Blog
Jest super, więc o co mi chodzi?
Łukasz Warzecha
Łukasz Warzecha publicysta
456 obserwujących 693 notki 3872264 odsłony
Łukasz Warzecha, 22 stycznia 2014 r.

O odpowiedzialności politycznej. Casus Bieńkowskiej.

 Spór wokół kolejowej zapaści i odpowiedzialności za nią Elżbiety Bieńkowskiej przypomina nieco awanturę po zalaniu Trasy Toruńskiej w Warszawie. Głosy krytyki i obrońców HGW rozłożyły się wtedy niemal tak samo. Wielbiciele HGW – a może raczej przeciwnicy PiS, bo to stosunek do tej partii określa od dawna pozycję na scenie politycznej i poglądy – gotowi byli całkowicie rozgrzeszyć prezydent Warszawy nawet kosztem własnej śmieszności. Prezentowali wtedy dwie uzupełniające się narracje. Pierwsza głosiła, że nieco większy opad deszczu był absolutnie niemożliwym do przewidzenia kataklizmem, który rozłożyłby na łopatki każde miasto na świecie. Druga brzmiała: HGW nie ponosi żadnej odpowiedzialności za to, co się stało, bo jeśli ktoś za coś tu odpowiada, to wyłącznie służby, które bezpośrednio zajmują się utrzymaniem dróg w stolicy.

Niemal to samo czytam dziś, gdy idzie o Bieńkowską. Narracja ma kilka wątków.

·        Mamy do czynienia z wyjątkowym pogodowym kataklizmem, który skutkuje oblodzeniem sieci trakcyjnej, a na oblodzenie sieci trakcyjnej nie ma mocnych. (Tu zresztą występuje sprzeczność w argumentacji: albo kataklizm jest „wyjątkowy", a w takim razie słowa „sorry, taki mamy klimat" są nieprawdziwe; albo jest czymś normalnym, zgodnie z deklaracją pani minister, a w takim razie kolej powinna być na niego standardowo przygotowana.) Dodatkowo wielbiciele pani wicepremier ustawiają sobie przeciwnika, czyli jej krytyków, w ten sposób, że twierdzą, jakoby oczekiwali oni, że pani minister zapobiegnie obladzaniu sieci (czasem zgryźliwie dodają jeszcze: osobiście). To oczywista bzdura, nikt takich oczekiwań nie ma.

·        Pani minister nie odpowiada za to, co się stało, bo jest to sytuacja losowa i nic na nią nie można poradzić.

·        Standardowa klisza: gdzie indziej też są problemy.

·        Standardowa klisza nr 2: „A za PiS to było lepiej?” lub „A za PiS to będzie lepiej?” (występuje też w wariancie prymitywnej kpiny: „Jasne, Kaczyński ociepli klimat i sprawi, że pociągi nie będą łapały opóźnień”).

Choć przemawianie do antypisowskich lemingów na ogół przypomina gadanie do obrazu, warto jednak naprostować te fałsze.

Co to jest odpowiedzialność polityczna? Formalnie rzecz biorąc, jej egzekwowaniem zajmuje się w Polsce jeden organ – cierpiący na niemal nieustającą impotencję i skrajnie nieefektywny, obsadzany z klucza w stu procentach politycznego Trybunał Stanu. To jednak zostawmy na boku, bo nie o taką odpowiedzialność polityczną chodzi.

Nie idzie tu w ogóle o odpowiedzialność uregulowaną prawnie. Twierdzenie, że całe życie polityczne i społeczne reguluje wyłącznie prawodawstwo jest przykładem posuniętego do absurdu prawnego pozytywizmu i swego rodzaju skrajnego „mechanicyzmu” prawnego. Poza prawem istnieją także normy zwyczajowe, moralne, etyczne. Odpowiedzialność polityczna mieści się w tej właśnie sferze.

Można ją zdefiniować jako odpowiedzialność, którą ponosi osoba na kierowniczym, politycznym stanowisku, formalnie sprawująca nadzór nad daną dziedziną, nawet jeśli – czy wręcz: zwłaszcza jeśli faktycznie miała nikły lub wręcz żaden bezpośredni wpływ na dane zdarzenie, decyzję lub zaniechanie.

Dymisje w takich sytuacjach nie są rzadkością. Dokładnie taką odpowiedzialność poniósł w rządzie Donalda Tuska Zbigniew Ćwiąkalski za samobójstwo (domniemane) ważnego więźnia, przebywającego w areszcie.

Inny, tym razem fikcyjny, przykład odpowiedzialności politycznej. Proszę sobie wyobrazić, że grupa antyterrorystów wdziera się do niewłaściwego mieszkania i w wyniku ich błędnej interwencji ginie niewinna, całkowicie przypadkowa osoba. Bezpośrednią odpowiedzialność ponosi dowódca akcji, może szeregowi funkcjonariusze, w najlepszym razie komendant wojewódzki. Ale odpowiedzialność polityczną ponosi bez najmniejszej wątpliwości minister spraw wewnętrznych. Nie dowodził akcją, nie zajmował się zwiadem, być może w żaden sposób nie wpływał i nie mógł wpłynąć na system szkolenia funkcjonariuszy. Lecz odpowiedzialność polityczna i tak spada na niego.

Podejście do kwestii odpowiedzialności politycznej jest sprawą indywidualną. Polityk z dużym poczuciem odpowiedzialności jest gotów ponieść konsekwencje i złoży taką deklarację sam z siebie. Szef rządu, który traktuje własnych wyborców i obywateli poważnie, będzie egzekwował odpowiedzialność polityczną wobec własnych podwładnych. Granice i zakres tejże pozostają sprawą jego własnej oceny. Nie chodzi przecież o to, żeby odwoływać ministrów w związku z każdym incydentem, który zdarzy się w obszarze ich kompetencji. Czym innym jest afera korupcyjna w powiatowej komendzie policji, a czym innym korupcja liczona w dziesiątkach milionów na poziomie Komendy Głównej. Czym innym jest dwumiesięczne opóźnienie w budowie jednej drogi ekspresowej, a czym innym notoryczne kilkunastomiesięczne spóźnienia w budowie większości dróg ekspresowych i autostrad.  Czym innym jest pojedynczy incydent w małej skali, a czym innym nieustający strumień informacji o nawet drobnych zaniedbaniach, sumujący się w niepokojący obraz jakiejś instytucji czy dziedziny życia.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Jak się siedzi na barykadzie, to się najwięcej obrywa.
Na moim blogu ja decyduję, których komentujących nie chcę tu widzieć.
Site Meter

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • Pani Janino Polecam Pani mój tekst. Proszę sobie odpowiedzieć na te pytania:...
  • @Autor No, to jest doprawdy zabawne. Napisałem o nowej "F" dwa teksty. W każdym podałem wiele...
  • @VITUS Przyznam, że nie rozumiem Pana tłumaczenia. "Redaktor Warzecha wykłada nową wersję...

Tematy w dziale