Prezydent Obama nie jest zainteresowany Europą. Poza Rosją, oczywiście.
Od Europy Środkowej i Wschodniej oczekuje tylko, że nie będzie oczekiwań od USA.
Jest zainteresowany Rosją, bo ma nadzieję, że ta poprze go w naciskach na Iran. Interesują go Chiny, Afganistan i może Korea Północna.
Trochę wąskie spektrum, jak na chęć przewodzenia mocarstwu światowemu i może to zrazić do Ameryki niektórych sojuszników, którzy czują się lekceważeni.
Wczoraj w Pradze Barack Obama wydał kolację dla prezydentów i premierów z: Polski, Czech, Słowacji, Węgier, Bułgarii, Rumunii, Litwy, Łotwy, Estonii, Słowenii i Chorwacji. W trakcie jej trwania był zapraszany do złożenia wizyt w kilku krajach / również w Polsce/, ale póki co odmówił, bo podobno jego prezydentura przypada na czas, gdy Stany Zjednoczone są szczególnie zaangażowane w konflikty światowe i nie jest w stanie "obskoczyć" naszego regionu. Prosił o wyrozumiałość.
Trochę to dziwne słowa, bo jego poprzednicy też nie mieli tylko łatwo, lekko i przyjemnie, a jednak potrafili znaleźć czas dla sojuszników i nie tylko.
Mam wrażenie, że prezydent Obama wciąż się "wozi" i jest jeszcze na etapie odkrywania swego urzędu.
Ciekawe, jak dlugo będą trwaly te wprawki?
Inne tematy w dziale Polityka