyjnej, poczynając od zakłócenia spokoju publicznego. Czasem zresztą takich właśnie interwencji dokonuje. Niestety, zbyt rzadko. I tu leży problem z zapewnieniem bezpieczeństwa publicznego, nie w braku kolejnych zakazów. Prewencja generalna nie polega na wprowadzaniu nowych kategorii zabronionych narzędzi, ale na tym. Aby policja była widoczna, trafnie rozpoznawała miejsca potencjalnego zagrożenia i tam skupiała swoje wysiłki, a także wypracowywała takie metody i skuteczność interwencji w razie zaistnienia incydentu, żeby popełniający wykroczenie albo przestępstwo miał przekonanie, iż prawdopodobieństwo, że zostanie schwytany, jest bardzo duże.

Tych wszystkich zadań dzisiaj polska policja oczywiście nie spełnia. Nie spełniała ich również w Krakowie, gdzie doszło do wyjątkowo brutalnych czynów. Z tym że znacznie trudniej jest zmienić policję – jej struktury, mentalność funkcjonariuszy, istniejące układy, decydujące o jej gnuśności – niż napisać na kolanie jeden absurdalny przepis.

Czy należy zwijać każdego, kto posiada przy sobie nóż (większy niż przewidziany limit)? Wszystkim entuzjastom takich pomysłów polecam uważne obejrzenie znakomitego „Raportu mniejszości” według prozy niezrównanego Philipa K. Dicka. Książka i film stawiają pytanie o zasadność i granice każdej prewencji. Twierdzę, że wypaczone jest rozumienie prewencji jako dania władzom możliwości wprowadzenia restrykcji wobec każdego, kto tylko potencjalnie może popełnić przestępstwo, bo posiada przy sobie narzędzie, którym można okaleczyć lub zabić. Do takich narzędzi można zaliczyć całe mnóstwo przedmiotów – łyżkę do kół, kastet z plastiku (jest to narzędzie przeznaczone dla osób posługujących się Krav Magą), nóż ceramiczny, a także miniaturowy scyzoryk czy arsenał dostępnej dziś bez zezwolenia broni (a zapewniam, że jest to arsenał potężny, od miotaczy gazu po broń ASG). Wychodząc z takiego założenia, z jakiego wyszła SP, należałoby zatrzymać i ukarać posiadaczy wszelkich potencjalnie groźnych przedmiotów. Powie ktoś: jednak nóż nosi się z wyraźną intencją. Odpowiadam: każdy groźny przedmiot można nosić z intencją neutralną, intencją użycia go w samoobronie albo zrobienia komuś krzywdy. Każdy.

Gdyby w życie wszedł projekt SP, bandyci podzieliliby się na dwie grupy. Jedną stanowiliby ci, których nowe ograniczenia wcale by nie obeszły, bo łamanie prawa jest częścią ich obyczaju. Drugą ci, którzy w przejawie charakterystycznego cwaniactwa natychmiast zastąpiliby maczety czy noże bojowe czymś, co nie byłoby zakazane – na przykład nożami o ostrzu poniżej 8 cm. A zapewniam, że wybór takich narzędzi, skonstruowanych z myślą o walce, jest olbrzymi. Co w następnym kroku zrobiliby geniusze od Ziobry? Zakazali jakichkolwiek noży? A może zabroniliby nam noszenia przy sobie w ogóle czegokolwiek, co nie jest z gumy?

Czy proponowany przepis zwiększyłby w takim razie w jakimkolwiek stopniu bezpieczeństwo zwykłych ludzi? Wydaje się, że przekonująco wykazałem, że nie. Przeciwnie – byłby idealnym instrumentem nękania uczciwych obywateli.

Czemu zatem zwolennicy podobnych regulacji są za? Ulegają złudzeniu, że samo uchwalenie przepisów załatwia realne problemy lub ulegają emocjom, które nie pozwalają im logicznie rozumować. Najważniejsze jednak, że nie czują naturalnego oporu przed oddawaniem państwu kolejnych kawałków swojej wolności. Gdy ktoś proponuje: „Damy wam trochę więcej bezpieczeństwa, ale musicie się pogodzić z kolejnymi ograniczeniami” – nie zapala im się lampka ostrzegawcza i nie weryfikują takiej, na ogół czczej, obietnicy dziesięć razy, tylko ochotnie na nią przystają.

Ich sposób myślenia oddają doskonale dialogi, jakie od dawna toczą z sobą zwolennicy prawa do posiadania skutecznych narzędzi do samoobrony i przeciwnicy tegoż. Ci drudzy twierdzą, że zwyczajny obywatel i tak nie ma szans w starciu z bandytą, który zawsze go pokona. A jeżeli napadnięty będzie się próbował bronić, poniesie jeszcze większe szkody. Cóż, taki scenariusz jest możliwy, ale trudno powiedzieć, na czym jego głosiciele opierają niezachwianą pewność, że tak będzie w każdym przypadku. To do wolnego obywatela powinna należeć ocena sytuacji zagrożenia i decyzja, czy chce się bronić, czy woli skapitulować. Przy pełnej świadomości, że państwo w postaci policjanta nie zawsze będzie w stanie mu pomóc na czas, nawet przy idealnie działającej policji. A nasza taką nie jest.

Nie jest też prawdą, że zwykły człowiek nie ma szans w starciu z bandziorem – przy czym nie mówimy tu o profesjonalnej bandyterce; spotkania z takimi osobami zdarzają się w gruncie rzeczy rzadko, problemem są natomiast przypadkowe żule, dresiarstwo i inny tego typu element. To ludzie, którzy przywykli do dominacji nad potencjalną ofiarą. Stanowczy opór w wielu przypadkach ich odstraszy. Nie bez powodu reklamuje się – i robi to także policja – np. zajęcia z samoobrony dla kobiet. Nie miałyby przecież sensu, gdyby nie miała sensu samoobrona. W tym względzie polecam odszukanie wypowiedzi specjalistów od samoobrony i psychologów policyjnych.

Jest natomiast prawdą, że zwykły człowiek ma znacznie mniejsze szanse w takiej sytuacji, jeżeli jest pozbawiony jakichkolwiek narzędzi do samoobrony.Z gołymi rękami niemal na pewno sobie nie poradzi. A tak właśnie chciałaby go postawić naprzeciwko bandziorów Solidarna Polska.

Jeśli ktoś wie, że nie będzie w stanie się bronić, niech się nie broni. To jego sprawa. Nie przypominam sobie jednak historii, w której bierność ofiary dałaby jej jakąkolwiek korzyść. Powtarzam: to powinna być suwerenna decyzja napadniętego. Nie widzę powodu, dla którego taktyce bierności mieliby się podporządkować wszyscy.

Niewytłumaczalna jest również wiara „etatystycznych pacyfistów” w to, że wprowadzenie zakazu posiadania tej czy innej broni spowoduje, iż grzecznie zrezygnują z niej bandyci, a więc będzie ogólnie bezpieczniej. Nie – zrezygnują z niej tylko praworządni obywatele. Dokładnie taki mechanizm działa w przypadku broni palnej. Spokojny człowiek nie kupi na lewo pistoletu. Z wielu powodów. Bandyta kupi go bez oporów. Czasem zresztą nawet otrzymawszy od policji pozwolenie na broń do ochrony osobistej, bo system wydawania tych pozwoleń jest dzisiaj czysto uznaniowy i wystarczy być np. właścicielem kantoru wymiany walut, aby przekonać policję, że broń jest nam potrzebna. (To zresztą temat na osobny tekst.)

Wolność jest dziś towarem bardzo deficytowym. A stała się nim, ponieważ większość obywateli jej nie ceni i nie szanuje. I to jest najbardziej niepokojące. 

Wykop Skomentuj78
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale