Moje troski i obawy są tym większe, że na co dzień, z racji wykonywanego zawodu mam do czynienia z młodzieżą, która nie potrafi w swoich zachowaniach wyznaczyć legendarnego „złotego środka”; albo nie interesuje ich polityka w ogóle i ślepo podążają za wizją współczesności zarysowaną od halloween, po „gender”, albo też, co być może martwi jeszcze bardziej, rozdzierają szaty, niby Rejtan i krzyczą o zniewolonej Rzeczypospolitej.
Nigdy nie czułem się specjalnie prawicowcem, ale uważam, iż w debacie publicznej brakuje głosu – nazwijmy to – racjonalnej, zrównoważonej prawicy. Nie jest bowiem według mnie, ani aktem odwagi, ani tym bardziej oznaką świadomości politycznej nazywanie przez licealistkę „zdrajcą” premiera RP. Wręcz odwrotnie. Owe dziewcze dało tym czynem świadectwo o braku swojej kultury i wychowania! Wcale nie taką prawicę ja chciałbym widzieć. Nie prawicę, która węszy spisek, dzieli, kłuci, snuje domysły i szczuje obywateli poczuciem moralności stworzonym we własnych umysłach. Nie prawicę, która wszędzie widzi zamach i sama zamach na demokrację przeprowadza, podważając co raz wyniki demokratycznych wyborów. Nie chcę prawicy, która święto Niepodległości zamienia w regularne zamieszki.
Mi osobiście marzy się konserwatyzm zrównoważony. Nie rozliczający ludzi z ich sumienia, lecz tłumaczący, gdzie, kiedy i jak sumienie winno zadziałać w sposób właściwy. Prawica, która choć raz wyjdzie naprzeciw nastolatkom nie z obietnicą, ale z dialogiem. Chociażby tłumacząc, że tradycja refleksji, zamyślenia i zadumy nad grobami bliskich przy blasku płomienia znicza jest o wiele piękniejsza i silniej zakorzeniona duchowo i moralnie, aniżeli wycinanie min w dyni i nihilistyczna zabawa.
Mówiąc krócej: niech prawica tłumaczy, uczy, a nie obiecuje i insynuacjami o zniewolonym państwie do walki na krawężniki zachęca.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)