456 obserwujących
693 notki
3912k odsłon
14353 odsłony

„Resortowe dzieci” - książka słaba, ale potrzebna

Wykop Skomentuj56

Przykład – losy Grzegorza Miecugowa i jego ojca Brunona, postaci faktycznie paskudnej. Czytamy zatem: „Nie bez znaczenia w karierze Grzegorza Miecugowa był fakt, że jego ojciec, Brunon Miecugow, był znanym dziennikarzem, doskonale funkcjonującym w socjalistycznej prasie”. Zapewne jest to stwierdzenie słuszne i fakt ten naprawdę miał znaczenie. Tyle że w tekście nie znajdziemy ani słowa o tym, jak jedno przełożyło się na drugie.

Na upartego, gdyby „Resortowe dzieci” wziął do ręki ktoś, kto chciałby je odczytać bez kontekstu i powszechnie dostępnej wiedzy, mógłby dojść do wniosku, że opisane przypadki nie dowodzą istnienia żadnych reguł. Autorzy nie są bowiem w stanie pokazać zależności pomiędzy działalnością rodziców i ich miejscem w hierarchii PRL a losem ich dzieci.

Tu widać gigantyczne braki warsztatowe piszących, które zresztą ujawniają się również w innych kwestiach. Można się zgodzić, że w książce, która opisuje losy kilkudziesięciu osób, nie sposób w przypadku każdej z nich drobiazgowo rekonstruować wspomnianych zależności, pochylając się na przykład nad ewolucją jej światopoglądu pod wpływem rodzinnego domu. Ale przynajmniej kilka takich analiz powinno się w książce znaleźć – jako wzorzec. Nie ma ani jednej. Punkt wyjścia i punkt dojścia to trochę za mało, aby twierdzić, że się opisało jakikolwiek mechanizm. Wygląda jednak na to, że Kania, Targalski i Marosz zestawili po prostu cytaty z dokumentów, artykułów i innego rodzaju źródeł i uznali, że na tym mogą pracę zakończyć.

Przeczytanie „Resortowych dzieci” zajęło mi relatywnie dużo czasu, bo tę książkę czyta się przeraźliwie ciężko. Nic dziwnego – jest nieznośnie chaotyczna. Autorzy wybrali uporządkowanie zagadnień według kryterium poszczególnych środowisk, ale w ramach tychże nie byli już w stanie wprowadzić żadnego przejrzystego porządku. Mamy więc zebrane obok siebie najróżniejsze i nieprzystające do siebie kategorie. Są regularni i dobrze udokumentowani TW, są kontakty operacyjne – te z Departamentu I MSW i z pozostałych (co miało trochę inne znaczenie, ale wciąż było formą świadomej współpracy), a obok nich historie oparte na skojarzeniach, niepełnych danych czy zarzutach dotyczących całkiem współczesnej działalności.

Przykład – Piotr Pytlakowski, dziennikarz „Polityki”. Pierwszy zarzut: Pytlakowski obsługiwał proces morderców ks. Popiełuszki, co musiało oznaczać akceptację przez SB. Jednak żadnych dokumentów w tej kwestii autorzy nie przywołują. Stwierdzają po prostu: „Nie było na nim [procesie] osób bez akceptacji SB”. Możemy się domyślać, że tak istotnie było, ale w tego typu publikacji można by oczekiwać jednak czegoś więcej niż nieopatrzonego nawet przypisem autorytarnego stwierdzenia. Dalej dowiadujemy się, że Pytlakowski odszedł z „Życia” po publikacji „Wakacji z agentem”, a w 2001 r. w „Polityce” napisał tekst zawierający tezy identyczne co słynny film „Dramat w trzech aktach”, szkalujący braci Kaczyńskich. Pytlakowski był też współautorem filmu, pokazującego Barbarę Blidę jako ofiarę PiS.

Ojciec Pytlakowskiego w latach 50. pracował w wydawnictwie MON. Był też figurantem w toczącej się w latach 50. sprawie, dotyczącej rzekomej współpracy żołnierzy AK z Gestapo, ale o co chodziło – nie wiadomo, bo nie ma kompletu akt.

Tak w streszczeniu wygląda rozdział „Polityczne criminal tango”. Na jakiej zasadzie Piotr Pytlakowski łapie się do grupy resortowych dzieci – nie bardzo wiadomo. Pojęcia „resortowe dzieci” autorzy zresztą w ogóle nigdzie nie definiują. Głównym zarzutem, który można wyczytać z passusu, poświęconego Pytlakowskiemu, jest, że jako dziennikarz zaangażował się w akcje uderzające w PiS.

W innym miejscu pojawia się Jarosław Gugała, dziennikarz zdecydowanie prorządowy. Nie był TW, nie był KO, w tekście nie ma ani słowa o jego rodzicach czy krewnych. Za to teść Gugały był w latach 80. dyrektorem Centrali Handlu Zagranicznego Animex, której losy w latach 90. były dość interesujące. Tylko jakie to miało przełożenie na działania Gugały?!

Przykład kolejny: na s. 307 pojawia się Grzegorz Cydejko, obecnie szef warszawskiego oddziału SDP, skonfliktowany z przewodniczącym stowarzyszenia Krzysztofem Skowrońskim. Zarzuty wobec Cydejki są trzy. Pierwszy – pojawił się na antenie TVP. Drugi – w 1986 r. odbywał praktyki na Uniwersytecie Łomonosowa w Moskwie. Trzeci – w roku 2012 podpisał list, w którym wraz z kilkoma innymi osobami domagał się odejścia Skowrońskiego z funkcji szefa SDP. Umieszczenie go w „Resortowych dzieciach” jest po prostu niepoważne.

Podobnych przypadków jest więcej. Najbardziej znany to Marcin Meller, który w Peerelu był radykalnym NZS-owcem, a jego dziennikarska kariera nie ma nic wspólnego z rodzinnymi koligacjami. Ale – i to zapewne klucz do umieszczenia go w książce – jest „twarzą TVN”.

Wykop Skomentuj56
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale