Blog
Jest super, więc o co mi chodzi?
Łukasz Warzecha
Łukasz Warzecha publicysta
455 obserwujących 693 notki 3875706 odsłon
Łukasz Warzecha, 23 lutego 2014 r.

Na czym może się potknąć Ukraina

Wydarzenia na Ukrainie mogły wprawić w emocjonalne drżenie. Nie dziwię się tym, którzy ulegali pokusie spoglądania na nie właśnie w taki sposób, bo sam jej momentami ulegałem. Rację mają zapewne ci, którzy piszą, że znaczna część osób, które uwiera ład III RP zatwierdzony przy Okrągłym Stole, przyglądając się ukraińskiej rewolucji kompensowali sobie niedostatki naszej transformacji. Niektórzy przekraczali zresztą granicę, domagając się wręcz, aby Ukraińcy na żadne porozumienia nie szli, tylko dalej pakowali się pod kule Berkutu. Określiłem to jako kanapowy radykalizm.

Teraz moment jest o tyle trudny, że - jeżeli założymy, iż Janukowycz jest już postacią z przeszłości, zaś Rosja nie będzie próbowała doprowadzić do rozczłonkowania Ukrainy (tak moim zdaniem właśnie będzie, o czym dalej) - nie da się już myśleć o sytuacji wyłącznie w kategoriach emocji i barykad. Chwila przejścia od skutecznego masowego protestu do żmudnej, codziennej polityki jest zawsze najtrudniejsza. Polska w 1989 r. tej próby nie przeszła. I tu pojawia się kilka wariantów oraz całe mnóstwo istotnych czynników, które trzeba rozważyć na zimno. Nie podejmuję się snuć przewidywań, chcę tylko wskazać, co jest moim zdaniem ważne i jakie mogłyby być warianty rozwoju sytuacji.

Wariant, który budził bodaj największe obawy, to gra Moskwy na podział Ukrainy, co zresztą wydawał się sugerować Janukowycz w swoim wystąpieniu, zresztą tak absurdalnym w treści, że aż komicznym. Wydaje się jednak, że z różnych powodów to nie nastąpi. Dlaczego?

Po pierwsze - ponieważ Janukowycz jest już skreślony, nie tylko przez ogromną część Ukraińców, ale również, jak się wydaje, przez Putina. Rosyjski satrapa potrzebuje w państwach, które uznaje za należące do swojej strefy wpływów, przywódców uległych, ale zarazem skutecznych. Janukowycz okazał się skrajnie nieskuteczny i zwyczajnie za głupi, żeby zapanować nad ruchem protestu. Jego obóz zdezerterował, więc Putin nie ma żadnego interesu w tym, aby stawiać go na czele separatystycznego państewka wschodnioukraińskiego. Innego zaś lidera nie da się dość szybko przygotować.

Po drugie - ponieważ Moskwa woli mieć całą Ukrainę, a nie tylko jej część, co prawda z ważnym strategicznie Krymem. Próba oderwania wschodniej Ukrainy od jej zachodniej części oznaczałaby, że granica zachodnich, w tym amerykańskich, wpływów znacząco przybliżyłaby się do granic samej Federacji Rosyjskiej. Putin woli zatem walczyć o utrzymanie całości państwa ukraińskiego w swojej orbicie wpływów i zapewne woli na jakiś czas odpuścić i poluzować nacisk, licząc na to, że perspektywie być może już parunastu miesięcy zacznie znowu wygrywać.

Po trzecie - Ukraina zapierającego dech w piersiach protestu to jedno, ale Ukraina mozolnie wykuwająca nowy system polityczny to coś całkiem innego. Rosja może liczyć na to, że na tym właśnie etapie coś pójdzie nie tak, doświadczenie działaczy opozycji okaże się zbyt małe lub uda się dla swoich celów pozyskać choć część obecnych opozycjonistów.

W swoim tekście w cyklu "Eastern Approaches" publicysta "The Economist" Edward Lucas słusznie zwraca uwagę, że kształtowanie nowej rzeczywistości politycznej wymaga innych cech niż odważne stanie na barykadach. Nie jest powiedziane, że te właśnie cechy znajdą sobie teraz miejsce w życiu społecznym Ukrainy, bo - jak znów słusznie spostrzega Lucas - rozwiązywanie problemów w prosty, wiecowy sposób, zgodnie z czarno-białym schematem, może się stać nęcącym nałogiem. A tak budować nowego państwa się nie da.

Do tego muszą dojść - co całkiem naturalne, ale w obecnej sytuacji Ukrainy przecież także niebezpieczne - naturalne różnice pomiędzy rozmaitymi odcieniami opozycji. To widać było już na Majdanie, gdzie liderzy musieli ulegać naciskowi tłumu, a w samym zgromadzeniu temperamenty także były odmienne, z Prawym Sektorem idącym bodaj najdalej (i kontynuującym tę linię nawet teraz). Te rozdźwięki najprawdopodobniej będą o sobie dawały znać coraz mocniej, w miarę jak głównonurtowa opozycja będzie chciała działać coraz bardziej w ramach procedur, a radykałowie będą się domagali jak najdalej idących posunięć, nawet omijających prawo.

Wybory prezydenckie będą też oczywiście rywalizacją i trudno założyć, że opozycja zdoła przedstawić jednego kandydata. Czy zatem Ukraińcy będą potrafili w miarę gładko przejść od jedności, jaką stworzył Majdan, do normalnego demokratycznego sporu?

Zagadką pozostaje lojalność i nastawienie wszelkiego rodzaju służb - od prokuratury po służby specjalne. Przeszły one wprawdzie pod kontrolę opozycji lub opowiedziały się po jej stronie, ale przecież pracują tam ludzie, którzy czasami w dużym stopniu byli uzależnieni od dawnego systemu, są zamoczeni w różne mało przyjemne sprawy, mogą obawiać się odpowiedzialności itd. Wszystko to może sprawić, że będą wygodnym narzędziem w rękach Rosji.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Jak się siedzi na barykadzie, to się najwięcej obrywa.
Na moim blogu ja decyduję, których komentujących nie chcę tu widzieć.
Site Meter

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • Pani Janino Polecam Pani mój tekst. Proszę sobie odpowiedzieć na te pytania:...
  • @Autor No, to jest doprawdy zabawne. Napisałem o nowej "F" dwa teksty. W każdym podałem wiele...
  • @VITUS Przyznam, że nie rozumiem Pana tłumaczenia. "Redaktor Warzecha wykłada nową wersję...

Tematy w dziale