0 obserwujących
176 notek
127k odsłon
  180   0

Afera taśmowa, czyli ch..j wielki i bezczelność Belki

 Jest nadzieja, że kres rządów Tuska zbliża się wielkimi krokami. Po wielu latach pokątnych dealów i zakulisowych rozmów, wreszcie ktoś nagrał ekipę kłamców, wywlekając na wierzch brudy.

 

Donald Tusk do spółki z wiernymi mu agentami PO, delegowanymi do dezinformacji w mass mediach dwoi się i troi, by przedstawić aferę taśmową jako „próbę zamachu stanu”. I to mówi ten sam polityk, który na określanie mianem zamachu stanu przejęcia funkcji Prezydenta RP przez Bronisława „w bulu i nadzieji” Komorowskiego herbu „kaszaloty” na podstawie śmierci Lecha Kaczyńskiego bez ważnego prawnie dokumentu to potwierdzającego reagował uśmiechem politowania. Wyraźne naruszenie prawa przez ówczesnego Marszałka Sejmu w celu przejęcia władzy i położenia łapy na aneksie do raportu o WSI nie było zamachem stanu, natomiast fakt opublikowania kompromitujących polityków PO taśm już jak najbardziej jest zamachem stanu?

Ktoś jeszcze widzi tu debilizm?

Zresztą skąd taki szaraczek jak ja ma wiedzieć, o co biega, skoro nawet sam Tusk nie może się zdecydować czy była próba zamachu stanu, czy może nie było żadnej afery i nic się w sumie nie stało? Bo na konferencji Tusk nie mógł się najwidoczniej zdecydować, która wersja obowiązuje jako jedynie słuszna.

 

Sprawa jest zastanawiająca zwłaszcza jeśli ją postawić w świetle komentarza Łażącego Łazarza, co do którego już się przyzwyczaiłem, że co dla mnie jest sufitem – dla niego jest podłogą. Być może zezwolenie na zadłużanie się budżetu państwa w NBP samo w sobie takie głupie nie jest. Sednem afery jednak jest to, że po pierwsze Marek Belka dyktował Sienkiewiczowi, kogo Tusk ma wywalić z rządu, a to jest mieszanie się NBP do polityki, czego zabrania Konstytucja. Po drugie Marek Belka domagał się możliwości „objeżdżania Rady Polityki Pieniężnej”. Czyli de facto domagał się pozycji księcia udzielnego, trzymającego bezdyskusyjnie łapę na całości finansów w Polsce. I to bez zwiększenia w żaden sposób realnych możliwości pociągnięcia go do odpowiedzialności za jego decyzje. Po trzecie zezwolenie na zadłużenie się budżetu państwa w NBP rodzi ryzyko zgadania się premiera z prezesem NBP i finansowania deficytu z dodrukowywanych przez NBP pieniędzy, ze skutkiem powszechnie wiadomym.

 

Nie jestem w sumie przeciwnikiem zwiększenia władzy prezesa NBP i zlikwidowania Rady Polityki Pieniężnej, ale musi to się wiązać z drastycznym zwiększeniem możliwości pociągnięcia go do odpowiedzialności za jego decyzje. A Belka proponował sytuację w której de facto to on podejmuje decyzje, ale nie wiadomo kto odpowiada za ich konsekwencje, bo Belka zwali na RPP, a RPP na Belkę i jesteśmy w krzakach.

 

Tusk mógł się wykpić relatywnie niewielkim kosztem. Zdymisjonować Sienkiewicza, po cichu znaleźć tego kto nagrał taśmy i ewentualnie nasłać na niego „seryjnego samobójcę”. Byłoby trochę gadania, ale sprawa zapewne rozeszłaby się po kościach. Tusk jednak zapewne wie na temat kompromitujących taśm o wiele więcej, niż mówi. Wie, co może się na nagraniach znajdować i na kogo. Ktoś już zauważył, że dymisja Sienkiewicza oznaczałaby też dymisję każdego innego ministra na którego zostaną odpalone taśmy. Tusk więc postanowił najbezczelniej w świecie rżnąć głupa. Na jego nieszczęście na konferencji znalazł się Samuel Pereira z Gazety Polskiej, który skutecznie zrobił z Tuska durnia na oczach wszystkich Polaków.

Wyrażenie „dawać pieniądze pod stołem” jest całkiem jednoznaczne. Tusk dosłownie chwyta się brzytwy udając, że są tu jakiekolwiek wątpliwości. Nikt racjonalnie myślący nie uwierzy, że mogło tu chodzić o cokolwiek innego niż finansowanie w sposób nielegalny lub półlegalny. Podobnie najzupełniej jednoznaczny jest kontekst rozmowy Sienkiewicza z Belką. Zresztą znaczenie taśm hańby jasno i wyraźnie opisał już główny ekonomista SKOK, Janusz Szewczak.

 

Cała afera taśmowa w sumie nie dlatego jest ważna, że wyszły tu na jaw jakieś rzeczy nowe i nikomu nieznane. Z istnienia półlegalnej sieci „krewnych i znajomych królika” większość społeczeństwa zdaje sobie sprawę już od dawna. PiS mówi o tym od samego początku. Część jednak ludzi była skłonna odstawić te twierdzenia na półkę z bajkami, bo nie było na nie dowodów. Teraz dowody się znalazły i to tak jednoznaczne, że sprzymierzeńcy Tuska wykruszają się w zastraszającym tempie. Dyskutować o teoriach, nawet o tych mających nie wiem jak solidne podstawy, to jednak całkiem co innego niż usłyszeć szefa MSW przyznającego w rozmowie z Prezesem NBP, że „mamy pogłębiającą się dupę na poziomie budżetu państwa”, a sztandarowy program inwestycyjny rządu Tuska to „chuj, dupa i kamieni kupa”. Także nagrania z Sikorskim nie wnoszą w sumie nic nowego. Ale podejrzewać szefa MSZ o sprzyjanie Francji i Niemcom to trochę co innego niż usłyszeć Sikorskiego mówiącego o sojuszu militarnym Polski z USA w kategoriach „robienia laski Amerykanom”. Graś już zapłacił za swój udział w aferze taśmowej stanowiskiem, choć w sumie nie ma znaczenia, jakie imię i nazwisko będzie miała papuga powtarzająca publicznie kłamliwą propagandę rządu Tuska.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale