młody rewolucjonista młody rewolucjonista
1202
BLOG

W obronie polityki polskiej w 1939 r.

młody rewolucjonista młody rewolucjonista Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 12

 

Odkąd została podjęta decyzja o wojnie z Niemcami, trwa dyskusja dotycząca jej słuszności. Była to decyzja skutkująca bohaterską walką o swoje wartości, racje, dobro i ziemię. Walka o to, co wyrwane zostało spod ponad stuletniej okupacji trzech zaborców dzięki walce zainicjowanej przez garstkę legionistów Józefa Piłsudskiego.

Postanowienie najwyższych władz II RP o współpracy z zachodnimi „mocarstwami” zostało podjęte w trudnych warunkach. Głównym jej architektem ze strony polskiej był płk Józef Beck. Dlaczego się zgodził i przystał na zapewnienia Anglii i Francji? To będę starał się krótko wyjaśnić.
      Na wstępie chciałbym obalić tezę, która od wielu lat krąży po świecie, jak wiele innych tez propagandowych pochodzenia komunistycznego, która moim zdaniem jest fałszem. Otóż wygląda na to, że Hitler przed 1939 r. nie był szaleńcem, który pragnie podbić cały świat (w przeciwieństwie do Stalina), lecz politykiem umiejętnie rozstawiającym szachy na europejskiej szachownicy. Co innego w późniejszym okresie, kiedy to zajął całą Europę i pochłonięty tym nie rozumiał narodów ujarzmionych przez ZSRR. Hitlera, jak mawiał prof. Wieczorkiewicz, należy uznać do 1939 r. jako zdolnego polityka, a po tej dacie jako zbrodniarza nr 2. Dla przypomnienia młodzieży z tzw. lewicy: nr 1 był Stalin – opiekun duchowy i nauczyciel Bieruta, Gomułki, Jaruzelskiego.
    Pod koniec lat trzydziestych demokratycznie wybrany wódz III Rzeszy nie chciał nawet wojny. Chciał zdominować część Europy, o ile to było możliwe pertraktacjami i metodami pokojowymi. Udało mu się to z Kłajpedą, Nadrenią, Austrią i Czechami. Wtedy to na kolana padła Wielka Brytania. Błagała Niemcy, aby nie rozpętały wojny i szukała „okruchów” w postaci państw europejskich, które może podrzucić prawowitemu władcy Niemiec. W żadnym wypadku nie stawiam na piedestale tu Hitlera i Niemców, a tylko staram się obiektywnie spojrzeć na fakty historyczne.
           Po początkowych sukcesach nadszedł czas, aby uwaga Niemiec zwróciła się w stronę Francji. To ona, a po niej ZSRR, były głównym celem polityki militarnej Hitlera. Tylko te dwa państwa chciał podbić siłą militarną. Prawdopodobnie przemawiała za tym chęć zemsty za przegraną I wojnę światową. W przypadku państwa ojczyzny światowego proletariatu, celem było poszerzenie sfery życiowej dla Niemców. Pozostałe kraje, jako cel zaborczy, go nie interesowały.
       Gdzie w tym wszystkim Polska? II Rzeczpospolita była uważana za silne państwo w Europie, które jest gotowe przeciwstawić się jakiejkolwiek agresji zewnętrznej. Pod względem militarnym plasowaliśmy się na czwartym lub piątym miejscu na świecie. W przypadku ilości i pewnie jakości czołgów wyprzedzaliśmy np. USA, a w tej dziedzinie byliśmy na piątej pozycji. Mieliśmy liczną piechotę, chyba najlepszą kawalerię na świecie, świetnej jakości sprzęt, ale było go za mało. Nadrabialiśmy to hartem ducha, a przede wszystkim bardzo wysokim intelektem dowódczym oraz doświadczeniem wojennym. Posiadaliśmy także silny wywiad, który należał do najlepszych w Europie i z którym współpracowały służby wywiadowcze światowych mocarstw. Oczywiście, że w pojedynkę nie mieliśmy większych szans, aby oprzeć się natarciu jednostek pancernych, przemysł dopiero zaczynał się rozwijać. Byliśmy też za słabi etnicznie, co od zawsze podkreślał Marszałek Piłsudski, dlatego też zawsze musimy szukać innego rozwiązania niż samotna, acz honorowa walka.
     Po niepowodzeniu koncepcji federalistycznej państw międzymorza, Józef Piłsudski postanowił prowadzić politykę równowagi. Polegała ona na ułożeniu poprawnych stosunków z dwoma wielkimi sąsiadami (III Rzesza i ZSRR) przy zachowaniu równego dystansu. Chodziło o to, by nie faworyzować jednego lub drugiego państwa. Jednakże przy tym opracowywano plany obronne na wypadek wojny z którymś z tych państw. Prowadzono je już od 1921 r. w postaci gier wojennych, a następnie wielkich koncepcji strategicznych, projektowanych i poprawianych na przestrzeni czasu całego dwudziestolecia. Najpierw powstał plan „W” – wojna obronna na wypadek ataku ZSRR, a plan „Z”, atak III Rzeszy, był w trakcie realizacji i ulegał ciągłym modyfikacjom z powodu zmian dokonywanych na mapie Europy poprzez porozumienia Wielkiej Brytanii i Niemiec. Jak można zauważyć, na wypadek wojny z Rosją byliśmy zabezpieczeni i koniunktura nam sprzyjała (stała granica, doświadczenie ostatniej wojny). Wynik wojny z Niemcami był niepewny i warunki nam nie sprzyjały (rewizje granic, słabość i uległość Zachodu oraz jego nieczysta gra wobec Europy)
    
W przypadku zaostrzającej się sytuacji na zachodniej granicy mieliśmy – moim zdaniem – dwa wyjścia: uwierzyć państwom zachodnim i przyjąć pierwszy cios lub wejść do proponowanego przez Niemcy paktu antykominternowskiego (tu Hitler chciał, abyśmy separowali ZSRR od reszty Europy), walczyć przez jakiś czas u boku Niemiec i w odpowiednim czasie zwrócić się przeciwko nim i grać na własną korzyść. Druga koncepcja była proponowana przez płk. Walerego Sławka, świetnego polityka i wojskowego, następcę Marszałka Piłsudskiego w sprawach politycznych. Wyglądałoby to podobnie do sytuacji z I wojny światowej. W perspektywie czasu można zauważyć, że pomysł był świetny i miał olbrzymie szanse na powodzenie.
           Wyszło jednak inaczej. Dlaczego? Pułkownik Józef Beck był doskonałym dyplomatą, umiejętnie manewrował w trudnej sytuacji międzynarodowej.
Czytając wspomnienie Becka pt. Ostatni raport, dochodzimy do pewnych, jakże dziś zapomnianych prawd. Po pierwsze – ówczesna polityka europejska (bez Rosji komunistycznej) opierała się na zasadach wiary w słowa wypowiadane przez dyplomatów. Jeżeli głowa państwa niemieckiego gwarantuje, że nie ma zamiaru prowadzić działań agresywnych w stosunku do drugiego państwa, to nie ma powodów, by tym słowom nie wierzyć. Beck wierzył, wierzyli i dyplomaci europejscy. Po drugie – postawmy pytanie: „Czy była inna możliwość?”. Profesor Paweł Wieczorkiewicz zachęcał opinię publiczną do szerszej dyskusji na temat możliwości wspólnego sojuszu Polski z Hitlerem przeciw komunizmowi w Rosji. Wracając do meritum, czy można było nie zaufać potęgom, które 20 lat wcześniej pokonały Niemcy i dominowały w świecie? Postawmy się na miejscu ówczesnych ludzi. Przecież Francja miała najnowocześniejszą armię na świecie, a zasoby ludzkie miała podobne do niemieckich. Tak samo jak my, była zagrożona ze strony Niemiec. Wszystko wskazywało na szybką pomoc Zachodu. Jak wiemy, Francja upadła po tym samym czasie co Polska, która miała mniej czasu na przygotowania, braki sprzętu i niekorzystne uwarunkowania geopolityczne. Po zawarciu sojuszu z Zachodem, nasza armia rozpoczęła częściową mobilizację i opracowywanie wspólnego planu obronnego z Francją. Mieliśmy zatrzymywać walką armię niemiecką na liniach rzek i w odpowiednim momencie ruszyć z kontratakiem. 12 września wszystko, także na Zachodzie, było jasne. Francja nie uderzy, Polska ma się wykrwawić dla oszczędzenia czasu państw zachodnich. 17 września uderzył sojusznik III Rzeszy – Stalin. Marszałek Edward Rydz-Śmigły wydał rozkaz, aby nie walczyć z Rosjanami, chyba że w przypadku próby rozbrojenia. Wydaje mi się, że był to skutek zapewnień zachodnich, a Polski rząd nie był pewny, czy to nie jest jeden z elementów „pomocy”, czy atak.
      Jak widać, II Rzeczpospolita była państwem pod wieloma aspektami silnym. Zabrakło czasu i zasobów ludzkich. O naszej sile militarnej i politycznej wiedziało każde państwo w Europie. Także Hitler i Stalin mieli tego świadomość i z tych względów postanowili wspólnie zaatakować Polskę, aby nie ryzykować przegranej i być pewnym zwycięstwa. Nie pomylili się. Wojna 1939 r. była dla nich ciężka. Straty ogromne, które musieli nadrabiać przez następne lata.
       Skostniała dyplomacja europejska, niezdolna do działań, w stosunku do Polski głęboko obojętna i cyniczna wobec jej losu. Polska kierowana szlachetną ideą wolności europejskich narodów stała się ofiarą politycznych rozgrywek.
    Mając przed oczyma zdarzenia lat 1939-1989, warto bezstronnie przypomnieć fakty. Nikt do dnia dzisiejszego nie rozliczył Europy Zachodniej i Środkowej ze współpracy z Hitlerem. Z drugiej strony, kto miał to zrobić? Takie państwa, jak Francja, Belgia, Holandia, Dania, Szwajcaria (bankier pieniędzy nazistowskich), państwa bałtyckie, Bułgaria, Rumunia, Węgry bez skrupułów poparły ideę antykomunizmu Hitlera. Wspierając czynnie Holokaust, uratowały tym samym swoje społeczeństwa i dobra kultury od całej tragedii, jaką niosła II wojna światowa.
          A w Polsce ciągle słychać głosy sierot postkomunistycznych i lewicowych pismaków, czy warto było się bić w 1939 r. Poszukuję w historii naszego narodu okresu, kiedy to antenaci dzisiejszych lewicujących „bohaterów” walki o lepsze jutro przelewali krew za Polskę. Przykro mi towarzysze, ale takiego faktu nie znajduję.   
            Oczekujmy, że w przyszłości pojawią się osoby, które w końcu będą brały przykład z historii i nie będą ślepo zapatrzone w zachodnie „mocarstwa” jak ma to miejsce dziś. Wiem, że do takiego stanu rzeczy jeszcze jest długa droga, najpierw odbudowa myśli politycznej (piłsudczykowskiej) w świadomości Polaków, potem armia, gospodarka, przemysł i w tym czasie oczyszczenie kraju z agenturalnej przeszłości. Głęboko w to wierzę i dążę do tego. Bądźmy optymistycznymi realistami.

Przede wszystkim wiem jakie mam obowiązki wobec Polski. To dla niej żyję i pracuję. Chcę, aby była mocna jak niegdyś. Działam na różnych polach aktywności społecznej. Między innymi prelekcje, dyskusje czy wreszcie publicystyka. Jestem bezstronny, antypartyjny i tolerancyjny. Zapraszam do współpracy! Pokażmy, że chcieć to móc! Wszystko dla Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej!

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (12)

Inne tematy w dziale Kultura