0 obserwujących
176 notek
127k odsłon
  205   0

Hitlerowskie metody

W chwili, gdy piszę te słowa, wyniki referendum w Warszawie nie są jeszcze znane. Niezależnie jednak od nich, stała się rzecz bardzo zła. Demokratyczna władza dopuściła się otwartego ataku na podstawy demokracji.

To jest absolutny skandal i jest dla mnie rzeczą niepojętą, że nawet niektórzy prawicowi blogerzy (Rybitzky na przykład) usprawiedliwiają to skurwysyństwo.

Ja jako zwykły obywatel mógłbym wzywać do bojkotu referendum w Warszawie. Mogą to dziennikarze TVN czy GW, mogą biznesmeni. Ale nie mają do tego prawa ani posłowie, ani ministrowie, ani premier, ani Prezydent Warszawy, ani żaden z radnych nawet.

Dlaczego?

Ano dlatego, że demokratycznie wybrana władza z zasady jest zobowiązana w szczególny sposób do szacunku do demokracji. Nie twierdzę tu, że PiS jest lepszy. Gdyby Kaczyński nawoływał do bojkotu jakiegoś referendum, tak samo bym go skrytykował, bo on jest posłem. Jemu do ciężkiej i niespodziewanej cholery NIE WOLNO dopuszczać się czegoś takiego! Tak samo moim zdaniem nie wolno tego Tuskowi ani Hannie Gronkiewicz-Waltz! Bo oni są przedstawicielami demokratycznej władzy, a kiedy demokratyczna władza prowadzi brutalną i podłą antydemokratyczną propagandę, to jest to działanie na granicy zamachu stanu! Nawoływać do pójścia i zagłosowania przeciwko mają prawo, ale nie do bojkotu! To są dwie całkowicie różne rzeczy. Nawoływać do głosowania na swoją opcję polityczną to zupełnie nie to samo co nawoływać do odebrania politycznym przeciwnikom prawa do odwołania demokratycznie wybranego urzędnika ze stanowiska w referendum.

Hitler kiedyś zdołał obalić demokrację w Niemczech właśnie dlatego, że głupi Niemcy olewali fakt, że jego partia po dojściu do władzy łamała jakiekolwiek demokratyczne standardy i nikt na to nie zareagował. Teraz dokładnie tą samą ścieżką podąża Platforma Obywatelska.

 

Jakie do cholery ma znaczenie, czy podpisy pod wnioskiem o referendum należą do polityków czy nie? Nie ma to żadnego znaczenia. To nadal są obywatele i nadal mają prawo żądać referendum. I mają prawo w tym referendum odwołać Hannę Gronkiewicz-Waltz jeśli ich się zbierze wystarczająco wielu. Zamiast to uszanować, PO wybrało kolejny raz ścieżkę skurwysyństwa. Podpisy są nieistotne, bo to PiS. Ludzie nie mają praw, bo popierają PiS. Zupełnie jak Hitler, który twierdził, że Żydzi nie mają żadnych praw.

Skąd się w ogóle wzięli głupcy, którzy uwierzyli w brednię, że referendum w sprawie odwołania polityka może nie być polityczne? Byłoby polityczne nawet gdyby PiS i PO nie zabrali głosu. Dyskusja czy odwołać polityka ze stanowiska jest polityczna z założenia, nawet jeśli nie angażują się w nią zawodowi politycy. Zresztą HGW może mieć pretensje wyłącznie do siebie, bo rządzi Warszawą nie jak człowiek wybrany na to stanowisko - lecz jak partyjny namiestnik Donalda Tuska. Przykłady można by mnożyć.

 

Coś bardzo niedobrego dzieje się w tym kraju. Tu już nie chodzi o to, że jakiś błazen schlał się w Sejmie i zapytał szyderczo Prezydenta RP z przeciwnej opcji politycznej, czy przypadkiem nie jest on alkoholikiem. My już powoli dochodzimy do takiego miejsca, gdzie te wszystkie szuje i skurwysyny nawet nie kwapią się zamaskować swoich skandalicznych słów! Prezes Rady Ministrów do spółki z Prezydent Warszawy bez żenady nawołują do zbojkotowania normalnych, demokratycznych mechanizmów kontrolnych! A co najbardziej szokujące, nam sprano mózgi do tego stopnia, że nawet niektórzy prawicowi blogerzy uważają za coś normalnego, że demokratyczna władza brutalnie walczy z podstawami demokracji!

Jeśli dziś „kto głosuje w referendum ten przebrzydły pisior i za karę go wywalę z pracy” jest uznawane za normalna debatę polityczną, strach myśleć, co będzie uznawane za normalność jak PO porządzi jeszcze parę lat.

Lubię to! Skomentuj7 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale