Spór o ustawę medialną, którego jesteśmy świadkami w rzeczywistości omija jądro problemu telewizji publicznej.
W gruncie rzeczy sprowadza się do tego, w jaki sposób politycy będą wpływać na narzędzie, które jest już w dzisiejszym świecie niezbędne do - utrzymania czy zdobycia władzy.
Czy naprawdę powinniśmy kłócić się o to: czy lepiej jak premier sam sobie wyrzuci szefa TVP i posadzi nowego, czy lepiej jak najpierw partia opanuje instytucje dające takie kompetencje?
Propozycje PO nie wydają się wychodzić poza ramy takiego rozumowania. Pozostawienie dotychczasowej koncepcji z takim myśleniem nie zrywa.
Trzeba poszukać nowej drogi. Ale jaki polityk podniósłby rękę głosując przeciw swojemu interesowi (żadnego znaczenia nie ma tu opcja)?
Inne tematy w dziale Polityka